Nowy numer 33/2018 Archiwum

W hołdzie bohaterom

– Stoi u nas pomnik Eugeniusza Kwiatkowskiego czy Antoniego Abrahama, ale nadal nie zostali upamiętnieni ci, którzy kierowali obroną Wybrzeża we wrześniu 1939 roku – mówi Paweł Borkowski.

Młody gdynianin wyszedł z propozycją realizacji projektu, który uhonorowałby zasłużonych dowódców początku II wojny światowej – admirała Józefa Unruga i gen. Stanisława Dąbka.

Walczył do końca

– Latem 1939 roku wiedziano już, że wojna wybuchnie. Pytanie brzmiało: „kiedy dokładnie?” – mówi Tomasz Miegoń, dyrektor Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni. Pod koniec lipca do miasta został skierowany płk Stanisław Dąbek. W młodości służył w armii austro-węgierskiej, aby następnie wstąpić w szeregi nowo utworzonych polskich wojsk lądowych. – Nie był legionistą, ale to nie znaczy, że nie był patriotą – podkreśla dyrektor. Kariera zawodowa płk. Dąbka rozwijała się w imponującym tempie, a za zasługi otrzymał wiele odznaczeń, m.in. Krzyż Srebrny Orderu Wojskowego Virtuti Militari, Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski, Krzyż Walecznych. Gdynia, jak się później okazało, była miejscem jego ostatniego przydziału. – Został wyznaczony do czegoś niemożliwego, czyli kierowania Lądową Obroną Wybrzeża – wyjaśnia T. Miegoń. Do swoich zadań podszedł z największą starannością, choć doskonale wiedział, że podległe mu jednostki w większości są dopiero w fazie organizacji.

– Nie znając Wybrzeża, postanowił przeprowadzić rekonesans z powietrza. Pomocny stał się Morski Dywizjon Lotniczy w Pucku, który dysponował odpowiednim do tego zadania sprzętem. Dąbek mógł więc dokładnie przyjrzeć się obszarowi, na którym przyszło mu działać – wyjaśnia dyrektor. Jako oficer z krwi i kości o dużym stażu musiał przecież sprawdzić, czym dysponuje. – Zaczął w bardzo energiczny sposób zabiegać o poprawę stanu posiadania – przeorganizował siły, zaczął budować umocnienia, opracował strategię. Dzięki jego inicjatywie i zaangażowaniu powstał realny plan obrony, bo w jego w mniemaniu poddanie się nie wchodziło w grę – mówi Aleksander Gosk, zastępca dyrektora Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni. Dąbek uważał, że w czasie wojny walczy nie tylko wojsko, ale cały kraj. T. Miegoń podkreśla, że ówczesny pułkownik miał to szczęście, że w trakcie swojej służby w Gdyni trafił na obrońców i mieszkańców, których cechowało wysokie morale. – Choć Dąbek dysponował siłami, które były dobrze zorganizowane, ich liczebność i uzbrojenie były znacznie mniejsze niż niemieckie. Pułkownika to jednak nie zrażało i to, co wróg zdołał zdobyć w ciągu dnia, Polacy z sukcesem odzyskiwali w nocy – mówi dyrektor. Organizowano aktywne wypady zaczepne, tzw. wycieczki nocne, gdzie polscy obrońcy zakradali się pod niemieckie pozycje i atakowali z zaskoczenia. W pewnym momencie udało się nawet zdobyć część Wolnego Miasta Gdańsk. Obrońcy wykazywali się olbrzymią inwencją. – W związku z tym, że nie posiadano broni pancernej, przystąpiono do jej budowy. W Warsztatach Portowych MW powstał m.in. samochód pancerny na bazie ciężarówki, a także słynny „smok kaszubski”, czyli pociąg pancerny, który z powodzeniem wspierał oddziały walczące – podkreśla T. Miegoń. Kiedy sytuacja mocno się już zaogniła, pułkownik wydał rozkaz o opuszczeniu centrum Gdyni i przejściu na Kępę Oksywską. Uchroniło to miasto przed znacznymi zniszczeniami. – Niektórzy zarzucają Dąbkowi, że prowadził obronę na sposób tzw. japoński, który kosztował życie wielu żołnierzy, ale w moim odczuciu był jednym z najwybitniejszych dowódców września 1939 roku, a jego działania wynikały z tego, że starał się jak najlepiej wykonać powierzone mu zadanie – dodaje dyrektor. Płk Dąbek został ranny 19 września 1939 roku w czasie walk na Kępie Oksywskiej. – Wcześniej udało mu się jeszcze połączyć z dowodzącym na Helu adm. Józefem Unrugiem, by zameldować, że wyczerpał wszystkie możliwości obrony. Zaraz po rozmowie kabel idący po dnie morza został przecięty. Była to ostatnia rozmowa admirała i pułkownika. Nigdy nie skapitulował – zginął od samobójczego strzału – wyjaśnia T. Miegoń. Po ekshumacji z tymczasowego grobu, w którym został pochowany w 1939 roku, spoczął na cmentarzu Obrońców Wybrzeża w Gdyni-Redłowie.

O Niemcu, który zapomniał języka

Aleksander Gosk podkreśla, że myśląc o przedwojennej Gdyni, nie można pominąć adm. Józefa Unruga. Choć urodził się w spolonizowanej rodzinie niemieckich arystokratów, był bez wątpienia polskim patriotą. – Miał olbrzymi wpływ na tworzenie Marynarki Wojennej i etosu marynarza II RP, czyli człowieka o wysokim poczuciu honoru własnego, zdyscyplinowanego, o niezachwianych walorach moralnych, a jednocześnie takiego, który świetnie odnajdzie się w każdym towarzystwie, potrafiącego rozmawiać na najprzeróżniejsze tematy. Doprowadził do tego, że polscy marynarze byli bardzo cenieni, także poza granicami kraju – zaznacza. Unrug był równie wymagający w stosunku do innych, co do siebie. – Osobiście doglądał budowy Portu Wojennego na Oksywiu, gdzie następnie z Pucka przeniósł komendę – tłumaczy zastępca dyrektora. T. Miegoń dodaje, że zaangażowanie admirała w sprawy MW było bardzo duże. – Niemcy nie chcieli się pogodzić z utratą Wybrzeża. Na arenie międzynarodowej prowadzili szkodliwą propagandę. Przekonywali, że Polska może i zyskała dostęp do morza, ale nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa żeglugi, a także opracowywać i wytwarzać map. Nie można było tych spekulacji pozostawić bez konkretnych działań – tłumaczy. Zdecydowano o zakupie okrętu „Pomorzanin”. – Jego właścicielem był Niemiec, który nie zgodził się sprzedać jednostki bezpośrednio Rzeczypospolitej. Unrug wybrał się więc do Hamburga i zakupił go na swoje nazwisko – mówi dyrektor. Jednostka została wyremontowana i zaadaptowana na okręt hydrograficzny. – Admirał bez wątpienia przyczynił się do szybkiej rozbudowy polskiej marynarki – podkreśla T. Miegoń. Kiedy wybuchła wojna, dowodził flotą i obroną Wybrzeża. Stacjonował na Helu, gdzie bronił się do 2 października. W czasie niewoli wykazał się męstwem i honorem. Odmówił objęcia stanowiska w Krigsmarine, a z Niemcami rozmawiał przez tłumacza. – Miał wówczas stwierdzić, że języka niemieckiego zapomniał 1 września 1939 roku – mówi dyrektor. Po zakończeniu wojny nie zdecydował się na powrót do kraju – osiadł we Francji, gdzie zmarł w 1973 roku.

Pomnik, aby pamiętać

W czasie emigracji dochodziły do admirała wieści o nasilających się represjach. – Kiedy proponowano mu powrót, odpowiadał, że nastąpi to dopiero w momencie, kiedy Polska będzie naprawdę wolna, pokrzywdzeni oficerowie zostaną zrehabilitowani, groby pomordowanych odnalezione, a ich szczątki godnie pochowane – mówi zastępca dyrektora. W grudniu ubiegłego roku część jego woli została wypełniona, gdyż odbył się pogrzeb kadm. Stanisława Mieszkowskiego, kadm. Jerzego Staniewicza i kmdr. Zbigniewa Przybyszewskiego w 65. rocznicę wykonania na nich wyroku śmierci. Obecnie trwają przygotowania, aby sprowadzić prochy adm. Unruga do Polski, gdzie ma zostać pochowany w specjalnie zaprojektowanej Kwaterze Pamięci na Oksywiu obok jego podwładnych, m.in. zamordowanych komandorów. Pogrzeb miałby się odbyć jesienią tego roku. Ta wiadomość zmotywowała do działania Pawła Borkowskiego, który postanowił, że pośmiertnie mianowany na stopień generała brygady Dąbek oraz adm. Unrug zasługują na szczególne upamiętnienie i wyszedł z inicjatywą budowy pomnika. – Byli blisko związani z Gdynią, ale pamięć o nich zaciera się w świadomości mieszkańców. Pomnik byłby podziękowaniem za ich postawę i może skłoniłby do refleksji i poznania historii najbliższego otoczenia – mówi pomysłodawca. Pan Paweł zgłosił swój pomysł do budżetu obywatelskiego. Niestety, nie udało się uzyskać wystarczającej liczby głosów, ale to nie zniechęca młodego gdynianina. – Zgłaszają się osoby, które popierają inicjatywę i chcą się w nią włączyć, m.in. Stanisław Szwechowicz, znany trójmiejski rzeźbiarz, a także osoby indywidualne i organizacje – wyjaśnia. Pomnik, według wstępnych planów, miałby stanąć na Obłużu, na skwerze im. Ireny Kwiatkowskiej, który znajduje się w sąsiedztwie ul. płk. Stanisława Dąbka. Pomysłodawca chciałby, aby monument przypominał ten z gdańskiego Parku im. Ronalda Reagana. – Miałyby to być rzeźby w skali 1:1 przedstawiające admirała i generała, którzy pochylają się nad mapami Kępy Oksywskiej i planują kolejne ruchy wojsk obrony Wybrzeża – mówi pan Paweł. Inicjatywę śledzić można na facebookowym profilu: „Jestem z Gdyni”. •

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma