Nowy numer 25/2018 Archiwum

Wszyscy jesteśmy... Dziadami

Podczas przesłuchania esbek przyłożył pistolet do głowy 19-latka. „Jeśli w tej chwili nie powiesz, z kim współpracowaliście i kto wami dowodził, to pociągnę za spust!” – wrzeszczał.

Wbrew powszechnemu przekonaniu, Marzec ’68 to nie tylko Warszawa i nie tylko studenci. Najnowsze badania historyków wskazują, że antysystemowe protesty odbywały się również poza stolicą i brali w nich udział młodzi robotnicy oraz młodzież szkolna. – Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że to właśnie w Gdańsku odbyła się największa demonstracja w kraju, w której wzięło udział ok. 20 tys. osób. To właśnie tu skala represji była największa. I w końcu – to w mieście nad Motławą zapadł najwyższy wyrok za działalność antysystemową w okresie wydarzeń marcowych w Polsce – mówi dr Daniel Gucewicz, historyk z gdańskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej.

Pokryć go papą!

Na początku 1968 r. w Polsce Ludowej rozpoczęła się tzw. kampania antysyjonistyczna wymierzona w polskich Żydów. Napięcia antysemickie pokryły się z decyzją komunistycznych władz o zakazie wystawiania w Teatrze Narodowym „Dziadów” w reżyserii Kazimierza Dejmka. 30 stycznia odbyło się ostatnie przedstawienie. Po spektaklu liczący kilkaset osób pochód udał się pod pomnik Adama Mickiewicza, gdzie zostały złożone kwiaty. Miesiąc później Adam Michnik i Henryk Szlajfer, studenci Uniwersytetu Warszawskiego, zostali relegowani z uczelni, a następnie aresztowani. 8 marca na dziedzińcu przed gmachem biblioteki UW odbył się wiec w ich obronie. Fala strajków zalała cały kraj, w tym także Wybrzeże. Z ust do ust przekazywano sobie hasło: „Wszyscy jesteśmy Dziadami”. – Od dłuższego czasu docierały do nas niepokojące wieści ze stolicy. Z jednej strony z Radia Wolna Europa, a z drugiej – od koleżanek i kolegów, którzy mieszkali w Warszawie, ale studiowali w Gdańsku – wspomina Ryszard Mosakowski, wówczas student V roku na Politechnice Gdańskiej. – W pewnym momencie pojawiła się informacja, że podczas demonstracji w Warszawie zamordowani zostali student i studentka w ciąży. Ta – jak się później okazało – nieprawdziwa plotka zszokowała nas i oburzyła − dodaje. Na 12 marca w głównym budynku PG zaplanowano wiec. Do studentów przemówił Stanisław Kociołek, I sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR. − Tłok był straszny, 4–5 tys. osób. Staliśmy na klatkach schodowych w holu, a Kociołek przemawiał z antresoli – opowiada R. Mosakowski. – Był butny i arogancki. Powtarzał propagandę, którą karmiono wówczas ludzi w prasie. Nazywał studentów wichrzycielami. Może gdyby przemawiał do tzw. aktywu partyjnego, dostałby oklaski. Ale źle trafił. Każde zdanie kwitowaliśmy gwizdaniem i głośnym tupaniem – mówi. – Część osób zaczęła krzyczeć: „Kociołek matołek!” i „Pokryć go papą!”, co nawiązywało do łysiny I sekretarza – dodaje D. Gucewicz. W pewnym momencie Kociołek powiedział: „W tym miejscu miał być przecinek, ale będzie kropka”. Przerwał przemówienie, a wiec zamienił się w manifestację solidarności z Warszawą. Zaczęli przemawiać kolejni studenci. Demonstrujący żądali wolności słowa, wznowienia wystawiania „Dziadów”, ograniczenia cenzury. – Jeden ze studentów – Ryszard Konieczka – głośno wyraził nasze poparcie dla adiunkta PG Zbigniewa Wiśniewskiego pochodzenia żydowskiego, który został zwolniony w ramach antysemickiej kampanii – podkreśla R. Mosakowski.

Pałą w łeb

Studenci postanowili poszerzyć krąg protestujących. – Na 15 marca zaplanowali manifestację przed budynkiem PG. Wytypowano delegację, której zadaniem było nawiązanie kontaktów z robotnikami i zachęcenie ich do masowego udziału – mówi dr Gucewicz. − W akademikach pisaliśmy przez kalkę ulotki, które były noszone do zakładów, głównie do stoczni − wspomina R. Mosakowski. Do ofensywy przeszła komunistyczna władza. Dzień przed planowanym wiecem w Gdańsku odbyła się koncentracja sił MO i ORMO. – Do tego doszły naciski ze strony władz uczelni, które apelowały o zarzucenie pomysłu wiecu przed PG. Zrobiło się gorąco. Ostatecznie przywódcy studenccy ulegli presji i odwołali manifestację. Było już jednak za późno – opowiada historyk. Od godz. 15 tysiące ludzi zaczęły gromadzić się pod politechniką. Masowo przyszli młodzież szkolna i stoczniowcy. – Władza robiła wszystko, by przedstawiać robotnikom studentów jako tych złych. To się jednak nie udało. Przedstawiciele trójmiejskich przedsiębiorstw odpowiedzieli na apel studentów i pojawili się we Wrzeszczu − podkreśla D. Gucewicz. Na demonstrację, mimo zakazu opuszczania akademików, przyszli też studenci. Wśród nich był R. Mosakowski. – W pewnym momencie, stojąc przy alei Grunwaldzkiej, zobaczyłem kordon milicji i armatkę wodną. W naszą stronę poleciały petardy i świece dymne. Rzuciliśmy się do ucieczki – opowiada. Demonstrantów rozpędzało ok. 3,5 tys. funkcjonariuszy milicji i wojskowych w cywilu. – Uciekałem w kierunku akademików. Nagle, tuż za moimi plecami, pojawił się autobus. W pewnym momencie drzwi się otworzyły i wyskoczyło z niego 5–6 funkcjonariuszy, którzy z miejsca zaczęli okładać mnie pałkami. Zasłoniłem głowę rękami. Dostałem dwie serie i już ich nie było – mówi. – W obawie przed ich powrotem wróciłem do ul. Pileckiego. Spotkałem kolegę z roku z dziewczyną wracających do akademika. Opowiadałem im, co mnie spotkało. W pewnym momencie zauważyliśmy milicyjną sukę jadącą w naszą stronę. „Wejdźmy do sklepu, bo jeszcze nas spałują”. Milicjanci jednak nie odpuścili. Weszli do środka i wywlekli nas na zewnątrz. Dziewczynę zostawili. W samochodzie zaczęli nas bić. Szczególnie oberwał Bogu ducha winny kolega. Funkcjonariusz okładał go pięściami. Krew ciekła mu po twarzy. „Dostajecie od państwa darmowe studia, a wam się protestować zachciało!” – wrzeszczał milicjant. Ryszard Mosakowski trafił do Pruszcza Gdańskiego. Po dwóch dobach opuścił areszt. – Odetchnąłem z ulgą: „Wracam do domu”. Jednak kiedy wyszliśmy na zewnątrz, przed budynkiem ustawił się oddział milicjantów z wymierzonymi w nas karabinami Kałasznikowa. Oficer dowodzący ostrzegł nas: w razie próby ucieczki zostanie użyta broń. Myślę, że nie rzucali słów na wiatr – wspomina.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma