Nowy numer 41/2019 Archiwum

Chcieli nas wykołować

O kulisach wyborów 4 czerwca 1989 roku, ówczesnej sytuacji politycznej oraz skutkach Okrągłego Stołu mówi Czesław Nowak, prezes Stowarzyszenia „Godność”.

Ks. Rafał Starkowicz: W wyborach 1989 roku reprezentując Komitet Obywatelski zdobył Pan mandat do polskiego Sejmu. Jak do tego doszło?

Czesław Nowak: Przed wyborami nawet nie myślałem, by kandydować. Czekaliśmy na Okrągły Stół, wobec którego byłem bardzo sceptyczny. Obawiałem się że komuniści chcą nas wykorzystać i wmontować w system, po to, by się uwiarygodnić. Napisałem o tym artykuł. Dzień przed rozpoczęciem obrad Komitetu Obywatelskiego byłem w Brzeźnie na spotkaniu u znajomych. Znaleźli mnie tam Bogdan Borusewicz i Jan Hałas. Powiedzieli: „Chcemy ci zaproponować, abyś kandydował do sejmu z ramienia Komitetu Obywatelskiego”. Byłem bardzo zaskoczony. Na decyzję dali mi czas do następnego dnia, do godz. 10. Wiedziałem, że papież jest z nami. W rozmowy włączył się episkopat. To mnie przekonało.

Był Pan już wówczas znany w przestrzeni publicznej.

Kiedy zaproponowano mi udział w wyborach, miałem 52 lata i 22 lata pracy w Porcie Gdańskim. Moja droga do Solidarności była dość długa. Brałem udział w strajkach roku 70. Ponieważ miałem spory wpływ na robotników, zaproponowano mi wtedy, żebym został wiceprzewodniczącym rady zakładowej. Wybrali mnie – bezpartyjnego. Myśleli, że mnie „zmielą”. Ale w sierpniu 1980 byłem na czele strajków. Nie chciałem, żeby stare związki opanowały ten strajk. Przestrzegałem też Solidarność, żeby nie wchodziła z nimi w żadne koligacje. Później przywracałem krzyż na Westerplatte. Ale nie chciałem kandydować do władz Solidarności. Uważałem, że powinni tam działać młodzi.

Działał Pan także w stanie wojennym?

Kiedy przyszedł stan wojenny, znów stanąłem na czele strajków. Zrobiliśmy duży transparent: „Solidarność zwycięży. Obronimy zdobycze sierpnia”. Po wydarzeniach w „Wujku” zrobiliśmy ołtarzyk na bramie portu dla uczczenia naszych braci górników. Był kir, kwiaty i kilof. Powiedziałem wtedy, że w grudniu 1970 władza przegrała, bo strzelała do robotników. I teraz też przegra. Skazano mnie za to, że „jako doświadczony działacz związkowy nawoływałem ludzi do strajku, grając na ich uczuciach”. Dostałem 4,5 roku więzienia, z czego odsiedziałem 15 miesięcy. Kiedy wróciłem, podjąłem działalność w portowej Solidarności. Ale do pracy nie pozwolono mi powrócić. Do 1989 roku byłem palaczem w spółdzielni „Przyszłość”. Wydawałem wówczas podziemne pismo „Portowiec”. Z Andrzejem Michałowskim, Antonim Grabarczykiem, Krystyną Horoszkiewicz. Ciągnęliśmy to do mojego drugiego aresztowania w 1988 roku.

Zbliżał się czas zmian. Jak wówczas wyglądała sytuacja?

Trwał strajk w Stoczni Gdańskiej. 4 maja aresztowano mnie, bo chciałem zorganizować kolejny strajk w porcie. Zamknęli wówczas również Bogdana Lisa. Dostałem 6 tygodni aresztu. Odsiedziałem trzy. Widać było, że komuna słabnie. Pogarszał się stan gospodarki. Związek Radziecki upadał, bo Reagan z Arabią Saudyjską obniżyli ceny ropy naftowej ze 110 dolarów do 18. Dla ZSRR to był krach. Nasi komuniści nie bardzo wiedzieli, co się dzieje. Dostali sygnał, że mają się dogadać. Do końca liczyli, że się im uda nas wykołować.

Komunistyczne władze liczyły na zwycięstwo?

Na spotkaniu Biura Politycznego jeden z nich ostrzegał przed wyborami: „Towarzysze, żebyśmy za wysoko nie wygrali”. Społeczeństwo zobaczyło jednak, że można wcisnąć nogę przez uchylone drzwi. Nie znało kulis Okrągłego Stołu. Ja też ich nie znałem. Kiedy jednak usłyszałem, że są plany, by Wałęsa był premierem, a Jaruzelski szefem spraw wewnętrznych, byłem przerażony. I oto mamy 30. rocznicę częściowo wolnych wyborów. I pięciu komunistycznych sekretarzy wysłanych do Parlamentu Europejskiego. Czy naprawdę o to nam chodziło? A gdzie rozliczenie zbrodni komunistycznych? Po wyborach należało przystąpić do gruntownej zmiany systemu władzy. Rozliczyć komunę, odebrać majątek partyjny, rozwiązać SB, rozliczyć sądownictwo. W Polsce tak naprawdę nie było rozliczenia komunizmu. Wstaliśmy z kolan tylko dzięki papieżowi Janowi Pawłowi II. Wiem jednak, że wielką wartością było odzyskanie niepodległości. Mimo wszystkich perturbacji. To, że ludzie się poderwali i poszli na wybory to wielkie zwycięstwo. Nie tych, którzy dogadywali się przy Okrągłym Stole, ale narodu, który powiedział komunie dość.

Jaki wynik osiągnął Pan w tych wyborach?

Kandydowałem z okręgu wyborczego, który obejmował m.in. Gdynię. Zebrałem 93 tysiące głosów. Moimi kontrkandydatami były znane w mieście osoby. Ale ludzie docenili wartości, z którymi do nich przyszedłem. Szczególnie pomogło mi przywracanie krzyża na Westerplatte. Słyszał o tym ks. Jastak i inni księża z Gdyni. Jestem wdzięczny Bogu, że służyłem dobrej sprawie. Jestem też Mu wdzięczny za to, że ludzie szli za mną.

Weźmie Pan udział w obchodach 4 czerwca?

Nie będę uczestniczył w obchodach organizowanych przez miasto. Pójdę złożyć kwiaty z Solidarnością. Nadal jestem jej członkiem.

rafal.starkowicz@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama