GN 42/2019 Archiwum

Uderzyli w podstawy systemu

Inwigilowani, represjonowani, łamani psychicznie i fizycznie. Nie dali się zastraszyć. Im zawdzięczamy Solidarność i wolną Polskę.

Bogdan Borusewicz, Krzysztof Wyszkowski, Lech Wałęsa, Andrzej Gwiazda. Dziś stoją po różnych stronach ideowej barykady, jednak w 1978 r., kiedy zakładali Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża, różnice światopoglądowe schodziły na dalszy plan. Łączyła ich niechęć do komunizmu i niezgoda na powszechną niesprawiedliwość społeczną. Za swoją postawę byli represjonowani przez bezpiekę − wyrzucano ich z pracy, zastraszano, aresztowano. Do dziś niewyjaśnione pozostają okoliczności śmierci członka WZZ − 19-letniego Tadeusza Szczepańskiego.

Do robotników

W deklaracji założycielskiej WZZ Wybrzeża z 29 kwietnia 1978 r. opozycjoniści tłumaczyli zadania i cele niezależnej organizacji: „Społeczeństwo musi wywalczyć sobie prawo do demokratycznego kierowania swoim państwem (...). Pamiętając tragiczne doświadczenia grudnia 1970, opierając się na oczekiwaniach licznych grup i środowisk społeczeństwa Wybrzeża, podejmujemy śląską inicjatywę tworzenia wolnych związków zawodowych (...). Celem WZZ jest organizacja obrony interesów ekonomicznych, prawnych i humanitarnych pracowników”. − Program WZZ skierowany był do robotników, co stanowiło istotę i wyróżnik tej niezależnej organizacji. Ideologia komunistyczna mówiła o budowie raju na ziemi dla tej warstwy społecznej. W rzeczywistości była ona najbardziej upokarzana, wyzyskiwana i eksploatowana. Pomysł, by zorganizować środowisko robotnicze i przeciwstawić się temu wyzyskowi, uderzał w podstawy totalitarnego systemu − podkreśla dr Jarosław Szarek, prezes IPN.

W skład WZZ weszli ludzie, którzy po 1989 r. bardzo często stawali po przeciwległych stronach ideowego i politycznego sporu. Oprócz A. Gwiazdy, K. Wyszkowskiego, B. Borusewicza i L. Wałęsy aktywnymi działaczami lub współpracownikami WZZ Wybrzeża byli m.in.: Lech Kaczyński, Joanna Duda-Gwiazda, Andrzej Kołodziej, Maryla Płońska, Alina Pienkowska, Anna Walentynowicz, Andrzej Bulc, Andrzej Butkiewicz, Jan Karandziej, Antoni Mężydło, Mariusz Muskat, Kazimierz Szołoch, Błażej Wyszkowski, Leszek Zborowski, Kazimierz Żabczyński, Bogdan Lis i wielu innych. − Specyfika Gdańska polegała na tym, że różne odłamy opozycji współdziałały ze sobą. Były różnice poglądów, ale nie dochodziło do konfliktów. Nie było wrogości, a jedynie poczucie odmienności − mówi po latach B. Borusewicz. Z opinią tą zgadza się A. Kołodziej. − WZZ nie miały jednolitej ideologii. Naszą siłą było dobrowolne współdziałanie ludzi z różnych środowisk, wrażliwych na krzywdę i zło wyrządzane innym − przyznaje. − Środowisko WZZ tworzyli ludzie w dużej mierze wywodzący się z rodzin kresowych, gdzie tradycje niepodległościowe były silnie zakorzenione. Stąd naturalne w nas było dążenie do wolnej Polski, jaką znaliśmy z opowieści naszych rodziców czy dziadków – dodaje. Aktywność organizacji koncentrowała się wokół obrony podstawowych praw pracowniczych i związkowych, organizacji obchodów rocznicowych Grudnia ’70, udziale w demonstracjach niepodległościowych 11 Listopada i wydawania niezależnej prasy. − Opozycjoniści spotykali się w małych grupach, ciągle zmieniając mieszkania. Organizowali dyskusje i spotkania samokształceniowe. L. Kaczyński mówił m.in. o gospodarce i prawie pracy, a B. Borusewicz o historii. Prowadzili także akcje ulotkowe i wydawali podziemny biuletyn „Robotnik Wybrzeża” − wylicza Arkadiusz Kazański, historyk z gdańskiego IPN.

Inwigilacja i represje

Ze względu na swoją niezależną działalność członkowie WZZ byli inwigilowani i represjonowani przez Służbę Bezpieczeństwa. − Sam byłem systematycznie zatrzymywany na 48 godzin, zostałem wyrzucony ze szkoły, a potem z pracy. Wszystkie firmy państwowe otrzymały odgórny zakaz zatrudnienia mnie. Podobnych, a nawet większych szykan doświadczyli wszyscy członkowie organizacji − opowiada A. Kołodziej. Szczególnemu naciskowi ze strony bezpieki poddany został Antoni Sokołowski, jeden z trzech sygnatariuszy deklaracji założycielskiej WZZ. Był robotnikiem, spawaczem, który – z powodu trudnej sytuacji rodzinnej, a przede wszystkim pod wpływem szantażu i gróźb ze strony SB – wycofał się z działalności opozycyjnej. Podejmując tę decyzję, napisał dramatyczny list do B. Borusewicza i K. Wyszkowskiego: „Przykro mi bardzo, żadnego wyjścia nie miałem, ja już byłem sprzedany przez jednego waszego zdrajcę (...). Jest jedna osoba, która sypie was i mnie wsypała”. Zmarł kilkanaście miesięcy później. − Komuniści zamordowali psychicznie Antoniego. Został wyrzucony z pracy, podobnie jak jego żona. Syn był aresztowany pod fikcyjnym zarzutem. Bezpieka straszyła, że jego 16-letnia córka zostanie zgwałcona − mówi K. Wyszkowski. − Antka zabiła komuna. Nie fizycznie, ale psychicznie. Umarł, czując się odrzucony, chociaż nigdy nie zdradził ideałów, o które walczył, zakładając WZZ − dodaje A. Gwiazda. Kluczową rolę w sprawie A. Sokołowskiego odegrał tajny współpracownik SB Edwin Myszk (TW „Leszek”), który zastąpił opozycjonistę w Komitecie Założycielskim WZZ. – Myszk wydał jeden fałszywy numer „Robotnika Wybrzeża”, miał wpływ na zniknięcie maszyny drukarskiej, informował bezpiekę o akcjach ulotkowych, prowokował innych działaczy WZZ do agresywnych zachowań wobec funkcjonariuszy SB – mówi A. Kazański. Jednak działania tkwiącego w centrum organizacji TW nie były wyjątkowo szkodliwe. – Myszkowi nie udało się dokonać rozłamu w gdańskim WZZ ani też podważyć wiarygodności jego działaczy – twierdzi historyk. Myszk został w spektakularny sposób zdemaskowany. Dzięki informacjom funkcjonariusza SB Adama Hodysza, który współpracował z opozycjonistami, tajnego współpracownika usunięto z szeregów WZZ już w 1979 roku.

Zagadkowa śmierć

Jedną z najbardziej bolesnych kart w dziejach WZZ była niewyjaśniona do dziś śmierć członka organizacji − Tadeusza Szczepańskiego. 19-latek w ramach WZZ należał do tzw. grupy Wałęsy, która kolportowała niezależną prasę i ulotki, brał też udział w akcjach niszczenia propagandowych tablic i plakatów. − Odegrał bardzo ważną rolę w przygotowaniach do obchodów wydarzeń grudniowych w 1979 r. – dostarczył sprzęt nagłaśniający oraz złożył wieniec w imieniu WZZ – wyjaśnia A. Kazański. Szybko znalazł się na celowniku bezpieki. Funkcjonariusze wtargnęli do jego mieszkania, grozili mu śmiercią, topili go w wannie i bili mokrymi ręcznikami. 16 stycznia 1980 r. Tadeusz zdał egzamin na prawo jazdy. Razem z przyjaciółmi postanowił uczcić swój sukces. Jako jedyny z grupy nie powrócił wieczorem do domu. Rodzice zgłosili jego zaginięcie, ale poszukiwania nie dały rezultatu. Dwa miesiące później z kanału Na Stępce wyłowiono nagie zwłoki z okaleczoną głową i odciętymi nogami poniżej kolan. To był Tadzik. Prokuratura uznała sprawę za wypadek spowodowany alkoholem, przyjmując, że rany powstały już po śmierci i spowodowały je śruby pływających po rzece statków. Innego zdania byli opozycjoniści współpracujący z T. Szczepańskim. Przypadkowe utonięcie uznawano za nieprawdopodobne, gdyż panował wtedy silny mróz, rzeka była pokryta grubym lodem, a statki nie kursowały. – Tadeusz był moim bliskim sąsiadem. Mieszkaliśmy okno w okno. W moim przekonaniu został ofiarą mordu politycznego – mówi Anna Kołakowska, opozycjonistka z czasów PRL. Pogrzeb odbył się 25 marca na gdańskim cmentarzu Łostowickim. Mimo dużej aktywności SB i milicji wzięło w nim udział kilka tysięcy osób. Tego dnia SB zatrzymała na 48 godzin udających się z wieńcem Lecha Wałęsę i Marylę Płońską. Rodzicom T. Szczepańskiego zabroniono umieszczenia na nagrobku informacji o tragicznej śmierci syna. – Miałam wtedy 15 lat, ale doskonale pamiętam, że w czasie pogrzebu mama Tadeusza otworzyła trumnę, podniosła głowę syna i pokazała wszystkim zebranym, że tak nie może wyglądać ciało człowieka, który miał leżeć przez dwa miesiące na dnie Motławy – wspomina A. Kołakowska. Ostatecznie śledztwo badające przyczyny śmierci działacza WZZ zakończono. Znalezione już w wolnej Polsce dokumenty wskazują, że było ono praktycznie kierowane przez funkcjonariuszy bezpieki. Milicja i prokuratura miały kolejno realizować wytyczne, udowadniając jako jedyną możliwość wypadek spowodowany nadużyciem alkoholu. Sprawy sądowe, które miały ustalić związek SB ze śmiercią młodego opozycjonisty, zostały dwukrotnie umorzone – w 2007 i 2010 roku.

Osiągnęliśmy cel

W lipcu 1980 r. władze PRL ogłosiły podwyżkę cen żywności. Decyzja ta wywołała falę społecznego oburzenia. Dyrekcje zakładów rozpoczęły zwalnianie „niepokornych”. Z pracy w Stoczni Gdańskiej usunięto A. Walentynowicz, działaczkę WZZ. Kilka dni później B. Borusewicz zaproponował wywołanie strajku. Jego rozpoczęcia podjęli się członkowie organizacji – Jerzy Borowczak, Bogdan Felski i Ludwik Prądzyński. Inny członek Wolnych Związków Zawodowych – Lech Wałęsa – został obwołany liderem Komitetu Strajkowego. − Od miesięcy przygotowywaliśmy się na ewentualność wybuchu strajku. Kiedy to stało się faktem, dokładnie wiedzieliśmy, co robić, w jaki sposób działać – podkreśla A. Kołodziej. Jak dodaje opozycjonista, WZZ były jedyną organizacją antykomunistyczną, która osiągnęła swój cel. − Od początku dążyliśmy do utworzenia niezależnych od PZPR związków zawodowych. Jako współtwórcy strajku z 1980 r. zrealizowaliśmy ten postulat, podpisując zwycięskie Porozumienia Sierpniowe – ocenia. – WZZ Wybrzeża zawdzięczamy Solidarność i wolną Polskę – podsumowuje J. Szarek.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama