Nowy numer 41/2019 Archiwum

On by zrobił dla nas to samo

Z jednego z licznych zdjęć rodzinnych spogląda chłopak w okularach. Ma bujną czuprynę i uśmiechnięte oczy. To Kuba, 15-latek z Rumi, który jeszcze dwa miesiące temu wiódł normalne życie nastolatka.

Pełen pasji i zapału realizował swoje mniejsze i większe projekty – rowerowy blog czy kanał na YouTubie o tej samej tematyce. Uwielbiał fotografować to, co wokół – ludzi i naturę. Wszędzie było go pełno. W szkole – Gimnazjum nr 2 im. J. Korczaka w Rumi – z powodzeniem wdrażał w życie kolejne inicjatywy. Mówi, że samo chodzenie do szkoły nie ma sensu, jeśli nie można się udzielać i pomagać innym. „Otwarty na ludzi i Boga” – tak mówi o nim katecheta ks. Paweł Strzałkowski. Koledzy natomiast podkreślają, że imponuje im swoim optymizmem i siłą, jeszcze bardziej teraz, kiedy toczy walkę o życie.

Najpierw Francja

Do wyjazdu Kuba przygotowywał się skrupulatnie. Plecak kupił pół roku wcześniej. Wprawy w planowaniu nabrał, przygotowując się do kolejnych rowerowych wycieczek po historycznych miejscach w Trójmieście. – To nigdy nie był spontan, ale dokładnie przemyślana wyprawa. W plecaku musiały być apteczka, latarka, a jeśli planowałem eksplorację, to oczywiście lina – mówi Kuba Jaffke. Do Francji chciał pojechać bardzo, plany próbowała mu pokrzyżować wysoka temperatura, której dostał dzień wcześniej, ale ostatecznie wyruszył na wyprawę. Po powrocie jego życie miało się diametralnie zmienić. – Od jakiegoś czasu Kuba notorycznie łapał kolejne „wirusy”. A to jakaś temperatura, innym razem kaszel, katar, czasami mówił, że bolą go kości, ale na każdą z tych przypadłości znajdowało się wytłumaczenie. Bo młodszy brat przyniósł jakieś bakterie z przedszkola, a bo przecież syn jest nastolatkiem, to rośnie i stąd te bóle. Nic nie wskazywało, że trawi go poważna choroba – wspomina Krystyna, mama Kuby.

Czas się zatrzymał

Z Francji Kuba wrócił wycieńczony. – Kiedy go zobaczyłam, wiedziałam, że coś jest nie tak. Miał bardzo powiększone węzły chłonne, był niesamowicie opuchnięty. Od razu, chociaż nie bez jego sprzeciwów, pojechaliśmy na pogotowie, gdzie dostaliśmy skierowanie na SOR do Wejherowa. Tutaj syna przebadali z każdej strony – USG brzucha, prześwietlenie, badanie moczu i krwi – po tym wszystkim padło słowo: „nowotwór”, a ja przestałam dalej słuchać, co lekarz do mnie mówi – mówi Krystyna. Wstępną diagnozę usłyszał również Kuba. – Czas się dla mnie zatrzymał. Wpadłem w szok, nie wiedziałem, co się dzieje – opowiada. Dalej wypadki potoczyły się błyskawicznie. Karetka, przyjęcie na oddział w Gdańsku i dalsze badania. Ostateczna diagnoza to ostra białaczka limfoblastyczna. – Jadąc z synem do Wejherowa, myślałam, że zaraz wrócimy do domu, razem. Tymczasem wróciłam sama. Pamiętam, że położyłam się w pokoju Kuby na podłodze i płakałam – wspomina mama.

Cześć, mam raka

Telefon zadzwonił wcześnie rano w niedzielę. Marek, lekko zaspany, usłyszał w słuchawce głos przyjaciela. – „Muszę ci coś powiedzieć. Mam raka” – powiedział do mnie Kuba. Totalnie mnie ścięło. W głowie miałem mętlik, znamy się przecież od wielu lat. To był szok – wspomina Marek Banaszkiewicz, kolega z klasy. To on, na prośbę Kuby, przekazał rówieśnikom wiadomość o chorobie przyjaciela. – Zatkało nas, a w oczach pojawiły się łzy, bo to naprawdę fajny kolega. Taki, który z każdym trzyma dobre relacje, nie szuka zaczepek i jest niesamowicie pomocny – mówi Kasia Sobisz. Koledzy z klasy rozpoczęli walkę o życie Kuby. – Młodzi mocno się zaangażowali, nagłaśniają historię Kuby przez media społecznościowe, zainteresowali sprawą Urząd Miasta, poszukują firm i przedsiębiorców, którzy chcieliby przekazać przedmioty bądź vouchery na internetową licytację – mówi ks. Strzałkowski. – On by zrobił dla nas to samo, jak nie więcej. Taki już jest – uśmiecha się Kasia.

Hot dog z sosem

Morfina powoli rozchodzi się po ciele Kuby. – Afty w gardle nie pozwalają mi normalnie przełykać. Dopiero kiedy dostaję lek przeciwbólowy, mogę coś zjeść – mówi. Wtedy do akcji wkracza Jarek, ojczym chłopaka. – Ostatnio jeździłem po mieście w poszukiwaniu hot dogów z sosem tysiąca wysp – uśmiecha się. Kuba stara się zachować pozytywne myślenie, chociaż przyznaje, że najbardziej dobija go cierpienie mamy. – To jest najcięższe – widzieć, jak ona się przejmuje i denerwuje. Bo ja o sobie mówię, że jestem „raczkiem nieboraczkiem” i chociaż to trudne, pogodziłem się z diagnozą i teraz walczę, by z tego wyjść, a mam dla kogo walczyć. Dla najbliższych i tych wszystkich osób, które postanowiły mi pomóc – mówi. Dzięki Fundacji SięPomaga ruszyła internetowa zbiórka pieniędzy na kurację lekiem, który ma pomóc Kubie szybciej zwalczyć chorobę. Pierwszy miesiąc kuracji za nim, pozostało jeszcze 5. Potrzebna kwota to prawie 100 tys. zł. W pierwszym tygodniu uzbierali ponad 50 tys. zł. – To jest niesamowite, ile osób pomaga mojemu Kubie. To mnie bardzo buduje, wiem, że w tej walce ani ja, ani syn nie jesteśmy sami. Bardzo za to dziękuję – mówi mama. Zbiórka zakończy się we wrześniu. – Czekamy obecnie na wyniki badań. Jeśli nastąpi remisja, Kuba przejdzie przeszczep szpiku. Wtedy znowu będą potrzebne pieniądze na leczenie i rehabilitację, bo cały proces trwa aż dwa lata – dodaje Krystyna.

Aby pomóc Kubie, wystarczy wejść na stronę www.siepomaga.pl i wpisać: „Białaczka kontra 15-letnie życie Kuby”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama