Nowy numer 42/2019 Archiwum

Lewy prosty za kromkę chleba

Szczupły i drobny, ale o świetnej technice i fenomenalnej szybkości. Przed wojną nazywany „żelazną pięścią”, w Auschwitz – „białą mgłą”. Wielokrotnie nokautował dużo większych rywali. Przyjaźnił się z o. Maksymilianem Kolbem i rotmistrzem Witoldem Pileckim.

Po jednej stronie niemiecki kryminalista, kapo obozu w Auschwitz − Walter Dünning. Przedwojenny mistrz Niemiec w wadze średniej. Waga: 70 kg – imponujące masa mięśniowa i potężne bicepsy. Po drugiej polski więzień – Tadeusz Pietrzykowski, pseudonim Teddy. Przedwojenny wicemistrz Polski i mistrz Warszawy w wadze koguciej. Waga: 40 kg − właściwie sama skóra i kości. Stawka: pół bochenka chleba i kostka margaryny. Ese- smani robią zakłady. Odpalają cygara. Wyśmiewają polskie „chucherko” skazane na porażkę. Czas zacząć widowisko...

Dam sobie i w piekle radę

Teddy podszedł do obozowego kapo i w geście powitania podał mu rękę. Dünning wyciągnął swoją. Obaj przyjęli postawę bokserską. Zaczęło się. „Uderzyłem go lewym prostym. Zdublowałem cios jeszcze raz i jeszcze raz. Dünning oganiał się ode mnie jak od muchy. Później skontrowałem go prawą ręką na szczękę. Cios doszedł celu, aż Walterowi odskoczyła głowa” – wspominał po latach T. Pietrzykowski. Po pierwszej rundzie dotychczas pewni siebie esesmani stracili animusz, obserwując doskonałą technikę Polaka. „W czasie przerwy zauważyłem zdziwienie panujące wśród Niemców, którzy jakby »cieplej« zaczęli na mnie spoglądać. Natomiast koledzy Polacy zaczęli mnie zagrzewać do walki, wołając: »Bij Niemca!«”. W drugiej rundzie Teddy zaatakował skutecznie lewym sierpowym. Pod nosem kapo pojawiła się krew. W tym momencie Niemiec przerwał walkę. Podszedł do wychudzonego więźnia i uśmiechnął się. Powiedział, że spotkał godnego przeciwnika. – Po tych słowach wręczył tacie cały bochenek chleba. Tata mógł także w nagrodę wybrać sobie przydział do pracy w obozie – opowiada Eleonora Szafran, córka Teddy’ego. Walka z Dünningiem była pierwszym w historii obozu pojedynkiem bokserskim z udziałem więźniów. „Pamiętasz, co Ci wszyscy mówili, Sylwina: »Co będzie z niego? On sobie w życiu rady nie da, boks to chamstwo«. No widzisz, mieli rację, co? Dam sobie i w piekle radę przy Bozi pomocy” – pisał T. Pietrzykowski w jednym z grypsów z Auschwitz do swojej matki.

Szybki, zwinny, długoręki

Urodził się w Warszawie w 1917 roku. Sielankowe dzieciństwo brutalnie przerwała śmierć ojca 10 lat później. − Od tego momentu wychowaniem taty zajęła się jego mama, a moja babcia Sylwina. To ona wpoiła mu, że najważniejszymi wartościami są Bóg, honor i ojczyzna – mówi E. Szafran. Jako nastolatek wstąpił do 16. Warszawskiej Drużyny Harcerskiej im. Zawiszy Czarnego. Później tak wspominał swoich kolegów z drużyny: „Zapisali się w latach okupacji pięknymi czynami, godnymi dobrych Polaków. Należeli do nich dr Jan Kaczyński, Krzysztof Baczyński, Julian Szajnowicz”. Jako gimnazjalista rozpoczął także treningi bokserskie u sławnego Feliksa „Papy” Stamma, który szybko odkrył wielki talent niepozornego chłopca. W 1935 r. Tadeusz wygrał walkę z mistrzem Polski Antonim Czortkiem „Kajtkiem” w wadze koguciej. „Szybki, zwinny, długoręki, o średniej sile ciosu, jest Teddy zawodnikiem posiadającym rzadką właściwość dobierania metody walki w zależności od indywidualności przeciwnika” – pisali o T. Pietrzykowskim dziennikarze. Rok przed wybuchem wojny uznano go za najlepszego pięściarza Warszawy. Prasa nazywała go „żelazną pięścią”. Dynamicznie rozwijającą się karierę sportową przerwał atak Niemców na Polskę. Teddy walczył w obronie Warszawy. Wstąpił do konspiracji. Wiosną 1940 r. podjął próbę przedostania się do formującej się we Francji polskiej armii. Po ujęciu na Węgrzech, 14 czerwca 1940 r. T. Pietrzykowskiego wysłano pierwszym transportem do KL Auschwitz. W obozie został oznaczony numerem 77.

Bił Niemców jak chciał

Spektakularna walka „polskiego chucherka” z potężnej postury obozowym kapo spodobała się esesmanom. Po Dünningu przyszedł więc czas na kolejnych przeciwników, a walki zaczęły się odbywać na profesjonalnym ringu przy udziale bokserskich sędziów. − Esesmani zamienili sportową rywalizację w starcia na śmierć i życie. Zakładali się między sobą o to, kto wygra, pili alkohol, palili cygara, traktując morderczą walkę jak zabawę. Tymczasem dla wycieńczonych i wygłodzonych więźniów pojedynki oznaczały z jednej strony dodatkowy, ogromny wysiłek, a z drugiej dawały szanse na zdobycie żywności − wyjaśnia Mateusz Błażewicz z Muzeum II Wojny Światowej. Tadeusz Pietrzykowski stoczył walki m.in. z Michałem Janowczykiem z Poznania oraz więźniem Szymankiewiczem o pseudonimie „Zyzio”. Starał się nie zadawać im poważniejszych ciosów, aby Niemcy nie mieli satysfakcji z ich bratobójczej walki. Podobnie traktował „przeciwników” pochodzenia żydowskiego. Rozumiał, że dla skrajnie wycieńczonego organizmu prawdziwy pojedynek może oznaczać śmierć. Dlatego podpowiadał im, by nie forsowali się, markował ciosy i stosował uniki. Z czasem obozowi nadzorcy wyszukiwali Teddy’emu w kolejnych transportach nowych rywali z różnych państw okupowanej Europy – Francuzów, Holendrów, Duńczyków. – Tata wygrywał swoje walki, bo był głodny. To straszne uczucie dominowało obozową rzeczywistość. Mimo to po zwycięstwach nie zabierał żywności dla siebie. Wracał na blok i dzielił się ze swoimi towarzyszami niedoli – opowiada E. Szafran.

Wśród przeciwników T. Pietrzykowskiego znaleźli się także Niemcy. Podczas tych pojedynków nierzadko dochodziło do omijania panujących w boksie reguł. Wiele kończyło się dotkliwym pobiciem przeciwnika, trwałym kalectwem albo śmiercią. Latem 1942 r. Teddy stoczył walkę z Niemcem słynącym z okrucieństwa przejawianego wobec Polaków. „Walczyłem nie z bokserem, ale zabijaką. Miał sławę Polakobójcy. Był cięższy ode mnie około 10–15 kilogramów, lecz pomimo tego doskonale sobie z nim radziłem. Wyznam szczerze, że po raz pierwszy i ostatni w życiu nokautowałem swojego przeciwnika z przyjemnością i w pełni świadomości” – przyznawał później Teddy. Polski bokser walczył również z niemieckimi mistrzami Wilhelmem Maierem, wicemistrzem Europy z 1927 r. w wadze średniej, a także podwójnym mistrzem Niemiec Harrym Stei- nem. Z obu pojedynków wyszedł zwycięsko. Esesmani zaczęli nazywać go „weiss Nebel”, co znaczy „biała mgła”. Pseudonim nawiązywał do stylu walki Teddy’ego, stosującego perfekcyjną technikę uników. Dzięki swoim obozowym wyczynom przeszedł do legendy: „Jeszcze dziś tkwi w nas pamięć o numerze 77, który bił Niemców jak chciał” – pisał o Teddym jeden ze współwięźniów, pisarz i poeta Tadeusz Borowski. Pierwsza i jedyna obozowa porażka T. Pietrzykowskiego to starcie z Leu Sandersem, przedwojennym mistrzem Danii w wadze półśredniej. Rewanż odbył się dwa tygodnie później. Tym razem Teddy pokonał Sandersa przez techniczny nokaut w trzeciej rundzie.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama