Nowy numer 49/2020 Archiwum

On to załatwił

Siostra Daniela ma na wyposażeniu aż trzy alkomaty, w tym jeden taki, jakiego na co dzień używa policja. Sięga po nie sporadycznie. – Wystarczy mi na nich spojrzeć i widzę, czy wszystko jest w porządku – wyjaśnia.

W drugiej połowie września w archidiecezji odbyła się lokalna część ogólnopolskiej peregrynacji relikwii św. Brata Alberta, zorganizowana wspólnie przez Zakon Rycerzy Kolumba oraz posługujące w Wejherowie albertynki. Towarzyszyła im akcja charytatywna, podczas której na potrzeby prowadzonej przez siostry noclegowni można było przekazać koce, pościel i środki czystości. – Muszę wyraźnie zaznaczyć, że pomysł wypłynął właśnie od Rycerzy Kolumba. To oni pojechali do Krakowa, poprosili o relikwie i towarzyszące im obrazy. Nas zaprosili do współpracy. Wraz ze swoim duszpasterzem ks. Krystianem Wilczyńskim przywozili dary, wnosili je do środka... Na parafialnych spotkaniach czułyśmy się wręcz jak goście – podkreśla s. Beata, przełożona sióstr. – Podczas peregrynacji zebrałyśmy prawie 30 tys. zł. Zgłaszali się także wolontariusze. Myślę, że to Brat Albert załatwił dla nas te wszystkie dobra – dodaje. – Dzięki zbiórce noclegownia jest bardzo dobrze wyposażona w chemię, pościel, koce i ręczniki. Było też trochę koszul i skarpet – opowiada s. Daniela, która prowadzi wejherowską placówkę. – Za zebrane pieniądze siostra przełożona kupiła nam maszynę do przetwarzania jarzyn, kupiłyśmy także krajalnicę. Trudno jest ręcznie przygotowywać posiłek dla ponad 20 osób – mówi z wdzięcznością.

Inna niż wszystkie

Wejherowska placówka powstała w 2008 roku. – Właściwie nie jest to klasyczna noclegownia, a przytulisko. Panowie przebywają tu całodobowo – wyjaśnia s. Daniela. Początkowo siostry miały tylko 4 miejsca dla bezdomnych, które można było wykorzystać w nagłej potrzebie. Dziś w noclegowni jest 21 miejsc. Ostatniej nocy siostra przyjęła jednak jeszcze jednego pensjonariusza. Na rozłożony na podłodze materac. – Zgłosił się do MOPS i powiedział, że nie pójdzie nigdzie indziej, tylko do s. Danieli. Przyszedł, prosił, płakał... Co miałam zrobić? – wzdycha zakonnica. Siostra przyznaje, że wszyscy pensjonariusze dotknięci są problemem alkoholowym. – Jeżeli przebywa się z nimi dłużej, doskonale wiadomo, jakie mają zachowania. Wypuszczam i wpuszczam ich sama. Sprawdzam ich bardzo dokładnie – mówi s. Daniela. Na wyposażeniu ma aż trzy alkomaty, w tym jeden zupełnie profesjonalny, taki, jakiego na co dzień używa polska policja. Sięga po nie jednak sporadycznie. – Wystarczy mi na nich spojrzeć i widzę, czy wszystko jest w porządku – wyjaśnia.

Bezdomność nieoczekiwana

Eugeniusz ma 47 lat. Pochodzi z podwejherowskiego Gościcina. Gdy miał 7 lat, umarła mu matka. Niedługo później ojciec. Jest poważnie chory. Z trudem wypowiada kolejne słowa. Jego dom i zabudowania gospodarcze są kompletnie zrujnowane. W bezdomność popadł, gdy jego żona popełniła samobójstwo. – Kiedy tu przyszedłem, trochę się bałem. Myślałem, że siostry śpią w trumnach, i że nam także każą tak spać – śmieje się. Po chwili poważnieje. – Jednak to tutaj właśnie znalazłem swój prawdziwy dom – mówi. – Nie byłem grzecznym chłopcem, wciąż miałem problemy. W domu ciągle była policja, kiedyś nawet trafiłem do więzienia. Ojciec nie mógł tego przeboleć. Któregoś dnia powiedział mi: „Niestety, musisz opuścić nasze mieszkanie”. To było w 1990 roku – opowiada Ryszard. Ma 67 lat. W przytulisku mieszka od trzech. – Jest mi tu bardzo dobrze. Siostra czasem jest dla nas ostra, ale ktoś musi tu rządzić. Dba o nas. Wiem, że nawet gdy nas stawia do pionu, robi to dla naszego dobra – zapewnia. Janusz wyszedł z domu tuż po rodzinnej kłótni. Było to 26 lat temu. Nigdy już tam nie wrócił. – Daniela jest dla nas jak matka. Bywałem w różnych schroniskach. Tam jest tragedia. A tu spokój. Znalazłem swoje miejsce na ziemi. Gdyby zabrakło naszych sióstr, to marny nasz los – wyznaje.

Zagubione dzieci Boga

– W gruncie rzeczy to są bardzo dobrzy, fajni ludzie. Tylko pogubili się w życiu. Mają dobre serca. Kiedy coś robię, zawsze starają się mi pomóc. Nie zawsze jednak potrafią – opowiada s. Daniela. – Czasem się zdarza, że muszę kogoś usunąć. Przeważnie przyczyną jest alkohol. Przeżywają wtedy prawdziwą rozpacz. Nigdy nie robię tego w zimie. Potem, po doświadczeniu mieszkania na dworcach, w tunelach, wracają do nas – opowiada. Noclegownia to niejedyna działalność sióstr. Są tu także świetlica dla dzieci z rodzin dysfunkcyjnych oraz łaźnia dla przychodzących z zewnątrz bezdomnych. Potrzeby placówki są ogromne. Okazało się jednak, że zorganizowana przez Rycerzy Kolumba pomoc będzie miała swój ciąg dalszy. Podczas akcji bracia zobowiązali się pomagać siostrom. W najbliższym czasie zamierzają poszerzyć chodnik i wyłożyć go kostką brukową.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Dyskusja zakończona.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama