Nowy numer 24/2021 Archiwum

Ona zaczęła do mnie mówić

– Pismo Święte jest okazją do modlitwy, czyli spotkania z Bogiem. Samo czytanie jest tylko punktem wyjścia – mówi ks. dr Krzysztof Grzemski.

Ks. Maciej Świgoń: Kiedy rozpoczęła się Księdza przygoda z Pismem Świętym?

Ks. dr Krzysztof Grzemski: Pierwszy mój kontakt z Pismem Świętym miałem jako dziecko, kiedy od mojej chrzestnej otrzymałem „Biblię dla dzieci w obrazkach”. Do dziś pamiętam ten dzień oraz to, z jakim namaszczeniem ciocia wręczyła mi ją, podkreślając, że jest to coś ważnego. Biblia od razu mnie zainteresowała, tym bardziej że po każdej opisanej tam historii trzeba było odpowiedzieć na trzy pytania. Później, na I Komunię św., dostałem Pismo Święte od moich dziadków. Było to drugie wydanie Biblii Tysiąclecia. Po uroczystości zacząłem czytać. Przebrnąłem przez Księgę Rodzaju i Księgę Wyjścia. Następnie przeszedłem do Ewangelii. Moja fascynacja Pismem Świętym powoli się rozwijała.

Później było seminarium i studia biblijne…

Bardzo się ucieszyłem i traktowałem to jako wyróżnienie. Okres studiów nad Biblią w Warszawie był dla mnie o tyle ważny, że okazało się, iż Pan Bóg miał inne plany niż ja. Myślałem, że pójdę na studia doktoranckie i jeszcze więcej się dowiem o Piśmie Świętym, pogłębię swoją znajomość i gdy wrócę, to będę już wszystko wiedział. Tymczasem Jego słowo zaczęło we mnie działać, niekoniecznie poprzez literę. Był to dla mnie okres dużych przemian wewnętrznych. Pan Bóg zaczął „przemeblowywać” moje serce i głowę, co z punktu widzenia studiów nad Biblią doprowadziło do tego, że właściwie nie widziałem sensu w ich finalizacji. Wcześniej napędzało mnie mnóstwo chorych ambicji. Kiedy straciłem te motywacje, przestałem patrzeć na studia jak na bożka. Zobaczyłem też iluzje swoich dotychczasowych wyobrażeń na temat Biblii, siebie samego i Pana Boga. Uświadomiłem siebie, że przez lata używałem Pisma Świętego, żeby budować swoje ego. Wtedy Pan Bóg wywrócił wszystko do góry nogami. W efekcie zacząłem patrzeć na Biblię kompletnie inaczej. Ona zaczęła do mnie mówić. Nagle, w różnych fragmentach, bardzo jednoznacznie i wyraźnie zacząłem widzieć siebie, że to jest moja historia.

Który bohater biblijny jest Księdzu najbliższy?

Na różnych etapach mojego życia było wiele postaci, w których widziałem siebie. Dzisiaj bliski jest mi przykład „ucznia, którego Jezus kochał”, znanego z Ewangelii św. Jana. Występuje on w pięciu scenach. Jego imię jest zagadką, którą od wieków próbowano rozwiązać. Autor Ewangelii jednak je ukrył, aby wskazać na kilka innych, istotnych dla niego, cech tożsamości tego ucznia. Pierwszą jest to, że uczeń ten jest umiłowany przez Boga. Odczytuję to jako zaproszenie, aby być blisko Jezusa, jak na ostatniej wieczerzy. Aby tej bliskości pragnąć. Druga to wierność aż po krzyż. Umiłowany uczeń nie wycofał się, nie uciekł. Był również tym, który zobaczył pusty grób, „ujrzał i uwierzył”, a następnie rozpoznał obecność Zmartwychwstałego w Kościele i pokornie poszedł za Piotrem. Ukochany uczeń dlatego nie ma imienia, aby każdy mógł się w nim odnaleźć i jest to zaproszenie dla nas wszystkich.

Jaki sposób poznawania Pisma Świętego Ksiądz poleca?

Jest wiele sposobów poznawania Biblii. Teraz modne jest Pismo Święte w formie elektronicznej czy audiobooków. W tradycji Kościoła zasadniczo mamy dwa typy czytania Biblii – tzw. lectio continualectio divina. Pierwsze to czytanie ciągłe, czyli bierzemy jakąś księgę i czytamy ją od początku do końca. Można wówczas czytać Biblię, rozpoczynając od Księgi Rodzaju aż do Apokalipsy, ale też można wybrać inny układ, taki, który nam odpowiada, np. zacząć od Nowego Testamentu albo skupić się na wybranych księgach. Moje doświadczenie jest takie, że lepiej przeczytać mniej, a regularnie – najlepiej codziennie. Drugi sposób to tzw. lectio divina, czyli pobożne czytanie. Praktyka, która wytworzyła się wiele wieków temu w środowiskach monastycznych. Od dziesięcioleci przeżywa swój renesans, jest popularyzowana. W tym sposobie chodzi nie tyle o czytanie, co o modlitwę. Jest mi to bardzo bliskie, zwłaszcza od kilku lat. Pismo Święte jest okazją do modlitwy, czyli spotkania z Bogiem. Samo czytanie jest tylko punktem wyjścia. Klasycznym układem lectio divina są cztery kroki: lectio – czytanie; meditatio – rozważanie, a więc odniesienie tego do swojego życia, pytając siebie, co Pan Bóg chce mi przez dany tekst powiedzieć; oratio – chęć odpowiedzenia na usłyszane słowo, a więc modlitwa jako wypowiedzenie przed Bogiem tego, co zrodziło się w moim sercu; contemplatio – proste spojrzenie na Boga, trwanie w Jego obecności. Wtedy nie trzeba nic mówić ani też oczekiwać, że Bóg będzie mówił. Ważne, aby się Pisma Świętego nie przestraszyć. Ojciec Innocenzo Gargano powiedział kiedyś, że jeśli jakiś fragment jest dla ciebie za trudny, to nie czytaj go, tylko przejdź do innego. Zachęcam do przyjęcia jednej ogólnej zasady: przez lekturę Pisma Świętego módl się tak, jak umiesz. Nie kombinuj. Pozwól, aby słowo Boże cię prowadziło.


maciej.swigon@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama