Nowy numer 25/2018 Archiwum

Lekko nie miały

Jak wyglądało życie XVII-wiecznej gdańszczanki? Jakie były jej troski i radości? Czy miała szansę na karierę naukową lub zawodowy sukces?

Daj dziecko i wytęż wszystkie siły, a jeśli umrzesz z tego powodu, to żegnaj, idź do nieba, gdyż umarłaś, czyniąc dzieło, szlachetna i posłuszna Bogu − pisał Marcin Luter o kobiecie. I choć żyjący w nowożytnym Gdańsku mężczyźni najpewniej podzielali jego punkt widzenia, to rola i pozycja pań była bardziej złożona, niż może to wynikać z lakonicznej wypowiedzi inicjatora reformacji. Powinności XVII- i XVIII-wiecznych gdańszczanek były odgórnie określone i wynikały z protestanckiej wykładni. – Jej zasady można streścić w jednym zdaniu: kobieta w stosunku do mężczyzny jest bytem niedoskonałym, ułomnym, niższym. Takie myślenie przekładało się, oczywiście, na codzienność. Młode dziewczyny, zanim wyszły za mąż, nie miały żadnego statusu społecznego i traktowane były jako… część żywego inwentarza– opowiada Justyna Kieczmer z Działu Edukacji Muzeum Gdańska. Gdańszczanki nie miały prawa decydować o swoim losie. Ten leżał w rękach ich ojców lub braci. − Gdy majętna panna miała wyjść za mąż, zbierała się męska część rodziny i decydowała, czy kandydat jest odpowiedni. Zdarzało się, że kobieta przed ślubem ani razu nie widziała przyszłego męża − mówi Krzysztof Kucharski z DEMG. Status kobiety zmieniał się wraz z zamążpójściem.

Kolejnym krokiem były narodziny męskiego potomka. – Przejście tych dwóch etapów umacniało pozycję każdej gdańszczanki – podkreśla J. Kieczmer. Najwyżej w hierarchii społecznej stały... wdowy. – Umiały prowadzić dom, najczęściej dysponowały majątkiem po mężu i miały bogate doświadczenie erotyczne. A to ostatnie było bardzo ważne. W wyższych sferach wręcz pożądane było, by młodzieniec związał się na jakiś czas ze starszą kobietą, od której nabywał umiejętności w alkowie – opowiada J. Kieczmer. Głównym zajęciem patrycjuszek było prowadzenie domu, doglądanie służby, pilnowanie stanu zapasów w spiżarni. Niżej urodzone kobiety pracowały jako służące, a także jako pomoc w kramach, warsztatach. Za swoją pracę otrzymywały dużo mniejsze wynagrodzenie niż mężczyźni. Tylko niektórym udawało się wyłamać z obowiązujących schematów. Nieprzeciętną osobowością i utalentowanym naukowcem była Elżbieta Koopman-Heweliusz. W 1663 r., mając 16 lat, wyszła za mąż za starszego o 36 lat słynnego astronoma. − Wspólnie z mężem prowadziła obserwacje i badania astronomiczne. Prawdopodobnie była współautorką kilku prac podpisanych przez Heweliusza − mówi K. Kucharski. Relacja Elżbiety i Jana była raczej ewenementem niż regułą. Panowie zazwyczaj nie wtajemniczali żon w szczegóły swojej pracy. Prawdziwa miłość zdarzała się rzadko. W takich okolicznościach zdrady nie należały do rzadkości. Jednak i w tym wypadku panie stały na zdecydowanie gorszej pozycji. Kobieta przyłapana in flagranti natychmiast obwoływana była ladacznicą. Za zdradę groziła nawet kara śmierci. Kobiety zdecydowanie częściej posądzane były także o uprawianie czarów i kontakty z diabłem. – W Gdańsku wykonano siedem wyroków na rzekomych „czarownicach”. Oczywiście te panie nic z magią wspólnego nie miały. Były oskarżane z powodu zawiści, plotek, niechęci sąsiadów − zaznacza K. Kucharski. 8 marca w Domu Uphagena odbyło się spotkanie „Kobiety w dawnym Gdańsku”.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma