Nowy numer 26/2022 Archiwum

Budowała most modlitwy

Siostra Urszula Napierska CMN była osobą nietuzinkową. Mimo różnych przeciwności, choroby i cierpienia z uśmiechem na twarzy prowadziła ludzi do Boga. O życiu niezwykłej zakonnicy, kandydatki na ołtarze, opowiada jej spowiednik ks. prał. Włodzimierz Zduński.

Ks. Maciej Świgoń: W jakich okolicznościach poznał Ksiądz s. Urszulę Napierską?

Ks. prał. Włodzimierz Zduński: Był rok 1988. Zostałem proboszczem parafii pw. Matki Bożej Bolesnej w Gdańsku przy ul. Głębokiej. Na pierwszej zmianie tajemnic Żywego Różańca przedstawiono mi Urszulę, założycielkę tej wspólnoty. Mieszkała z jedną starszą panią, która gdy dowiedziała się, że odmówiono jej życia zakonnego u sióstr pasterek i klarysek, przyjęła ją pod swój dach. Jako parafianka chętnie brała udział w różnych pielgrzymkach. Miała problemy z poruszaniem się. Pomagaliśmy jej wsiadać do autokaru. Mówiła wtedy: „Będę się trzymała blisko księdza proboszcza”. Cieszyła się z tych pielgrzymek. Zresztą gdy tylko ogłaszałem kolejną, ludzie pytali: „Czy pojedzie z nami pani Urszula?”. To świadczyło o tym, że było na nią duże zapotrzebowanie. (śmiech) Często w autokarze dawałem jej mikrofon. Mówiła w sposób bardzo prosty, a zarazem głęboki. Czasami nawet się zastanawiałem, skąd ona to bierze. Miała myśli trafiające do ludzi, którzy czekali na jej opowiastki. Często stawiali pytania, a ona odpowiadała. Potrzebowali jej obecności.

Później relacja Księdza z siostrą się zmieniła?

Kiedy otrzymała – w taki trochę cudowny sposób i na pewno wymodlony – mieszkanie w Nowym Porcie, zabrała ze sobą panią, z którą wcześniej mieszkała. Systematycznie raz, dwa razy w miesiącu przyjeżdżałem do nich razem z paniami z Żywego Różańca. Odprawiałem w domu Urszuli Mszę św. Wtedy przyjeżdżała też matka Róża, generalna Zgromadzenia Córek Maryi Niepokalanej. Czasami była również s. Ewelina, pasterka, przyjaciółka Urszuli. Przychodzili także sąsiedzi, wspaniali ludzie opiekujący się nią.

Mieszkanie s. Urszuli było otwarte dla wszystkich. Co było w niej takiego niezwykłego, że przyciągała do siebie ludzi?

Miała w sobie dużo ciepła. Chętnie słuchała innych. Ludzie, którzy mieli różne problemy, zwracali się do niej z prośbami o radę. A ona potrafiła w bardzo prosty sposób – dziecięcy, nie dziecinny – dodać siły, otuchy, naprowadzić na drogę relacji człowieka z człowiekiem, a co ważniejsze – człowieka z Bogiem. Urszula miała to do siebie, że gdy ktoś do niej mówił, gdy o coś ją poprosił, ona słuchała. Słuchała zawsze do końca, nie przerywała. Wówczas odpowiadała, pocieszała, radziła, co można zrobić, zawsze podkreślając ogromne znaczenie modlitwy. Była powiernikiem spraw między człowiekiem a Bogiem, a szczególnie między człowiekiem a Matką Bożą. Ona budowała most modlitwy powierniczej. Dla ludzi była apostołem w modlitwie, wielką orędowniczką i pomocą. Mówiła, że trzeba się zwracać do Pana Jezusa, a szczególnie do Jego męki. To było bardzo ważne, bo ona sama bardzo cierpiała. Modliła się za ludzi, ofiarowywała swoje cierpienie. Wielu osobom w ten sposób pomogła. Później z wdzięcznością wracali do niej. Wtedy zawsze zaznaczała, że pomogło nie to, co powiedziała, ale modlitwa, która ma potężną moc. Modliła się na siedząco, ponieważ nie mogła klęczeć. Nieustannie się modliła. Zawsze na stoliku, oprócz nici do szycia, miała różaniec, modlitwę do Siedmiu Boleści Matki Bożej i książeczki – pomoce do rozważania. Życie w mieszkaniu Urszuli było typowo klasztorne. Odbywało się jakby według klasztornej reguły, z uwzględnieniem stałych punktów dnia. Ponieważ była wcześniej w dwóch domach zakonnych, to do zasad swojego życia wybierała to, co uważała za najpiękniejsze i najtrudniejsze.

Do s. Napierskiej przychodzili też kapłani?

Zaznaczała, że księża są jej dziećmi, za których nieustannie się modli. Była apostołem modlitwy za kapłanów. Apostołem cierpiącym w intencji kapłanów. Odwiedzało ją sporo księży – starszych i młodszych, a także klerycy. Widzieli potrzebę spotkania się z nią. Ksiądz Edward Szymański z Trąbek Wielkich, ks. Gerard Borys z Mierzeszyna, ks. Kazimierz Szwabe byli jej przyjaciółmi. Księża co rusz przyjeżdżali do niej zamawiać ornaty, stuły, obrusy na ołtarz. Siostra świetnie haftowała i robiła to niedrogo. Księża jednak wiedzieli, ile jej praca jest warta. Szaty liturgiczne, które wyszywała siostra, były przepiękne, ręcznie wykonane. Robiła też sztandary dla szkół. Do tej pory w szkole na Miałkim Szlaku jest sztandar, który ona zrobiła. Za to też nie chciała dużo pieniędzy, bo mówiła, że robi to dla szkoły, dla dzieci.

Co dzisiaj nam, księżom, powiedziałaby s. Urszula?

Często powtarzała zdanie, które później cytowałem swoim wikariuszom czy chłopakom, którzy szli do seminarium: „Pamiętaj, że masz kolana”. Uważała to za sprawę fundamentalną. Pytała też księży: „Czy masz czas na zatrzymanie się? Czy masz czas dla Jezusa?”. Podkreślała też jedność: „Trzymajcie się razem, spotykajcie się”.

„Modlitwa za kapłanów to moja misja” – mówiła.

Modlitwa i cierpienie. To była jej misja. Dlatego miała do czynienia z szatanem. Nie przyznawała się do tego, ale też nie negowała. Gdy przyjeżdżałem, były momenty, że zastawałem ją podrapaną, jakby pobitą. To była nocna walka. Szatan nie dawał jej spokoju, bo wiedział, że jest potężną siłą, która ochrania kapłanów. To była kobieta, zakonnica, która poświęciła całe swoje życie w intencji księży. Swoją modlitwą broniła ich, żeby nie zeszli z kapłańskiego życia, żeby na tej drodze byli kapłanami. Modliła się również o powołania kapłańskie. Była apostołką kapłanów.

Siostra miała poczucie humoru?

Nie było spotkania, żeby ona nie powiedziała czegoś śmiesznego, pełnego humoru. Było to z zabarwieniem „teologicznym”. Jeden z jej dowcipów: „Proboszcz spotyka na cmentarzu swojego parafianina i pyta: »Panie Franciszku, co Pan tutaj robi?«. »Przyszedłem do żony, grób nawiedzić« – odpowiada. »A ile lat Pan liczy?« – pyta dalej proboszcz. »95«. »Panie Franciszku, czy opłaca się do domu wracać?«”. (śmiech) To nas rozbawiało, a potem wracaliśmy do głębszych tematów.

Podobno za życia mówiła, że będą o niej pisane książki.

Myślę, że miała prawo tak powiedzieć. Była doświadczana – miała stygmaty, walczyła z szatanem. Zapewne chciała, aby to, co przekazywała ludziom, nie poszło w niepamięć. W tym znaczeniu było to swoiste proroctwo, że przyjdzie moment, w którym inni dowiedzą się o jej życiu, że to wszystko ujrzy światło dzienne.

Jaka była recepta s. Urszuli na świętość?

Traktowanie Pana Jezusa na serio, poświęcanie czasu na osobowe spotkanie z Nim oraz silentium religiosum, czyli cisza, aby usłyszeć głos Boga. Żeby do mnie dotarło to, co Bóg chce mi powiedzieć.

Czy doświadcza Ksiądz wstawiennictwa s. Urszuli?

Kiedy ostatni raz się z nią widziałem i udzieliłem sakramentu namaszczenia chorych, powiedziałem jej z humorem, że chętnie bym się jej chorej nogi złapał i wtedy może bym się do nieba przesmyknął. I o jedno ją prosiłem – żeby pamiętała o mnie. Są takie momenty, kiedy patrzę na jej zdjęcie i modlę się: „Siostro, obiecałaś, a więc działaj”. Obiecała i słowa dotrzymuje. Doświadczam jej obecności nieraz. Myślę, że Kościół potrzebuje dzisiaj takich patronów jak ona.

Urszula Napierska

Urodziła się 16 lutego 1932 roku. Wstąpiła do klasztoru Zgromadzenia Sióstr Pasterek od Opatrzności Bożej w Jabłonowie Pomorskim 30 czerwca 1954 roku. W tym czasie otrzymała stygmaty. W 1964 r. odeszła z klasztoru sióstr pasterek i wstąpiła do sióstr klarysek w Bydgoszczy. 4 lata później została wydalona z Zakonu Mniszek Klarysek od Wieczystej Adoracji. Przyjechała do Gdańska. W 1998 r. została przyjęta do Zgromadzenia Córek Maryi Niepokalanej. 3 lutego 2000 r. w kaplicy szpitala na gdańskiej Zaspie złożyła warunkowe śluby wieczyste. Zmarła 3 listopada 2001 r. w opinii świętości. 14 września 2019 r. abp Sławoj Leszek Głódź ustanowił ks. dr. Łukasza Białka postulatorem postępowania beatyfikacyjnego s. Napierskiej na etapie diecezjalnym.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama