Nowy numer 42/2019 Archiwum

Źródło trzeba kochać

O tym, że część tworzy szczęście, angażu w wieku 10 lat i Chopinie na jazzowo mówi muzyk Leszek Możdżer.

Ks. Rafał Starkowicz: Otrzymał Pan w swoim życiu wiele ważnych nagród i wyróżnień. Czym jest dla Pana Wielka Pomorska Nagroda Artystyczna?

Leszek Możdżer: Jest dla mnie szczególnie ważna, właściwie uważam ją za najważniejszą w moim życiu. Ostatnio tu, na Wybrzeżu, nie udało mi się zorganizować pewnego przedsięwzięcia. Dlatego ta nagroda przyszła zupełnie nieoczekiwanie. Po dłuższym czasie poczułem, że jestem częścią trójmiejskiego środowiska artystycznego, z którego wyszedłem. Szczerze powiem, że nawet nie myślałem, ile emocji wzbudzi we mnie przyjęcie tej nagrody. Jestem za nią bardzo wdzięczny.

Skąd wzięło się Pana zamiłowanie do muzyki?

Wydaje mi się, że to muzyka wybiera człowieka, a nie człowiek wybiera muzykę. Urodziłem się w rodzinie otwartej na sprawy artystyczne. Moja siostra ma także zacięcie artystyczne i jest bardzo twórczą osobą, chociaż pracuje z dziećmi i realizuje się nie na wielkiej scenie, tylko w przestrzeni rzeczywistej, codziennej. Czasem myślę, że to praca ważniejsza od tego, co ja robię... Poza tym zapewne twórczość jest dla każdego artysty drogą do szczęścia. Warto zauważyć że słowo „szczęście” w języku polskim zawiera w sobie rdzeń „część”.

W moim rozumieniu każdy jest częścią większej całości. A szczęście to znalezienie miejsca, które jest człowiekowi właściwe i przypisane.

Jak zatem zaczęło się to szukanie swojego miejsca? Gdańszczanie wspominają młodego chłopca, który był organistą w kościele na Żabiance...

Przypuszczam, że może chodzić o moją wczesną działalność muzyczną, kiedy, będąc dzieckiem, pracowałem w tamtym kościele. Miałem około 10 lat, kiedy dostałem swój pierwszy angaż. Nie dostawałem za to pieniędzy, ale była to moja pierwsza odpowiedzialna praca...

Odpowiedzialna i trudna zarazem. Proboszcz musiał mieć do Pana niezwykłe zaufanie.

Myślę, że proboszcz – powszechnie zwany Kargulem – był trochę pod ścianą, bo w tym momencie nie miał organisty. A ja, podejmując tę pracę, nie wiedziałem, że to jest trudne. To właśnie jest piękne w pracy z młodymi ludźmi, że kiedy zleca się im jakieś zadania, oni na ogół nie wiedzą, jak są trudne, i po prostu to robią. Tak właśnie było ze mną. Było coś do zrobienia, a ja chciałem zrobić to najlepiej, jak potrafiłem.

Wśród stworzonych przez Pana utworów jest „Msza jazzowa”. To jakieś echo tamtego czasu?

Zawsze poszukiwałem Pana Boga i duchowości. Kiedy zaczynałem, szukałem inspiracji w tekstach biblijnych. Ponieważ jednak kultura i sztuka to generalnie jest sztafeta, chciałem dowiedzieć się, jak to rozwijało się w ciągu wieków. Starałem się napisać to w taki sposób, by było przekonujące dla chóru, ale jednocześnie by była to moja modlitwa. Postanowiłem napisać coś od siebie.

Czy wiara jest czymś ważnym w twórczości artystycznej?

Życie na ziemi jest salą treningową dla duszy. Dusza musi się rozwijać. A Bóg się pokazuje tylko tym, którzy naprawdę chcą Go odnaleźć. Ten trening to także ogromna praca z własnym ego, bo człowiek ma tendencje, by wszystkie osiągnięcia przypisywać wyłącznie sobie. Paradoksalnie choroby fizyczne są tutaj dla nas dobrym zabezpieczeniem. Kiedy się pojawiają, natychmiast korygują nasze postawy wewnętrzne.

W Pana twórczości powraca nieustannie wątek Chopina...

Początek tej przygody może wydawać się prozaiczny. Wziąłem się za Chopina, ponieważ, będąc młodym muzykiem, dostałem takie zamówienie. Odebrałem telefon od producenta, który chciał mieć płytę z Chopinem opracowanym na jazzowo. W pierwszym momencie się przestraszyłem. Ale wziąłem się do pracy, ponieważ była to dla mnie możliwość, by nagrać pierwszą w życiu solową płytę. Podjąłem się tego, choć uważam, że Chopina nie powinno się za bardzo ruszać. On bardzo precyzyjnie konstruował swoje dzieła. Są doskonale zbudowane pod każdym względem – zarówno melodii, harmonii, jak i formy. Robienie z tego muzyki jazzowej może wydawać się swego rodzaju świętokradztwem. Ale taka płyta jest szansą, że później ludzie sięgną po muzykę Chopina w oryginale. Czasem tak jest, że wysłuchawszy jazzowych interpretacji muzyki poważnej, ludzie potrafią zafascynować się oryginałem.

W jego muzyce pobrzmiewają nuty patriotyczne...

Chopin wychowywał się na wsi polskiej i był zafascynowany muzyką ludową. Kiedy się jej słucha, początkowo sprawia wrażenie prostej. Ale to tylko pierwsze wrażenie. A co do patriotyzmu, to chyba naturalne, że miłość do własnego narodu wpisana jest w ludzką osobowość. To naturalny objaw podłączenia do źródła. Dobrze jest to źródło po prostu kochać.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama