Nowy Numer 29/2018 Archiwum

Na skraju nędzy

– Chcieliśmy w mądry i konkretny sposób pomóc osobom doświadczonym przez wojnę. W kościele usłyszeliśmy o programie Rodzina Rodzinie i postanowiliśmy zaangażować się – mówi Katarzyna Aszyk z Gdańska.

W archidiecezji gdańskiej projekt Rodzina Rodzinie stał się realnym wsparciem dla ponad 700 syryjskich rodzin. Akcję na naszym terenie zainicjował abp Sławoj Leszek Głódź, metropolita gdański, który na początku marca zachęcił wiernych do włączenia się w tę ogólnopolską inicjatywę. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać.

Małymi kroczkami

– Ci, których wspieramy, to ludzie prawdziwie mężni. Ich codzienność to walka i cierpienie trudne do wyobrażenia – mówi ks. Piotr Gastoł CR z sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Gdańsku, którego parafianie prężnie włączyli się w program. – Informację o możliwości wsparcia osób dotkniętych wojenną zawieruchą ogłosiliśmy na jednej z Mszy św. Nikt nikogo do podpisywania deklaracji nie zmuszał. Parafianie indywidualnie decydowali, jaką kwotą mogą wesprzeć mieszkańców Syrii – wyjaśnia.

Do parafii wróciło ok. 60 różnych deklaracji – od wsparcia całkowitego, po kwoty cząstkowe, które w sumie pomogły objąć opieką 12 syryjskich rodzin. – To jest konkretna pomoc. Otrzymaliśmy informację, kogo finansujemy, co tym bardziej utwierdzało nas w przekonaniu, że warto, bo w końcu te pieniądze otrzymuje określony człowiek – podkreśla duszpasterz. Ksiądz Piotr mówi, że nawet gdyby nie było pozytywnej odpowiedzi w jego parafii, w akcję zaangażowałby się sam. – Papież Franciszek wzywa nas do bycia miłosiernymi. Zachęca nas do opieki i troski nad rejonami, gdzie toczy się wojna. Rodzina Rodzinie to projekt, dzięki któremu to wezwanie można realizować. Angażując się weń, wyrażamy naszą solidarność z ludźmi, którzy tam cierpią. Mamy ogromne szczęście, że jesteśmy bezpieczni, że w naszej ojczyźnie panuje pokój. A tam ludzie każdego dnia muszą walczyć o przeżycie. Dlatego warto w biegu naszej codzienności zatrzymać się i dołożyć cegiełkę wsparcia dla potrzebujących – mówi ks. Gastoł. Duszpasterz z przykrością opowiada, że spotkał się z pytaniami dotyczącymi wyznania osób, do których kierowane jest wsparcie. – Padło: „Czy ksiądz wie, że pomagamy nie tylko chrześcijanom?”. Oczywiście, że wiem. Wiedzą również wszyscy zaangażowani, ale nikt nie ma z tym problemu. Nie możemy zapominać, że Jezus chciał, byśmy się miłowali. Nie możemy więc rozdzielać naszej pomocy między „nas” a „ich” – podkreśla duszpasterz.

Namiastka normalności

Marta Szulc z Caritas Archidiecezji Gdańskiej podkreśla, że chociaż działania wojenne przycichły, sytuacja mieszkańców Aleppo jest nadal bardzo ciężka. – Do tragedii wojny dochodzą dramaty przeżywane w ocalałych rodzinach. Utrata mieszkań, domów oraz dorobku całego życia, przy bardzo wysokich cenach za wodę, prąd oraz kilkanaście razy droższej żywności powoduje, że żyjący tam ludzie są na skraju nędzy, bo możliwości zarobkowania w zburzonym mieście praktycznie nie ma – mówi. Dodatkowym kłopotem są poważne choroby i niepełnosprawność dotykające wielu mieszkańców. Są one wynikiem długotrwałego ostrzału, nalotów, regularnych bombardowań oraz braku opieki medycznej. Aby przeżyć, rodzina potrzebuje średnio około 150–200 dolarów. Niestety, nawet jeśli któremuś z członków rodziny uda się znaleźć pracę, zarabia ok. 20–40 dolarów. – Kolejną kwestią jest brak opieki emerytalnej w Syrii, stąd obowiązek opieki nad osobami starszymi spoczywa na dzieciach. Jeśli ich zabraknie, seniorami nie będzie miał się kto zajmować, a to prowadzi do życia w skrajnej nędzy – tłumaczy M. Szulc. Panią Katarzynę sytuacja ludzi z tamtego rejonu świata poruszyła tak bardzo, że postanowiła skrzyknąć znajomych, przyjaciół, rodzinę, aby pomoc doszła do skutku. – Uznaliśmy, że sami nie jesteśmy w stanie przekazywać każdego miesiąca pełnej kwoty. Dlatego podpytałam moich bliskich – mówi. Odzew był bardzo pozytywny, bo w akcję włączyło się aż 16 rodzin. – Wspólnie udało nam się zorganizować wsparcie dla 4 syryjskich rodzin – wyjaśnia pani Katarzyna. Gdańszczanka żałuje, że o projekcie jest zbyt cicho poza parafiami. Kilkakrotnie spotykała się z zarzutem, że „Kościół nie pomaga”. Dlatego stara się rozpowszechniać akcję wszędzie tam, gdzie akurat jest. – Wierzę, że w ludziach jest wiele woli pomocy, ale nie zawsze wiemy, jak się zaangażować. Przecież nie trzeba od razu wpłacać 500 zł, może być 20 zł, oby tylko osób wspierających było jak najwięcej – podkreśla. Pani Kasia nie poddaje się i już organizuje chętnych do kontynuowania wsparcia. – Ruszamy od stycznia. Mam nadzieję, że oprócz tych, którzy już pomagali, zaangażują się nowe osoby – mówi z uśmiechem.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma