Nowy numer 41/2019 Archiwum

Nie geny, lecz etos

– Na pokładzie polskiego okrętu, z polskimi marynarzami, pod biało-czerwoną banderą, do niepodległej Polski wracają prochy legendarnego dowódcy floty – wiceadmirała Józefa Unruga. W ten sposób wypełnia się jego testament – mówi kmdr Mirosław Jurkowlaniec, dowódca 3. Flotylli Okrętów.

Gdy zgłosił się na służbę Rzeczypospolitej, od odzyskania przez nią niepodległości minęło zaledwie nieco ponad pół roku. Polska z ogromnym trudem podejmowała kolejne kroki w celu odbudowy swojej państwowości i rzeczywistego scalenia ziem, których rozwój pod rządami trzech różnych zaborców toczył się zupełnie różnymi torami. Odbudowywała także armię, a jako szczególne zadanie i dziejową szansę odczytywała wykorzystanie swojego powrotu nad Bałtyk. Wiązało się z to z koniecznością zbudowania praktycznie od zera Marynarki Wojennej oraz nadania jej rzeczywistych zdolności obronnych. Józef Unrug postanowił wpisać się w realizację tego zadania i poświęcił mu praktycznie całe swoje późniejsze życie.

Młody, z doświadczeniem

35-letni oficer keiserowskiej floty wojennej miał już wówczas spore doświadczenie. Skończył elitarną Oficerską Szkołę Morską w Mürwick. Później służył na niemieckich krążownikach i będących koroną ówczesnych marynarek pancernikach. Wyjątkowym powodem do dumy był zapewne fakt, że przed wybuchem I wojny światowej był oficerem wachtowym i dowódcą baterii dział na flagowym pancerniku Keiserliche Marine „Friedrich der Grosse”. Jednak jako człowiek o otwartym umyśle J. Unrug wybiegał znacznie w przyszłość. Szybko dostrzegł rolę, jaką w kolejnych konfliktach wojennych odgrywać będzie flota podwodna. W czasie I wojny światowej był już dowódcą okrętu podwodnego. Później całej flotylli. Z czasem objął nawet stanowisko komendanta Szkoły Podwodnego Pływania. Nie dziwi więc, że gdy postanowił służyć Polsce w strukturach odrodzonej Marynarki Wojennej, awansował niezwykle szybko. W 1933 r. prezydent Ignacy Mościcki mianował go na stanowisko dowódcy floty. Kiedy wybuch II wojny światowej wydawał się przesądzony, 24 sierpnia 1939 r. mianowano go dowódcą obrony Wybrzeża. – Podlegały mu morska obrona Wybrzeża, lądowa – z płk. Dąbkiem, Dywizjon Lotniczy w Pucku i Komenda Portu Wojennego w Gdyni, a także Wojskowa Składnica Tranzytowa na Westerplatte – wyjaśnia Daniel Sieczkowski, historyk z gdańskiego IPN. Unrug nie chciał doprowadzić do zniszczenia Gdyni, dlatego właśnie skupił się na obronie Oksywia. A będąc pragmatykiem, miejsce swojego dowodzenia przeniósł na Hel, który podczas wojny obronnej 1939 r. stał się jednym z ostatnich polskich bastionów. Co ciekawe, atakujący polskie Wybrzeże Niemcy doskonale go pamiętali. – Oficerowie niemieccy dopytywali się co jakiś czas: „Gdzie jest Unrug?”. Niewątpliwie dla niemieckich marynarzy był prawdziwą legendą. Kiedy Hel kapitulował, jego nazwisko pojawiło się nawet w niemieckich mediach – mówi D. Sieczkowski.

Polska dusza wiceadmirała

Popularność J. Unruga wśród niemieckich żołnierzy wynikała także z faktu jego pochodzenia. Był on bowiem synem saskiej hrabianki Isidory von Bünau oraz generała gwardii pruskiej Tadeusza Gustava, którego nazwisko Niemcy pisali jako „von Unruh”. Urodził się w Brandenburgu bod Berlinem. – Ojciec Józefa był z pochodzenia Polakiem. To prawda, że pierwszym językiem, który poznał Józef Unrug, był niemiecki. Jednak nieco później uczył się także polskiego. Miał guwernera Polaka, który pomagał mu odkrywać własną polskość – opowiada D. Sieczkowski. Jeden ze stryjecznych dziadków Unruga poległ w powstaniu styczniowym. – Jego wybór polskości był niezwykle przemyślaną i świadomą decyzją. Pokazuje, że polskość to nie geny, ale etos – podkreśla historyk. Okazało się, że machina propagandowa III Rzeszy miała wobec niego swoje plany. Chciała go wykorzystać w budowie własnego wizerunku. Po kapitulacji Helu namawiano go, by wstąpił do Kriegsmarine. Odmówił. Presji poddawała go niemiecka część rodziny – o wstąpienie do hitlerowskiej armii prosił go nawet jego kuzyn, wysoki oficer Wehrmachtu. Pozostał niewzruszony. Nie przyjmował także propozycji lepszych warunków w obozie jenieckim. – Ani razu nie podał Niemcowi ręki. A kiedy próbowali z nim rozmawiać, żądał tłumacza. Mówił wprost, że „zapomniał języka niemieckiego we wrześniu 1939 roku”. A po kolejnej próbie werbunku powiedział do swojego adiutanta: „O głupi! Tym Niemcom się zdawało, że duszę można zmienić” – opowiada D. Sieczkowski. Unruga przerzucano z jednego obozu jenieckiego do drugiego, ze względu na respekt, jakim cieszył się wśród polskich oficerów. – Podtrzymywał ich i zachęcał do samokształcenia. Sam w niewoli przeczytał ponad 400 książek. Po francusku i angielsku. I ani jednej po niemiecku – dodaje historyk. Nie przyjął także przywilejów od Brytyjczyków, którzy już po wyzwoleniu chcieli mu przyznać emeryturę za obronę polskiego Wybrzeża, ale także za realizację planu, dzięki któremu trzy najlepsze polskie okręty, wysłane do Wielkiej Brytanii, mogły kontynuować walkę. Nie chciał być traktowany inaczej niż inni polscy żołnierze. Do komunistycznej Polski jednak nie wrócił. Był przewidujący. Wiedział, co go tam niechybnie spotka. Swoich lat dożył we Francji, w Domu Polskim w Lailly en Val pod Orleanem. Pracował tam jako... kierowca ciężarówki. Dowoził żywność z pobliskiego miasteczka. Śledził stamtąd tragiczne losy swoich oficerów. – Przed śmiercią zastrzegł, że będzie można sprowadzić jego szczątki do Polski tylko „jeżeli uprzednio lub równocześnie zostaną podobnie uczczeni i zrehabilitowani także jego koledzy oficerowie”. Wśród nich wymienił m.in. kontradmirałów Mieszkowskiego i Staniewicza oraz komandora Przybyszewskiego. Okazało się to możliwe dopiero po 2013 r., po odnalezieniu przez zespół IPN szczątków tych oficerów w kwaterze „Ł”, na tzw. Łączce na warszawskich Powązkach – mówi kmdr ppor. Radosław Pioch, rzecznik 3 Flotylli Okrętów. • W chwili zamykania numeru w drodze z Francji do Polski był okręt ze szczątkami Józefa Unruga. Relację z uroczystości zamieścimy w następnym wydaniu.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama