Nowy numer 50/2018 Archiwum

Tornister dla Kresowian

O wypoczynku podopiecznych, naszych rodakach na Białorusi oraz o strumieniach łez rozstania mówi ks. Piotr Brzozowski, wicedyrektor gdańskiej Caritas.

Ks. Rafał Starkowicz: Co Caritas robi w wakacje?

Ks. Piotr Brzozowski: To czas wyjątkowy przede wszystkim dla dzieci. Przez cały rok szkolny w naszych świetlicach zajmujemy się tymi, które pochodzą ze środowisk dysfunkcyjnych. Zapewniamy im wówczas opiekę, posiłek i możliwość spokojnego odrobienia lekcji. W większości placówek mogą przebywać 5 dni w tygodniu. W diecezji taką opieką obejmujemy ponad 350 dzieci. Chcemy, aby także i one mogły w naszych świetlicach wypocząć w wakacje. Wakacyjny dzień, oczywiście, musi być inny niż zwykle. Organizujemy zatem coś na kształt półkolonii. Oprócz krótszych wycieczek podopieczni każdej ze świetlic udają się na jakiś dłuższy wakacyjny wyjazd. Poza tym wśród propozycji dla dzieci i młodzieży z archidiecezji są obozy stacjonarne na Mazurach, spływy kajakowe oraz obozy wędrowne w Tatrach. Ta ostatnia propozycja ma szczególnie ciekawą formę. Mamy tam trzy bazy. Chcemy, żeby dzieci mogły przejść najciekawsze szlaki i zobaczyć jak najwięcej. Dlatego co trzy dni następuje zmiana miejsca noclegu. Bardzo dużą popularnością cieszy się także spływ kajakowy Krutynią. Wyjazd zorganizowany jest podobnie jak ten w góry, a każda z mazurskich baz ma swoją specyfikę. Oprócz kajakowej jest tam baza sportowa oraz taka, która ma dzieciom pomóc w zgłębieniu tajemnic przyrody.

Letnie działania Caritas kojarzą się głównie z obozami w Warzenku...

Warzenko służy przede wszystkim dzieciom młodszym. Takim, którym rodzice boją się pozwolić na dalsze wyjazdy. Odbywają się tam trzy turnusy wypoczynkowe. Ostatni z nich połączony jest z nauką języka angielskiego. Z wszystkich form wypoczynku organizowanych przez gdańską Caritas skorzysta w tym roku ponad 520 dzieci. To mniej niż w poprzednich latach, ponieważ wyraźnie widać, że coraz więcej dzieci może wyjechać z rodzicami czy też skorzystać z jakichś innych kolonii.

O możliwości wyjazdu decyduje tylko sytuacja materialna?

Nie zawsze. Były takie smutne przypadki, gdzie powodem była ciężka choroba lub śmierć rodzica albo to, że rodzice musieli opiekować się innym, niepełnosprawnym dzieckiem... Dzisiaj możemy bardziej skupić się na pomocy polskim dzieciom z Kresów. W wyjazdach do Warzenka od wielu lat uczestniczą dzieci z Białorusi. To turnusy organizowane dzięki pieniądzom Senatu RP.

To są osobne turnusy?

Od samego początku zależało nam, żeby były to dla nich wspólne kolonie z dziećmi z Polski. Wszystko układamy tak, by były także przemieszane w grupach. To służy nie tylko wzajemnemu poznaniu. Nawiązują się przyjaźnie. Dzieci z Białorusi szlifują lub poznają język polski, zwiedzają kraj i Wybrzeże, cieszą się polskim morzem. A jak mocne więzi wytwarza to spotkanie, można zobaczyć u jego końca. Kiedy przychodzi moment rozstania, łzy leją się strumieniami.

Dzieciom z Białorusi potrzeba tego kontaktu z Polską?

Bywałem na Białorusi niejednokrotnie. Doświadczyłem tam ogromnej troski o polskość, język i narodową tożsamość. Co roku przyjeżdża do nas grupa z Lidy i okolic, gdzie bardzo prężnie działa polskie środowisko. Te dzieci w ciągu roku uczestniczą w lekcjach polskiego. Chcemy, żeby zobaczyły Polskę, żeby doświadczyły, czym ona jest. Na Kresach można spotkać wielu ludzi, którzy mogą być przykładem troski i walki o wartości, które my mamy na wyciągnięcie ręki. Możemy się od nich uczyć. Często płacą za to ogromną cenę.

Jak chcecie im pomóc?

Polskość na Białorusi mocno wiąże się z Kościołem. Tam cały czas obecny jest nasz język. Współpracujemy z gdańskimi księżmi, którzy posługują na Białorusi i Ukrainie. Oceniliśmy, że w obliczu programów „500+” oraz „Dobry Start” dla Polaków mieszkających w kraju początek roku szkolnego jest dużo łatwiejszy. Zrezygnowaliśmy więc ze „Szkolnych ołówków Caritas”. A ponieważ „Tornister pełen uśmiechu” jest fajną akcją, która angażuje różne osoby i całe grupy, zależało nam, by była ona kontynuowana. Postanowiliśmy, że pomoc – przez gdańskich księży – trafi właśnie do polskich dzieci na Kresach. Czujemy z nimi solidarność. Chcemy naszym kapłanom dać także pewne narzędzie do pracy. W sumie przeznaczyliśmy na to ponad 500 plecaków. Schemat akcji się nie zmienia. Od końca lipca plecaki będziemy rozdawać w parafiach. Zapełnione przez wiernych zostaną przekazane naszym misjonarzom. Współpracujemy z nimi zresztą przez cały rok. Przekazujemy żywność, słodycze. Oni podejmują niewątpliwie bardzo potrzebną posługę, a warunki życia, jakich doświadczają tam ludzie, naprawdę odbiegają od tego, co mamy w Polsce.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy