Nowy numer 33/2018 Archiwum

Broszura do kosza?

− Ulotka „ZdrovveLove” jest bardzo tendencyjna, słaba pod względem merytorycznym i naukowym. Przypomina materiały propagandowe poprzedniego systemu. Wystawia bardzo złe świadectwo jej twórcom i sponsorom – uważa dr n. med. Piotr Mielcarek.

ZdrovveLove − tak nazywa się gdański program edukacji seksualnej. Jednym z jego elementów jest broszura sfinansowana z kasy miasta, która ma przekazywać młodym ludziom informacje na temat seksualności i antykoncepcji. Robocza wersja ulotki przedostała się do opinii publicznej, wywołując falę krytyki i oburzenia.

Jak coś pójdzie nie tak...

W ulotce dla młodzieży znajdziemy m.in. informacje na temat masturbacji, która przez autorów określana jest jako jeden „z normalnych i zdrowych przejawów seksualności, zarówno samodzielnie, jak i w relacji (...). Większość ludzi, kobiet i mężczyzn, masturbuje się”. Wśród ryzykownych zachowań seksualnych autorzy nie wymieniają kontaktów seksualnych z wieloma partnerami, a tabletkę „dzień po” zalecają używać, „jak coś pójdzie nie tak”. Informują jednocześnie, że istnieje możliwość (akceptowana formalnie przez niektóre kraje) niedeklarowania się jako kobieta lub mężczyzna, ale jako osoba X. Według ulotki, układ płciowy służy do generowania zmysłowej przyjemności seksualnej (relacje społeczne i prokreacja są wymienione jedynie zdawkowo i instrumentalnie w ramach realizacji własnych „praw seksualnych”). Inna niebezpieczna teza broszury głosi, że niezależnie od wieku dzieci mają prawo (i mogą być przez takie materiały zachęcane) do wczesnej inicjacji seksualnej, swobodnego praktykowania uzyskiwania zmysłowej przyjemności i swobodnego poszukiwania „tożsamości płciowej”.

Tendencyjna i słaba

Treść broszury wnikliwej analizie poddał dr Mielcarek, ginekolog z 25-letnim doświadczeniem zawodowym, były adiunkt Kliniki Ginekologii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. − Ulotka „ZdrovveLove” nadaje się tylko do kosza na śmieci. Jest bardzo tendencyjna, słaba pod względem merytorycznym i naukowym. W swojej formie przypomina materiały propagandowe poprzedniego systemu. Wystawia bardzo złe świadectwo jej twórcom i sponsorom. Jako narzędzie edukacji młodzieży i dzieci może być niezwykle szkodliwa, promując ryzykowne zachowania seksualne w okresie rozwojowym − ocenia. − Wyniki wieloletnich badań naukowych potwierdzają, że promowanie swobodnych zachowań seksualnych w szkołach powoduje zwiększenie częstości przypadków wykorzystywania seksualnego nieletnich. Wyrwanie edukacji seksualnej z kontekstu trwałej relacji małżeńskiej i sprowadzenie jej do techniki stosowania prezerwatywy oraz zapewniania środków antykoncepcyjnych w celu zmniejszenia ryzyka ciąży i zakażeń przenoszonych drogą płciową w świetle rzetelnych badań naukowych jest przeciwskuteczne – dodaje.

Dr Mielcarek, formułując swoją ocenę, opiera się na badaniach Davida Patona i Liama Wrighta z Uniwersytetu w She- ffield, które wykazały, że w regionach, gdzie wycofano się z liberalnych programów edukacji seksualnej, odnotowano znaczące zmniejszenie przypadków ciąż nieletnich. − Z kolei w badaniach naukowych przedstawionych w 2015 r. przez European Society of Human Reproduction and Embryology wykazano również, że swobodny dostęp do środków o potencjalnym działaniu wczesnoporonnym, czyli tak zwanej „pigułki po”, nie tylko nie zmniejsza liczby niechcianych ciąż, ale także zachęca nastolatków do podejmowania większego ryzyka, co zwiększa liczbę zakażeń przenoszonych drogą płciową – uzupełnia.

Zdaniem lekarza broszura nie zawiera żadnych informacji na temat znaczenia prokreacji i stałego związku między kobietą i mężczyzną w życiu człowieka i społeczeństwa czy naturalnego związku płciowości z trwałą relacją kobiety i mężczyzny i ich płodnością. Pominięty jest udowodniony naukowo związek przyczynowo-skutkowy zbyt wczesnej inicjacji seksualnej i promiskuityzmu z chorobami przenoszonymi drogą płciową i chorobami nowotworowymi (rak szyjki macicy, rak sromu i rak krtani) oraz z nieplanowanym macierzyństwem i zwiększeniem częstości przypadków wykorzystywania seksualnego nieletnich. – W ulotce nie pojawia się także informacja, że odpowiedzialny wybór jednego, wiernego, stałego partnera seksualnego w trwałej relacji małżeńskiej jest najlepszą metodą profilaktyki chorób przenoszonych drogą płciową – dodaje ginekolog.

Fajerwerki i zapałki

Z krytyczną oceną zawartości ulotki zgadza się ks. dr Jan Uchwat, bioetyk. − Cała zaprezentowana opinii publicznej broszura jest bardzo redukcjonistyczna, mechaniczna i biologiczna. Temat seksualności i płciowości przedstawiony został niezwykle wycinkowo, w oderwaniu od emocji, duchowości, wartości takich, jak miłość, wierność, trwałość związku. To bardzo niebezpieczne, demoralizujące i szkodliwe dla młodych ludzi, którzy na etapie 15, 16, 17 lat rozpoznają swoją seksualność, kształtują się, dojrzewają. To tak, jakby dać dziecku zapałki i fajerwerki do ręki bez jakiegokolwiek ostrzeżenia i informacji, jak z tego typu „zabawkami” należy się obchodzić − mówi.

Zdaniem duchownego ulotka nie zawiera komponentu etycznego, czyli nie opiera się na jakimkolwiek fundamencie wartości. − Jedyną wartością, o jakiej piszą autorzy, jest „wolność” rozumiana, jako „prawo do wszystkiego”. Broszura omija także temat zagrożeń duchowych, który absolutnie powinien się tam znaleźć. Z punktu widzenia teologii moralnej jest promocją życia w grzechu − dodaje.

Za szczególnie niebezpieczne ks. Uchwat uznaje fragmenty dotyczące masturbacji oraz tabletki „dzień po”. – W ulotce nie znajdziemy informacji, że masturbacja często łączy się z pornografią i może prowadzić do seksoholizmu. W Trójmieście działają dwie grupy samopomocowe anonimowych seksoholików. Wielu uczestników mityngów potwierdziłoby, że uzależnienie od masturbacji może być niezwykle destrukcyjne – podkreśla. – Z kolei kolokwializm użyty w kontekście pigułki „dzień po” ukazuje, jak bardzo trywialne i powierzchowne jest podejście autorów programu do takich kwestii jak ciąża czy macierzyństwo. Pojawienie się nowego życia – człowieka, a następnie jego uśmiercenie zostaje zredukowane do sformułowania: „gdy coś pójdzie nie tak” – uważa.

Obawy i negatywne opinie o programie edukacji seksualnej podziela Stowarzyszenie myGdańsk.pl, które wystąpiło z apelem do wojewody pomorskiego Dariusza Drelicha o interwencję w tej sprawie. W piśmie można znaleźć informację, że program „ZdrovveLove” ma zostać wprowadzony w co najmniej 10 placówkach, a udział w nim weźmie minimum 750 licealistów w wieku 15–16 lat. Jak informują członkowie stowarzyszenia, „na wydanie kilkunastostronicowej broszury miasto Gdańsk wydało aż 60 tys. zł”. „W publikacji promowany jest ruch LGBT, rozwiązłość seksualna młodzieży czy antykoncepcja wczesnoporonna (...). Chcemy mieć zachowane prawo do wychowywania swoich dzieci zgodne z naszymi wartościami i poglądami. Nie akceptujemy (...) form edukacyjnych, które w naszej ocenie nie są zgodne z podstawą nauczania określoną rozporządzeniami Ministerstwa Edukacji Narodowej”.

Fakt finansowania kontrowersyjnego programu z pieniędzy publicznych negatywnie ocenia także ks. Uchwat. − Mówmy o realiach. Program „ZdrovveLove” został przygotowany dla społeczności, w której większość stanowią katolicy. Zbagatelizowano ten fakt, całkowicie odzierając go z zasad antropologii chrześcijańskiej i pomijając chrześcijańskie rozumienie płciowości, popędu seksualnego, miłości, małżeństwa czy rodzicielstwa. Nauczanie Kościoła na ten temat jest piękne, kompletne i ukazuje integralny obraz człowieka stworzonego na obraz i podobieństwo Boga. Płciowość i popęd seksualny są w służbie miłości i tylko w taki sposób przynoszą szczęście. I jeszcze jedna wątpliwość na koniec: dlaczego w kwestii programu edukacji seksualnej w Gdańsku nie zostały przeprowadzone konsultacje społeczne? – pyta kapłan.

Nie mamy się czego wstydzić

Jak podkreśla Magdalena Skorupka-Kaczmarek, rzecznik prasowy prezydenta Gdańska, ulotka, którą zaprezentowano opinii publicznej, jest roboczą wersją i powstała w ramach części edukacyjnej gdańskiego programu in vitro. Jej treść opracowuje Polskie Towarzystwo Programów Zdrowotnych. − Ostateczna wersja ulotki docelowo skierowana zostanie do uczniów szkół średnich, którzy wezmą udział w specjalnych warsztatach z zakresu edukacji seksualnej. Udział w zajęciach nie jest obowiązkowy i będzie wymagał zgody rodziców. Po merytorycznym przygotowaniu uczniów broszura trafi zarówno do młodzieży, jak i do rodziców – wyjaśnia.

We wstępie do publikacji prezydent Paweł Adamowicz przekonuje mieszkańców: „Powinniście mieć dostęp do wiedzy na temat seksualności i antykoncepcji oraz korzystania z niej w zgodzie ze swoim sumieniem i przekonaniami”. − Program „ZdrovveLove” zatwierdzimy do końca stycznia. Kolejnym etapem będzie przeprowadzenie konkursu na wyłonienie edukatorów, którzy przeprowadzą warsztaty w szkołach. Całość podsumujemy konferencją prasową, na której pochwalimy się programem. Uważamy, że absolutnie nie mamy się czego wstydzić – podkreśla rzecznik.

O zmianę stanowiska apeluje dr Mielcarek: − Zwracam się do prezydenta Adamowicza, który nieraz podkreślał swoje przywiązanie do tradycyjnych wartości, by zweryfikował swój pogląd i wpłynął na zmianę treści programu edukacji seksualnej. Zarówno dzieci, młodzież, jak i wszyscy profesjonaliści potrzebują jasnego kompasu moralnego, aby bezpiecznie poruszać się w tak wrażliwej dziedzinie, jaką są zachowania seksualne człowieka.•

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma