Nowy numer 37/2021 Archiwum

Między szkołą a stocznią

Podobnie jak w Sierpniu ’80 wystarczyła iskra. Młodzi robotnicy zaskoczyli wszystkich – dyrekcję stoczni, lokalnych dygnitarzy PZPR, Lecha Wałęsę i liderów pomorskiego podziemia.

Wiosną 1988 r. Polskę, w tym także Wybrzeże, ogarnęła fala społecznych protestów. 2 maja zastrajkowała Stocznia Gdańska. I chociaż na czele protestu stanął były żołnierz Armii Krajowej, powstaniec warszawski, a także doświadczony opozycjonista, uczestnik Sierpnia ’80, pracownik stoczni inżynier Alojzy Szablewski, to nowa generacja młodych stoczniowców, a w kolejnych dniach także uczniowie szkół średnich i studenci byli głównymi inspiratorami i organizatorami strajku.

Wśród jego liderów należy wymienić m.in. Jana Staneckiego, Zbigniewa Stefańskiego, Jana Górczaka, Tadeusza Duffka i Jerzego Kwestorowskiego. „2 maja o godzinie 11.00 pod biuro projektowo-konstrukcyjne, w którym pracowałem, przyszło kilkuset robotników. Same młodziaki. Poprosili, żebym został przewodniczącym. Jak sami przyznali, chodziło o moje doświadczenie i autorytet, dzięki którym mógłbym poderwać pozostałą część załogi. Mimo wahań zgodziłem się. Należy też powiedzieć, że to oni byli motorem napędowym całego wydarzenia” – wspominał A. Szablewski, który stanął na czele 15-osobowego Komitetu Strajkowego.

Uczniowie ze stoczniowcami

Wśród postulatów protestujących znalazły się głównie żądania polityczne: przywrócenie legalnej działalności NSZZ „Solidarność”, powrót do pracy zwolnionych za aktywność związkową lub polityczną, nierepresjonowanie członków Komitetu Strajkowego oraz uwolnienie wszystkich więźniów politycznych. – Grupa młodych stoczniowców z J. Staneckim na czele obeszła zakład, obsadziła bramę główną i ogłosiła strajk z hasłem relegalizacji NSZZ „Solidarność” – wspomina tamten czas uczestnik strajku Piotr Semka.

Młodych stoczniowców od samego początku postanowiła wesprzeć gdańska młodzież. Jako pierwsza zareagowała Federacja Młodzieży Walczącej, wydając dwa dni po rozpoczęciu strajku specjalne oświadczenie do uczniów szkół średnich. „Nieudolna polityka władz prowadzi Polskę do ogólnej nędzy i bezprawia. Widząc to, robotnicy po raz kolejny postanowili zaprotestować. Rozpoczął się strajk, liczba strajkujących stale rośnie (…). My, młodzi, nie możemy pozostać obojętni wobec tych wydarzeń” – pisali, apelując jednocześnie: „Wzywamy wszystkich uczniów i młodzież pracującą do podejmowania niezależnych akcji wyrażających naszą solidarność ze strajkującymi. Niech każdy z nas weźmie chociażby pędzel do ręki i niech wszystkie mury naszych szkół, domów będą wyraźnym znakiem łączności ze strajkującymi i głosem oporu młodego pokolenia”. Nawiązując do treści apelu, FMW zapowiedziała na 5 maja przerwę milczenia w szkołach Trójmiasta. Informację przekazała dalej rozgłośnia Radio Wolna Europa.

Wydrukowanych zostało także kilkanaście tysięcy ulotek wzywających uczniów do solidarności ze strajkującymi, które były kolportowane zarówno w placówkach oświatowych, jak i na uroczystościach patriotyczno-religijnych, jakie z okazji 3 maja odbywały się w kościołach Mariackim i św. Brygidy w Gdańsku. Część członków niezależnych organizacji młodzieżowych postanowiła przedostać się również na teren stoczni i bezpośrednio wesprzeć robotników, zakładając strajkową poligrafię. – Szybko zaprzyjaźniliśmy się z młodymi robotnikami. Uważam, że spełniliśmy rolę pomostu pomiędzy nimi a członkami „starej opozycji”, których zdążyliśmy poznać w latach poprzedzających strajk – uważa P. Semka, który pomagał stoczniowcom w tworzeniu „Biuletynu Strajkowego”. – Młodzi liderzy strajku są dzisiaj praktycznie nieznani. A to właśnie oni obsadzili stoczniowe posterunki, musieli słuchać pogróżek lokalnych kacyków, znosić psychicznie pozorowane ataki ZOMO na stocznię. I w końcu to oni stworzyli specyficzny strajkowy folklor – dodaje.

Kangury i smerfy

Strajk wspierany był przez trójmiejską młodzież także z zewnątrz. Głównym ośrodkiem, w którym grupowali się przedstawiciele niezależnych organizacji, była plebania kościoła św. Brygidy w Gdańsku. O sytuacji panującej w świątyni pisał m.in. dziennikarz i reporter Wojciech Giełżyński: „Budzi się logistyczna baza strajku: pokój nr 4 w suterenie plebanii.

Złażą ze stołów, wychodzą spod stołów rozespane wyrostki i kruche blondyneczki, czołowy aktyw tajnych organizacji młodzieżowych. W Gdańsku jest ich mnóstwo, programy mają zróżnicowane, często sprzeczne, ale w momencie próby w kąt poszły pryncypialne różnice ideologiczne (...). Pół setki młodzieży i dzieci działa tu »na okrągło«, znacznie więcej dorywczo, urywając się ze szkoły”. Jednym z najważniejszych elementów działalności młodzieżowego punktu pomocy dla strajkujących było dostarczanie darów. Docierały one nie tylko z Pomorza, ale z całego kraju. Składały się na nie: pieniądze, odzież, żywność, koce, śpiwory, skarpety, kartki na mięso i benzynę, a nawet papierosy. W kościele odbywały się segregacja i podział na partie, które następnie przekazywane były przez kilkunastoletnich kurierów. Ci ostatni – dziewczęta i chłopcy ze szkół podstawowych i średnich – nie tylko dostarczali strajkującym artykuły pierwszej potrzeby, ale zapewniali im również komunikację ze światem zewnętrznym. Przekazywali informacje od rodzin i przyjaciół, przynosili pocztę oraz materiały poligraficzne.

Zdarzało się, że młodzi kurierzy wpadali w ręce ZOMO, co trzykrotnie skończyło się poważnym pobiciem. O roli, jaką odegrali młodzi ludzie podczas strajku majowego, świadczy reakcja robotników oraz zagranicznych mediów. Jeszcze w trakcie protestu na terenie stoczni wydane zostały specjalne dyplomy z podpisem Lecha Wałęsy: „Kochani! Dziękujemy w imieniu strajkujących pracowników Stoczni Gdańskiej im. Lenina. Bez Was byłoby nam o wiele trudniej. Mianujemy Was Mistrzami Świata w konkurencji przełamywania kordonów. Na pohybel smerfom!!!”. Praca młodzieży dostrzeżona została też przez zachodnie rozgłośnie radiowe relacjonujące wydarzenia na Wybrzeżu. Uczniowie łącznicy nazywani byli w audycjach „kangurami”. Za zaangażowanie poligraficzne oraz obsługę biura prasowego FMW od władz Solidarności otrzymała po zakończeniu strajków nowy powielacz, używany podczas kolejnego, sierpniowego protestu.

Młodzi robotnicy płakali

Strajk w Stoczni Gdańskiej zakończył się 10 maja 1988 roku. Przy pośrednictwie bp. Tadeusza Gocłowskiego oraz mecenasa Władysława Siły-Nowickiego wynegocjowany został kompromis gwarantujący spokojny wymarsz ze stoczni i brak represji („uczestnicy strajku i osoby wspomagające nie zostaną zatrzymane”) wobec strajkujących. Komitet Strajkowy podjął decyzję o zakończeniu protestu bez jakichkolwiek połowicznych porozumień. Wielu młodych robotników płakało.

– Smutno-gorzko żartowaliśmy, że strajk został stłumiony przy pomocy siły… Siły-Nowickiego – wspomina P. Semka. Ocena strajku przez młode pokolenie nie była jednoznaczna. Podkreślając fakt doraźnej porażki, wskazywano jednocześnie na „zdobycze” majowego protestu. „Stocznia jest dzięki niemu [strajkowi – przyp. aut.] znów najważniejszym punktem w kraju (…). Dzięki strajkowi obalono dwa mity. Pierwszy, że »Solidarność« nie istnieje, głoszony przez władze, a przyjmowany przez niektóre grupy opozycyjne (…). Drugi mit, że jeżeli stanie stocznia, to stanie cały kraj” – pisali redaktorzy „Solidarności. Pisma Regionu Gdańskiego”.

Zwracali jednocześnie uwagę na pojawienie się nowego pokolenia opozycjonistów i działaczy „S”. W podobnym tonie wypowiadali się członkowie FMW na łamach „Monitu”, zachęcając jednocześnie do dalszej aktywności na rzecz realizacji społecznych postulatów. Apel został wysłuchany. W drugiej połowie maja, a także w czerwcu i lipcu tysiące młodych ludzi uczestniczyły w cotygodniowych Mszach św. w intencji ojczyzny w kościele pw. św. Brygidy. Na ulicach odbywały się także organizowane przez młodzież antykomunistyczne wiece i demonstracje. Napięta atmosfera na Wybrzeżu, ale także w pozostałych częściach kraju doprowadziła do wybuchu kolejnej fali strajkowej, a w konsekwencji do rozmów w Magdalence i podpisania porozumień przy Okrągłym Stole.

Zarówno dla młodych robotników, jak i wspierających strajk członków organizacji młodzieżowych oraz uczniów szkół średnich to, co działo się wiosną i latem 1988 r., było doświadczeniem pokoleniowym, wyraźnie kształtującym późniejsze postawy i wybory. – My, którzy w 1980 r. staliśmy po drugiej stronie bramy stoczni, tym razem mieliśmy szansę wziąć udział w prawdziwej rewolcie, którą wzniecili wspaniali, ideowi, pełni zapału ludzie – podsumowuje P. Semka. • Jan Hlebowicz, historyk, publicysta, pracownik IPN Gdańsk, w latach 2012–2018 dziennikarz „Gościa Niedzielnego”. Rozmowa z Piotrem Semką na temat strajku majowego odbyła się przed jego chorobą (życzymy szybkiego powrotu do zdrowia). Pisząc artykuł, korzystałem z dokumentów pochodzących z Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej oraz prasy podziemnej, zgromadzonej w Archiwum Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”, a także Archiwum Europejskiego Centrum Solidarności.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama