Nowy numer 42/2018 Archiwum

Wołają z grobów, których nie ma

– Niemcy, Sowieci i nacjonaliści ukraińscy uczynili gigantyczne pole śmierci z całego wielkiego obszaru trzech województw Małopolski Wschodniej i z Wołynia. I do dzisiaj część z tych ofiar nie ma godnego upamiętnienia – mówi prof. Mirosław Golon, szef gdańskiego IPN.

W niedzielę 11 lipca 1943 roku oddziały UPA dokonały skoordynowanego ataku na 99 polskich miejscowości, głównie w powiatach kowelskim, horochowskim i włodzimierskim. Było to apogeum mordów prowadzonych od lutego 1943 roku do wiosny 1945 roku.

Tego się nie da opisać

– Najpierw wsadzili mnie z kuzynem Jankiem do kufra, takiego zamykanego. A sami zaczęli podpierać dyszlem drzwi, żeby ich nie wyważyli. Myśmy zaczęli krzyczeć w tym kufrze. Otwarli go i wtedy ktoś powiedział: „Bierzcie dzieci i uciekajcie” – mówi Jan Michalewski.

Pan Jan, urodzony w roku 1938 mieszkaniec Huciska Brodzkiego, w wieku 6 lat był świadkiem napadu nacjonalistów ukraińskich na swoją miejscowość 13 lutego 1944 roku. – Stryjenka wzięła mnie i swojego synka Janka pod pachę, pomogła nam wyjść z domu i zaczęliśmy uciekać w stronę Wołoch. To była sąsiednia wioska, mieszana, polsko-ukraińska. Już czuć było zapach [spalenizny – przyp. red.], już było słychać strzały, był okropny zamęt dookoła. Prowadzono nas wąwozem, zrobiła się z nas grupa ludzi – około 30, 40 osób. Tym wąwozem dotarliśmy do sąsiedniej wioski. Pamiętam, że rozścielono słomę, a wieczorem przywieźli nieprzytomnego ojca – miał zakrwawioną lewą stronę ciała. Położyli go w rogu mieszkania na słomie. I ojciec tylko co pół godziny jęczał: „Dobijcie mnie” – wspomina. Mama pana Jana płakała i zwilżała mężowi wargi. – A my z bratem stryjecznym klęczeli i odmawiali pacierze – dodaje.

Podczas napadu nacjonalistów ukraińskich zginął brat Jana. – Tadeusz, kiedy został zabity, miał zaledwie 1,5 roku. Mama do śmierci mówiła, że dziękuje Bogu, że zginął od kuli, a nie od siekiery. Bardzo chciałem zobaczyć brata. To było na drugi dzień po napadzie. Musiałem mocno płakać, bo dziadek w końcu powiedział: „To chodź, pokażę ci”. Leżał na takim, na Kresach mówiło się: werecie, a to był koc w kratę. Dziadek odchylił ten koc i ten obraz mam w oczach bardzo wyraźny. Widziałem miejsce, gdzie pocisk wszedł w główkę powyżej policzka. Był ślad jakby ktoś nożykiem zaciął – tu, gdzie pocisk wszedł. A drugiej strony nie chciał mi pokazać. Tam ponoć główka była cała roztrzaskana – wspomina. – Po tych oględzinach zawinął ciało i włożył do takiej skrzynki. Pamiętam, zarzucił karabin, wziął tę skrzynkę pod pachę i poszedł na cmentarz pochować.

Jan Michalewski podkreśla także, że cieszy go, iż organizowane są spotkania upamiętniające tamtą straszną historię i dzięki Instytutowi Pamięci Narodowej odkrywane są kolejne karty ówczesnych wydarzeń. – Ludobójstwo, które miało miejsce na Wołyniu, rozlało się na Podole, na ziemie lwowską, stanisławowską i na południowo-wschodnią Małopolskę. To, co się tam działo, trudno opisać słowami – mówi.

O pamięć chodzi

Modlitwa pod pomnikiem Pamięci Ofiar Eksterminacji Ludności Polskiej na Wołyniu, prelekcja historyczna, spotkanie ze świadkami oraz pokaz filmu dokumentalnego – tak przebiegały obchody Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego na obywatelach II RP przez ukraińskich nacjonalistów, przygotowane przez IPN Oddział w Gdańsku. – Tematu zbrodni wołyńskiej nie można „zagłaskać” eufemizmami. Problem należy rozwiązać w sposób rzeczywisty. Ofiarom należy się prawdziwa opowieść o ich tragicznej historii, trwałe miejsce w pamięci, uhonorowanie w przestrzeni publicznej, a także przeprowadzenie ekshumacji i godne upamiętnienie. Dopiero wtedy będziemy gotowi do procesu, który św. Jan Paweł II nazwał we Lwowie „oczyszczaniem pamięci historycznej” – mówi Jan Hlebowicz, historyk, rzecznik prasowy IPN w Gdańsku.

Dariusz Drelich, wojewoda pomorski, podkreśla, że II wojna światowa była jedyną wojną, która za cel miała nie tylko podbój terytorium, ale wymordowanie narodu. – I dlatego była taka tragiczna. Pamiętaliśmy, pamiętamy i będziemy pamiętać o tych wszystkich, którzy zginęli w trakcie rzezi wołyńskiej. Jesteśmy im to winni. Dlatego cieszę się, że spotykamy się w tak ważnym momencie przy tym pomniku, by ich upamiętnić – mówi.

Prof. Mirosław Golon, dyrektor IPN Oddział w Gdańsku, przypomniał, że Ukraina już ponad rok blokuje poszukiwania i ekshumacje polskich obywateli na jej terytorium. – Nasi sąsiedzi popełnili ogromny błąd, nie pozwalając prowadzić tych prac. Na całym świecie nawet kraje, które toczyły między sobą wielkie wojny, potrafią się ze sobą porozumieć – podkreślił. Wskazuje również, że na południowo-wschodniej części terytorium RP spotykały się trzy ludobójcze ideologie, które doprowadziły do setek tysięcy ofiar. – Niemcy, Sowieci i nacjonaliści ukraińscy uczynili gigantyczne pole śmierci z całego wielkiego obszaru trzech województw Małopolski Wschodniej i z Wołynia. I do dzisiaj część z tych ofiar nie ma godnego upamiętnienia. Oni naprawdę wołają z grobów, których nie ma, a my naprawdę jesteśmy im winni godny pochówek – mówi.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy