GN 46/2019 Archiwum

Pomoc z nieba

O wspomnieniach rodzinnych, o żołnierskiej historii bł. ks. kmdr. ppor. Władysława Miegonia i niebiańskiej interwencji w trudnym momencie mówi Tomasz Miegoń, dyrektor Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni, krewny męczennika.

Piotr Piotrowski: Czy w roku jubileuszu beatyfikacji Władysława Miegonia rodzina wspomina go w jakiś szczególny sposób?

Tomasz Miegoń: Może to zaskakujące, ale nie. Nie mamy na ten rok jakiegoś szczególnego sposobu na kultywowanie pamięci o komandorze.

Dlaczego? Ponieważ pamięć o nim żyje w naszej rodzinie cały czas. Wspominamy brata mojego dziadka Jana, bo taki jest stopień mojego pokrewieństwa z błogosławionym. Żyją rodzinne historie, wspomnienia, szczególnie te związane z Gdynią, ale też z Samborcem, skąd wywodzi się rodzina. To wszystko ma oczywiście szeroki kontekst historyczny, zwłaszcza wspomnienia o działalności nad morzem, w posłudze dla wojska, marynarki, którą szczególnie ukochał. Te wspomnienia miały też szersze audytorium – wystąpiłem z referatem w Iłży, gdzie posługiwał ks. Miegoń, przytaczając właśnie szereg wspomnień rodziny, ale przede wszystkim marynarzy, z którymi pracował, żył jak z rodziną.

Zauważyłem w Pana gabinecie portret Władysława Miegonia w marynarskim mundurze. To pamiątka rodzinna, ale też wizerunek błogosławionego. Czy wspiera Pana w trudnych momentach?

Wiele nas łączy. Przede wszystkim umiłowanie marynarki. W trakcie studiów, pod koniec lat 80. XX wieku, już w czasie zmian politycznych w kraju, miałem bardzo trudny moment życiowy. Relegowano mnie ze studiów historycznych m.in. za działalność w NZS. Pomyślałem, że może to być okazja, by spełnić marzenia, wcześniej niemożliwe do zrealizowania – zostać oficerem marynarki wojennej. Wcześniej z moim nazwiskiem, z wiadomych względów, nie miałem szans na dostanie się do Akademii. Zgłosiłem się we wrześniu, już po rekrutacji, po tzw. unitarce nowego I roku. Od dwóch oficerów usłyszałem, że nie mam szans. Byłem załamany, ale odbyłem wtedy długą rozmowę z błogosławionym – była to, modlitwa, w której prosiłem o wsparcie. Kiedy po kilku godzinach, siedząc w gabinecie adm. Kazimiera Bossego, do którego dostałem się „z ulicy”, a na dodatek wbrew regulaminowi, zostałem przez niego przyjęty do Akademii, zrozumiałem, że to nie mogło się zwyczajnie zdarzyć. Na koniec spełniłem marzenia: skończyłem akademię, studia historyczne i prawnicze, a dziś wciąż zajmuję się ukochaną polską flotą wojenną.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama