Nowy numer 3/2021 Archiwum

Pomost dobroczynności

O byciu rycerzem, a także życiu i przesłaniu beatyfikowanego niedawno założyciela Rycerzy Kolumba mówi ks. kan. dr Krystian Wilczyński, archidiecezjalny kapelan.

Ks. Maciej Świgoń: Czy w dzieciństwie marzył Ksiądz, by w przyszłości zostać rycerzem?

ks. kan. dr Krystian Wilczyński: Może nie były to myśli jakoś specjalnie wyraźne czy długotrwałe, ale na pewno, jak u każdego chłopca, pojawiały się i u mnie marzenia o byciu rycerzem – wojownikiem w słusznej sprawie.

Marzenia się zrealizowały?

Na pewno tak. Trzeba je jednak ubrać w przenośnię. Zrealizowały się w odczytanym powołaniu kapłańskim, dzięki któremu mam okazję stawać w obronie wartości, a też w pewnym sensie walczyć z antywartościami. A mówiąc dosłownie – od 4 lat jestem archidiecezjalnym kapelanem Zakonu Rycerzy Kolumba, więc to rycerstwo spełnia się bardzo konkretnie w moim życiu.

Kim jest rycerz Kolumba?

Przede wszystkim jest to pełnoletni, dojrzały mężczyzna, który widzi, że na tym świecie nie jest sam. Zauważa ogromne dobro, które trzeba pielęgnować i którego trzeba bronić. Dostrzega również siły zła próbujące wpłynąć na ludzi, zwłaszcza niewinnych, którzy nie mają znikąd obrony. Rycerz Kolumba to wierzący i praktykujący katolik, opierający mocno swoje życie na nauce Kościoła i dbający o swoją relację z Bogiem.

Kilka dni temu przeżywaliśmy beatyfikację założyciela Zakonu Rycerzy Kolumba. Jakie przesłanie możemy dzisiaj odczytać z jego życia?

Ksiądz Michael McGivney był zawsze blisko drugiego człowieka. Jego wrażliwe serce kształtowane było na tle miłości wobec rodzeństwa, w rodzinie dotkniętej cierpieniami, szukającej lepszego życia na emigracji. Później, już w kapłańskim życiu, tym sercem dostrzegał różnego rodzaju perypetie społeczne i odczuwał ogromną potrzebę pomocy ludziom utrudzonym. Dbał o konkretnego człowieka, o jednostkę, ale także o rodziny, zwłaszcza o wdowy i dzieci zmarłych katolickich robotników. Zależało mu na każdym ludzkim życiu, czego wymownym symbolem jest cud, który przypieczętował sprawę jego beatyfikacji. Cud pro-life, w którym uzdrowiony został chłopiec z zespołem Downa, śmiertelnie zagrożony w łonie matki. I w końcu błogosławiony potrafił stworzyć struktury – Zakon Rycerzy Kolumba, żeby nieść potrzebującym ludziom konkretne wsparcie. Jego odwaga i męstwo w znoszeniu trudności są znakiem dobrze uformowanych cnót i wartości chrześcijańskich. Każdy mężczyzna, nie tylko Rycerz Kolumba, może brać z niego przykład.

Stworzył zakon dla świeckich...

Słowo „zakon” w języku staropolskim oznacza po prostu prawo, które nadaje jakieś ramy danej organizacji czy wspólnocie duchowej. Rycerze Kolumba to zakon świeckich, podobny do tych średniowiecznych, które opiekowały się pielgrzymami czy też troszczyły się o dzieła miłosierdzia. W tym sensie Zakon Rycerzy Kolumba jest organizacją wskazującą na walory duchowe, istotne dla ludzi żyjących w świecie. Mamy statuty i zobowiązania do formacji duchowej. Raz w miesiącu otrzymujemy z centrali w Stanach Zjednoczonych duchowe zadanie od najwyższego kapelana – arcybiskupa Lori. To podkreśla związek duchowy między braćmi na całym świecie. Publikujemy materiały formacyjne międzynarodowe i krajowe.

Jakie działania podejmują Rycerze Kolumba w naszej archidiecezji?

W głównej mierze dotykają one bezpośrednio przestrzeni parafialnej, na której osadzone są nasze struktury – rady. Ale współdziałamy również z akcjami diecezjalnymi. Ostatnio miała miejsce peregrynacja ikony Matki Bożej Wspomożycielki Prześladowanych Chrześcijan, która odbywała się w kilku parafiach, gdzie wierni duchowo byli uwrażliwiani na potrzeby chrześcijan cierpiących i zamęczanych z powodu wiary. Oprócz wspólnej modlitwy rycerze zapraszali również do złożenia pomocy materialnej dla chrześcijan na Wschodzie. To też jest nasza metoda działania – stać się pomostem dobroczynności, przepływu dobra. Chodzi o to, aby umożliwić podmiotom współdziałanie między sobą.

Co trzeba zrobić, aby zostać Rycerzem Kolumba?

Wystarczy zgłosić się do najbliższej rady rycerskiej, którą można odnaleźć w internecie, albo skontaktować się z archidiecezjalnym duszpasterzem. Jeśli więc ktoś ma w sobie odwagę i wrażliwość oraz chce pomagać bliźnim, to zapraszamy, by przekonać się, że jest to możliwe w gronie podobnych sobie braci. Bo wielkich rzeczy dokonuje się we wspólnocie. Vivat Jesus!


maciej.swigon@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama