Nowy numer 42/2019 Archiwum

Szubrawcy w togach

Stalinowscy prokuratorzy i sędziowie wysłali na śmierć tysiące polskich patriotów. Przez lata pobierali wysokie emerytury. Żaden nie został pociągnięty do odpowiedzialności.

W dniu śmierci miała na sobie letnią sukienkę, w której przyjechała do Gdańska. Do jej 18. urodzin brakowało 6 dni. Została rozstrzelana 28 sierpnia 1946 roku. Dziś jest symbolem niezłomności i patriotyzmu. Gdy myślimy o Danucie Siedzikównie „Ince”, przed oczami staje nam pluton egzekucyjny i obraz sanitariuszki krzyczącej tuż przed śmiercią: „Niech żyje wolna Polska!”. Często zapominamy, że tragiczny finał tej historii nie wydarzyłby się bez udziału prokuratora i sędziego. Bez ich podpisów pod aktem oskarżenia i protokołami rozprawy oraz wyroku los „Inki” mógł wyglądać zupełnie inaczej.

− Po II wojnie światowej na ziemiach polskich doszło do zmiany systemu totalitarnego − z niemieckiego nazizmu na sowiecki komunizm. Polska nazywana „ludową” była w rzeczywistości sowiecką kolonią w Europie Środkowo-Wschodniej. Niestety, w komunistycznej rzeczywistości prokuratorzy i sędziowie nierzadko stawali się funkcjonariuszami zbrodniczego systemu, który skazywał polskich bohaterów na śmierć − podkreśla dr Karol Nawrocki, historyk. – W okresie stalinowskim działalność wymiaru sprawiedliwości pozostawała w cieniu aktywności funkcjonariuszy UB, stosujących brutalne metody przesłuchań. Nie można jednak zapominać, że w latach 1944–1956 sądy w Polsce były przede wszystkim narzędziem terroru – dodaje dr Daniel Czerwiński, historyk z gdańskiego IPN. Dzięki najnowszym ustaleniom badaczy poznajemy sylwetki prawników z Pomorza pozostających w służbie komunistycznego systemu.

Sędzia uśmiechnął się ironicznie

Aby skutecznie wprowadzać i utrwalać nowy porządek, władze komunistyczne potrzebowały nie tylko stosującej masowe represje bezpieki. Równie ważne były nowe przepisy, kodeksy, posłuszne sądy i prokuratury, które w „majestacie prawa” miały zastraszyć społeczeństwo i pozbyć się jednostek niepokornych, przede wszystkim członków podziemia niepodległościowego. Najważniejszą cechą sędziów i prokuratorów była lojalność wobec systemu, na dalszy plan schodziły wykształcenie i staż pracy. Nowe kadry dostarczały tworzone przez Ministerstwo Sprawiedliwości „szkoły prawnicze”, do których przyjmowano kandydatów skierowanych m.in. przez partię. Wystarczyło jedynie ukończyć 24 lata. Większość wyroków wydawano na podstawie sfingowanych dowodów i zeznań wymuszonych przez ubeków za pomocą tortur. Z tymi ostatnimi ściśle współpracowali prokuratorzy.

– Zgodnie z procedurą, prokurator musiał zaakceptować wniosek o tymczasowe aresztowanie, potem brać udział w śledztwie, a na koniec przygotować akt oskarżenia. W rzeczywistości decydującą rolę w większości przypadków odgrywali śledczy UB. To oni decydowali o treści zarzutów, a prokurator miał jedynie dostarczyć odpowiedniej wykładni prawnej. W 1946 roku wprowadzono zapis, dzięki któremu zeznanie złożone w obecności prokuratora miało moc wiążącą i nie było od niego odwołania. Często bowiem zdarzało się, że dopiero w sądzie oskarżony odwoływał wymuszone biciem zeznania, co komplikowało przygotowany wcześniej scenariusz rozprawy – wyjaśnia dr Czerwiński.

Komuniści chętnie sięgali po rozprawy o charakterze pokazowym, stosując je jako środek do zastraszania społeczeństwa. W takich sytuacjach wysokość wyroków ustalano jeszcze przed rozprawą. Nie uwzględniano okoliczności łagodzących, a oskarżonym nie przysługiwało nawet prawo do obrońcy. Rola sędziego sprowadzała się do wydania wyroku zgodnie z wytycznymi partii. To, co działo się na sali rozpraw, przypominało farsę. „Na skargę, że śledztwo zostało wymuszone, sędzia uśmiechnął się ironicznie i zapytał tylko, czy mnie bito. Nie mogłem tego potwierdzić, gdyż byłoby to kłamstwem, ale powiedziałem, że nie tylko biciem można zmusić człowieka do przyznania się do win niepopełnionych. Przerwano mi wówczas i nie pozwolono się wypowiedzieć, oświadczając, iż sąd wie o wszystkim” – wspominał jeden z oskarżonych przed Sądem Marynarki Wojennej w Gdyni.

Śmierć za upolowanie sarny

Jednym z pomorskich prawników działających w służbie „czerwonej Temidy” był Wiesław Kownacki, prokurator, pułkownik Ludowego Wojska Polskiego. W 1946 roku, jako oskarżyciel posiłkowy, uczestniczył w pokazowym procesie „Inki”. W. Kownacki zarzucił 17-latce udział w „bandzie Łupaszki”, nielegalne posiadanie broni i wydanie rozkazu zastrzelenia dwóch wziętych do niewoli funkcjonariuszy UB. Tego ostatniego czynu nie udowodnił jej nawet podległy bezpiece sąd i nie potwierdziło dwóch z pięciu zeznających „dobrowolnie” milicjantów, którym żołnierze niezłomni darowali życie. Jeden z funkcjonariuszy MO przyznał wręcz, że „Inka” opatrzyła go, gdy został ranny w walce z V Wileńską Brygadą AK. Mimo to prokurator zażądał dla niepełnoletniej sanitariuszki i łączniczki kary śmierci.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama