Nowy numer 43/2020 Archiwum

Boso, ale ze Słowem

– Kult św. Wojciecha w Gdańsku przetrwał od czasów średniowiecza do dziś. Pomimo okresu protestanckiego, zaborów, wymiany ludności, nazizmu i komunizmu. To prawdziwy fenomen – mówi ks. dr Leszek Jażdżewski.

Święty Wojciech. To właśnie tam, rokrocznie, pielgrzymują mieszkańcy Pomorza, by uczestniczyć w uroczystych odpustach. Przez setki lat podgdańska miejscowość, dzisiaj jedna z dzielnic miasta, nieprzypadkowo nosi imię męczennika i misjonarza – patrona Polski, a także archidiecezji gdańskiej. To tu Adalbert miał ochrzcić wielu gdańszczan. W tym miejscu miał się także znajdować jego pierwszy grób wzniesiony po zakończonej śmiercią misji w Prusach w roku 997. Czy rzeczywiście tak było? A może to jedynie podania i legendy? W jakich okolicznościach narodził się w Gdańsku kult św. Wojciecha? Jakich czasów sięga pielgrzymkowa i odpustowa tradycja?

Nie był typem karierowicza

− Święty Wojciech to postać nietuzinkowa, wykraczająca poza ramy swojej epoki − mówi ks. dr Jażdżewski, dyrektor Archiwum Archidiecezji Gdańskiej. Urodził się w czeskich Libicach w 956 r. w możnowładczej rodzinie Sławnikowiców. Był blisko związany z najważniejszymi postaciami ówczesnej Europy. Przyjaźnił się z papieżem Sylwestrem II, a jego krewnym był cesarz niemiecki Otton III. Świetnie wykształcony, znający kilka języków, mając zaledwie 27 lat, został biskupem praskim. − Co ciekawe, Wojciech nie był koniunkturalistą ani typem karierowicza. Mógłby spokojnie piastować urząd i cieszyć się dostatnim życiem. On jednak wszedł w spór z księciem czeskim, który sprzedawał swoich chrześcijańskich poddanych do krajów muzułmańskich. Od tamtego momentu był wrogiem numer jeden dynastii Przemyślidów − opowiada ks. Jażdżewski. Mimo silnej pozycji, szlacheckiego nazwiska i rozległych kontaktów, patrząc po ludzku, życie św. Wojciecha było pasmem tragedii i niepowodzeń. − Większość członków jego rodziny została brutalnie zamordowana, a on sam był zmuszony do opuszczenia Czech. Miał udać się na pielgrzymkę do Jerozolimy. To się jednak nie powiodło. Pragnął życia zakonnego jako benedyktyn. Nie było mu to jednak dane na długo − wylicza ks. Jażdżewski. Na przełomie roku 996/997, po kolejnym wypędzeniu z Pragi, Wojciech przybył do Polski na dwór księcia polskiego Bolesława Chrobrego. Stąd wyruszył na misję chrystianizacyjną Prusów − ludu bałtyckiego oddającego cześć Kurko, bogini stworzenia i urodzaju, oraz Perkunowi, bogowi wojny, burzy i grzmotów. − W średniowiecznej Europie, gdzie powszechną praktyką było nawracanie pogan za pomocą ognia i miecza, postawa św. Wojciecha była zupełnie wyjątkowa. Boso, bez zastępu zbrojnych poszedł do nieprzychylnie nastawionego wobec chrześcijan ludu, a jego jedynym orężem było słowo Boże. Kierował się nie pobudkami politycznymi, a wyłącznie duchowymi – podkreśla ks. Jażdżewski.

Legenda czy historyczny fakt?

Kierując się ku ziemiom Prusów, bp Wojciech zatrzymał się w Gdańsku. Z jego pobytem wiąże się pierwsza historyczna wzmianka o nadmotławskim grodzie. Pochodzi z 999 r. i znajduje się w „Żywocie Świętego Wojciecha” Jana Kanapariusza. Autor opisuje tam pobyt biskupa w urbs Gyddanyzc, podczas którego „ochrzczone zostały tłumy ludzi”. Czy wzmiankowany chrzest miał miejsce właśnie w dzisiejszej dzielnicy Święty Wojciech? Według jednej z teorii, z powodu spływu kry na Wiśle, w grę wchodziła jedynie droga lądowa − przez Wyszogród, Osiek, Skórcz, Bobowo, Starogard, Gorzędziej i właśnie Święty Wojciech. Uznawano tym samym, że w tej ostatniej miejscowości musiało być jakieś pogańskie miejsce kultu, w którym na pewien czas miał się zatrzymać biskup i ściąć „święty dąb”, a także dokonać chrztu gdańszczan. − Teoria ta nie ma jednak poparcia w źródłach, a badania archeologiczne wykluczyły podania o starożytnej metryce podgdańskiej osady. Obecnie przypuszcza się, że bp Wojciech przybył do Gdańską Wisłą, gdyż droga lądowa przez puszczę w czasie wiosennych roztopów byłaby na granicy możliwości. Być może wysiadł na ląd w miejscu dzisiejszego Długiego Pobrzeża. Chrztu gdańszczan dokonał najprawdopodobniej 11 kwietnia, w pierwszą niedzielę po Wielkanocy − tłumaczy ks. Jażdżewski. Następnie Wojciech razem z przyrodnim bratem Radzimem oraz prezbiterem Boguszą dotarli do ziemi Prusów. Po kilku dniach grupa misyjna została otoczona przez strażników prowadzonych przez kapłana zwanego Sicco. Wojciech został ugodzony włócznią w serce. Ciału odcięto głowę i nabito na pal. Zwłoki męczennika zostały wykupione przez króla Bolesława i przewiezione przez Gdańsk do Gniezna. Przez setki lat wierzono, że ciało misjonarza, zanim trafiło do pierwszej polskiej stolicy, miało być przechowywane na wzgórzu dzisiejszej dzielnicy Święty Wojciech. Dziś wiadomo już, że tradycja czerpiąca motywy z XIII-wiecznych opisów życia świętego ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. − Nieprawdziwa informacja wynikała z błędu w odczycie dokumentów. Pomezanię pomylono z Pomeranią − wyjaśnia ks. Jażdżewski. Odpusty i pielgrzymki Współcześni badacze są zgodni, że biskupa praskiego najpewniej nigdy nie było w dzisiejszym Świętym Wojciechu. Bardzo wątpliwe jest też usytuowanie w miejscowości jego mogiły ze szczątkami. Z czego zatem wynika przekonanie, także współczesnych gdańszczan, że właśnie Święty Wojciech to miejsce ściśle związane z patronem diecezji?

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Dyskusja zakończona.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama