Nowy numer 42/2019 Archiwum

Król, który był słupem?

Czy rzeczywiście „trójmiejski ojciec chrzestny” jako jedyny w PRL prowadził gangsterską działalność na tak dużą skalę? Czy trzymał w kieszeni ważnych esbeków i milicjantów? A może oni szachowali jego?

Był egocentrykiem i megalomanem. Doskonale czuł się w świetle kamer, otaczał znanymi aktorami, lubił pozować do zdjęć, niczym dzisiejsi celebryci. Hazard, używki, szybkie samochody, piękne kobiety. Lubił takie życie. Tamtego słonecznego popołudnia nie spodziewał się, że nadchodzi jego kres. Był rok 1998, 24 kwietnia. W gdyńskim klubie „Las Vegas” „król Wybrzeża” świętował imieniny swojego przyjaciela. Kiedy panowie oczekiwali na wiedeńskie śniadanie, racząc się lekkimi koktajlami, do ich stolika podeszło dwóch zamaskowanych mężczyzn. Padły strzały. Trójmiejski „ojciec chrzestny” zginął na miejscu. To najbardziej rozpowszechniona wersja śmierci Nikodema Skotarczaka.

Popularny „Nikoś”, który swoją przestępczą karierę rozpoczął już w latach 70., zapisał się w świadomości społecznej jako pierwszy polski mafioso i niekwestionowany boss podziemia. Fakty, ale zdecydowanie częściej mity i legendy związane z nim powtarzane są w kolejnych publikacjach. Bo mimo „sławy”, jaką zdobył, zjawisko „polskiej gangsterki” ostatnich dwóch dekad PRL – zarówno na Pomorzu, jak i w skali całego kraju – jest tematem w niewielkim stopniu rozpoznanym przez historyków. Białe plamy wypełniają niedawno opublikowane książki − pierwsza biografia Nikodema Skotarczaka „Spowiedź Nikosia zza grobu” Tadeusza Batyra oraz wydana przez gdański IPN „Brudne wspólnoty. Przestępczość zorganizowana w PRL w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku” pod redakcją Karola Nawrockiego i Daniela Wicentego.

Wy się uczcie, ja będę zarabiał

Skotarczak wychowywał się w gdańskim Wrzeszczu. Uczniem był raczej słabym. Już jako nastolatek powtarzał starszej siostrze i młodszemu bratu: „Wy się uczcie, ja będę zarabiał pieniądze”. Pewnie dlatego zawodówki ogrodniczej nie udało mu się skończyć. Przestępczą karierę zaczynał jako bramkarz w trójmiejskim nocnym klubie „Lucynka”. Szybko awansował do kultowego „Maxima”, o którym zespół Lady Pank śpiewał: „U Maxima w Gdyni znów cię widział ktoś, sypał zielonymi mahoniowy gość”. Właścicielem lokalu był wówczas „Mecenas” – wykładowca, doktor nauk humanistycznych, uchodzący za jednego z... największych trójmiejskich paserów. To najprawdopodobniej pod jego skrzydłami uczył się „Nikoś” swojego przyszłego fachu, a następnie przez kontakty „Mecenasa” związał ze środowiskiem cinkciarzy. – Nie mówimy wówczas jeszcze o zorganizowanych grupach przestępczych, ale raczej małych szajkach okradających turystów i handlujących nielegalnie obcą walutą. „Waluciarzy”, jak ich wówczas nazywano, było – według raportów milicyjnych – ok. 700 w skali Trójmiasta. W licznych artykułach „Nikoś” określany był szefem gdańskiej grupy. To nieprawda. Skotarczak pozostawał po prostu jednym z wielu – mówi dr Nawrocki. Momentem przełomowym w przestępczej karierze „Nikosia” było małżeństwo z Haliną Ostrowską, siostrą „Pięknego Ricarda”, przestępcy, który w grudniu 1970 r. wypłynął do Szwecji i tam założył polsko-jugosłowiański gang. Dzięki tym kontaktom Skotarczak założył własną grupę i zaczął przemycać na skalę przemysłową samochody z Niemiec i Austrii do Polski.

Nie był „capo di tutti capi”

Gang „Nikosia” w ciągu 6 miesięcy był w stanie sprowadzić do Polski średnio 80 zagranicznych aut wartych 200 mln zł. Taka kwota równała się rocznej pracy tysiąca Polaków. Czy to możliwe, by interes na tak szeroką skalę mógł być prowadzony w PRL niezależnie od wszechwiedzącej bezpieki? − Skotarczak z pewnością nie był capo di tutti capi. Działalność jego grupy przestępczej opierała się na znajomościach z ludźmi służb – multiagentem SB Edwinem Myszkiem, byłym funkcjonariuszem Milicji Obywatelskiej Tadeuszem Jędrzejczakiem oraz majorem SB Waldemarem Gruszczyńskim. Sam „Nikoś” pełnił w tej układance rolę wygodnego narzędzia, a nie rozgrywającego − twierdzi T. Batyr. Dwaj ostatni zapewniali Skotarczakowi parasol ochronny, który pozwalał legalizować w Gdańsku kradzione na Zachodzie auta. W jaki sposób odbywał się ten proces?

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama