Gość Bielsko-Żywiecki 49/2020 Archiwum

Bliżej Tajemnicy

– Formacja LSO to nie tylko dbałość o zewnętrzną postawę ministranta, ale przede wszystkim kształtowanie jego serca. Służba przy ołtarzu nie może być pustym odgrywaniem roli. Ma wynikać z wiary. Ministrant staje się nie tylko odbiorcą wiary, ale zaczyna tą wiarą dzielić się z innymi – mówi ks. Piotr Belecki, diecezjalny duszpasterz LSO.

Ministranci. W diecezji jest ich kilka tysięcy. To uczniowie szkół podstawowych, gimnazjów, liceów, studenci i dojrzali mężczyźni, którzy założyli już swoje rodziny. W ich szeregach można również spotkać kilkanaście dziewcząt. Łączy ich chęć służenia Chrystusowi przy ołtarzu. Zapytani o zalety bycia ministrantem, jednogłośnie opowiadają o ogromnej bliskości z Panem Bogiem oraz poczuciu akceptacji i wspólnoty w grupie osób należących do służby liturgicznej.

O swojej służbie...

Ksiądz Piotr Belecki, diecezjalny duszpasterz Liturgicznej Służby Ołtarza. Wikariusz w parafii Świętej Trójcy w Wejherowie. Ministrantem został, gdy miał 13 lat. – Do zostania ministrantem namówił mnie mój kolega, choć wcześniej próbował zwerbować mnie ksiądz na kolędzie. W parafii była wtedy drużyna piłkarska i to mnie w dużej mierze zmotywowało. Wówczas kwestia służenia była trochę dalej, ale czas pokazał, że te proporcje się odwróciły. Zobaczyłem, że piłka nożna nie musi być w życiu najważniejsza, a służyć Panu Bogu to wielki zaszczyt. Zyskałem świadomość, że jestem potrzebny i akceptowany. Wiedziałem, że jest tam dla mnie miejsce. Uważam, że ten czas przyczynił się do tego, iż zostałem księdzem. Ale ostatecznie ku kapłaństwu pociągnęli mnie papież Jan Paweł II i ks. Jerzy Popiełuszko, którzy w młodości również należeli do służby liturgicznej. Dzisiaj praca z tą służbą stała się dla mnie prawdziwą pasją. Z każdym miesiącem odkrywam, że jest to szerokie pole do działania. Widzę, że im więcej czasu poświęcam ministrantom, im bardziej dzielę się sobą, tym większe błogosławieństwo z tego płynie. Z nieba spadają propozycje współpracy, pieniądze i łaska, a pozorne przeciwności znikają.

Konrad Rola. Parafia św. Mikołaja w Gdańsku, 16 lat, uczeń liceum. Ministrantem został, gdy miał 6 lat. – To babcia namówiła mnie do służby przy ołtarzu. A mnie się to spodobało. Jestem lektorem i mam uprawnienia ceremoniarza. Posługuję co tydzień w niedzielę. Czasami także w tygodniu. Odczuwam zdecydowaną różnicę w przeżywaniu Mszy św., gdy stoję przy ołtarzu niż wówczas, gdy siedzę w ławce. Przy ołtarzu bardziej ją przeżywam. Nie bez znaczenia jest to, że widzę wówczas z bliska gesty, które ksiądz wykonuje. Pamiętam, jak będąc na spływie kajakowym z ks. Łukaszem Grelewiczem, miałem okazję stać bardzo blisko ołtarza. Wtedy, w czasie Przeistoczenia, czułem ogromną bliskość z Panem Bogiem. To było niesamowite przeżycie. Dużo mi daje także czytanie Pisma Świętego, bo dzięki temu pewne fragmenty zostają mi na długo w głowie. LSO to dla mnie także źródło przyjaźni i relacji. Wśród ministrantów mam kolegów, z którymi się spotykam. Służenie przy ołtarzu cementuje nasze relacje.

Dawid Znajewski. Parafia św. o. Pio w Gdańsku, 16 lat, uczeń liceum. Ministrantem został, gdy miał 6 lat. – W parafii jestem ceremoniarzem. Zajmuję się przygotowywaniem dużych uroczystości, wyznaczaniem asysty, przeprowadzaniem zbiórek. Staram się także być wzorem dla młodszych ministrantów. Czuję, że jestem bliżej Pana Boga i lepiej Go słyszę. Gdy jako ceremoniarz stoję tuż przy ołtarzu, o wiele łatwiej jest mi się skupić na Eucharystii i daje mi to bardzo dużą radość, że mogę być tak blisko przychodzącego Pana Jezusa. Kiedy widzę, jak ksiądz tuż po konsekracji unosi Hostię, i dzieje się to tak blisko mnie, wtedy czuję, jakby to praktycznie odbywało się w moim sercu.

Nikodem Mazella. Parafia św. o. Pio w Gdańsku, 15 lat, uczeń gimnazjum. Ministrantem został, gdy miał 7 lat. – Moja przygoda ze służbą liturgiczną rozpoczęła się w I klasie szkoły podstawowej. Zobaczyłem, że koledzy stoją przy ołtarzu i bardzo mnie to zaciekawiło. Później, dzięki księdzu, który zachęcił mnie, abym dołączył do grona ministrantów, zdecydowałem się. W mojej klasie było wówczas aż 7 ministrantów. Teraz w gimnazjum jest nas 4. Z pozostałymi ministrantami z parafii tworzymy lektorską grupę przyjaciół. Mamy po dwa dyżury w tygodniu i jeden trening piłkarski. Staramy się służbę przy ołtarzu łączyć z dobrą zabawą. Bycie ministrantem daje mi na pewno głębszą wiarę. Bardzo ważne są dla mnie także spotkania z przyjaciółmi z LSO.

Bartosz Rusiński. Parafia św. Antoniego w Gdańsku-Brzeźnie, 13 lat, uczeń gimnazjum. Ministrantem został, gdy miał 10 lat. – To było we wrześniu 2013 roku. Po pierwszym piątku miesiąca kolega wpadł na pomysł, żebyśmy zapisali się do LSO. On zrezygnował po jednym dniu, a ja jestem ministrantem do teraz. I bardzo mi się to bycie ministrantem podoba. Służąc przy ołtarzu, czuję, że jestem bliżej Pana Boga. Odczuwam to zwłaszcza przy Przeistoczeniu. Obecnie jestem kandydatem na lektora i wiceprezesem służby liturgicznej w parafii. Nasza posługa nie polega wyłącznie na modlitwie. Urozmaiceniem służby są turnieje piłki nożnej, zbiórki, wspólne wyjścia do kina. W końcu ministrant to też człowiek i ma prawo do zabawy.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Dyskusja zakończona.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama