Nowy numer 3/2022 Archiwum

Swastyka czy krzyż?

Część niemieckich katolickich księży głosiła antyhitlerowskie kazania i otwarcie sprzeciwiała się nazistowskiej ideologii. Z powodu swojej postawy duchowni byli karani finansowo, aresztowani, bici, poniżani. Niektórzy stracili życie.

W październiku i listopadzie wspominamy księży katolickich – przedstawicieli przedwojennej polskiej elity – zamordowanych przez niemieckiego okupanta w ramach zbrodni pomorskiej 1939. Nie zapominajmy, że wśród ofiar hitlerowskiego reżimu byli także duchowni niemieccy.

Obraził Hitlera

Jednym z nich był ks. Johannes Paul Aeltermann, którego 82. rocznica śmierci przypada 22 listopada. Duchowny pracował jako wikary m.in. w Starogardzie Gdańskim, Tucholi, Lęborku. W 1912 r. został proboszczem parafii w Mierzeszynie. Prowadził szeroką działalność społeczną, zarówno dla swoich parafian – katolików Niemców, jak i okolicznych ewangelików.

Organizował akcje dobroczynne, rozmaite kursy czy opiekę lekarską. Znalazł się w ogniu krytyki ówczesnych polskich pism, m.in. „Pielgrzyma” czy „Naszej Gazety”. Na łamach prasy został oskarżony o „germanizowanie polskich dzieci”, „wrogi stosunek do ludności polskiej” i o to, że „nie chciał się uczyć języka polskiego, potrzebnego nieodzownie w polskiej diecezji”. Nie godząc się na stawiane zarzuty, ks. Aeltermann oskarżył o obrazę sześciu redaktorów. W warunkach zaboru pruskiego Polaków skazano łącznie na pięć miesięcy i tydzień więzienia. Już po utworzeniu Wolnego Miasta Gdańska, w latach 30., ks. Aeltermann znany był ze swoich antyhitlerowskich poglądów. W roku 1933, na tydzień przed wyborami do gdańskiego Volkstagu, opublikował 8-stronicową broszurę „Hakenkreuz oder Christenkreuz?” („Swastyka czy krzyż Chrystusowy?”). W publikacji kategorycznie odrzucał możliwość łączenia przez katolików politycznego poparcia dla nazistów z wiarą w Chrystusa. Protestował również przeciwko przymuszaniu dzieci do oddawania „partyjnego pozdrowienia partii nacjonalnych socjalistów Niemiec”. Dwa lata później został aresztowany przez władze nazistowskie za „obrazę Adolfa Hitlera”. Po tygodniu został zwolniony dzięki osobistej interwencji bp. Edwarda O’Rourke’a. Po wyjściu na wolność bojówkarze narodowosocjalistyczni zaatakowali plebanię ks. Aeltermanna, obrzucając ją kamieniami. Po wybuchu II wojny światowej ponownie został zatrzymany i trafił wraz z grupą ok. 60 Polaków do Nowego Wieca. Na krótko przed śmiercią modlitwą pocieszał współwięźniów. Duchowni, w tym kapłan niemiecki, zostali rozstrzelani jako ostatni. Wcześniej zmuszono ich do wykopania sobie grobu.

Onkel Bruno

W listopadzie obchodzimy także rocznicę śmierci innego „niemieckiego sprawiedliwego” – ks. Brunona Binnebesela. Przyszły kapłan urodził się w Tucholi, jednak większość życia był związany z Gdańskiem. Po maturze studiował teologię i filozofię. Jego rozprawa doktorska poświęcona była stanowisku dominikanów w kwestii Niepokalanego Poczęcia Maryi. Po otrzymaniu święceń kapłańskich pełnił posługę m.in. w Nowym Stawie oraz w gdańskich parafiach św. Brygidy, św. Józefa, Najświętszego Serca Jezusowego we Wrzeszczu. Kilka miesięcy przed wybuchem II wojny światowej został proboszczem w kościele św. Antoniego w Brzeźnie. Znany był ze swoich – wyrażanych publicznie – antyhitlerowskich poglądów. „Mój ojciec (...) był kuzynem wuja Brunona. Onkel Bruno, tak go nazywaliśmy w rodzinie. Tata został aresztowany podczas wojny, siedział w obozie Stutthof. Kiedy w lutym 1940 r. wracał z obozu, nie miał dokąd pójść. Jego ojciec już nie żył, matka musiała uciekać z Gdańska, jego bracia tak samo. Poszedł więc do wuja Brunona. Wtedy odbywały się takie wieczorki muzyczne, byli na nich oficerowie Wehrmachtu i Kriegsmarine. Na taki wieczorek trafił mój ojciec. Onkel Bruno wśród oficerów, którzy wtedy byli w Brzeźnie na jednym z takich wieczorków, zwracając się do mojego ojca, powiedział: »To jest to, co robi szowinizm, nacjonalizm i faszyzm z młodego człowieka«” – wspominał Józef Binnebesel, krewny duchownego. Ksiądz Binnebesel został aresztowany 3 listopada 1943 r. pod zarzutem słuchania zagranicznego radia i przekazywania usłyszanych informacji wiernym. Mimo zabiegów o uwolnienie, podejmowanych przez biskupa gdańskiego Carla Marię Spletta, Trybunał Ludowy (Volksgerichtshof) w Berlinie skazał kapłana na karę śmierci za „osłabianie ducha obrony narodu niemieckiego”. Wyrok wykonano przez ścięcie.

Pójdę z kolegami

20 października 1939 r. oddziały SS i miejscowego Selbstchutzu zatrzymały kapitułę diecezji chełmińskiej oraz profesorów seminarium i Collegium Marianum. Wśród aresztowanych był 67-letni Niemiec ks. Walter Schütt, kanclerz kurii, wykładowca języka niemieckiego. Otrzymał szansę zwolnienia, ale zdecydował się towarzyszyć polskim kapłanom, których określił mianem „braci”. „Księdza to nie dotyczy” – usłyszał w pewnym momencie od esesmana. „Pójdę z moimi kolegami. Będę z nimi dzielił ich los” – miał odpowiedzieć. Duchownych ograbiono z zegarków, portfeli, zabrano im dokumenty. Następnie popędzono, bijąc kolbami i pejczami oraz szczując psami w rejon dworca kolejowego w Pelplinie. Załadowano na „czarną krowę”, czyli więźniarkę, i przewieziono na teren koszar w Tczewie. Tam poddano ich torturom. Potem rozstrzelano. Jednym z zabitych był ks. Schütt.

Starszy ksiądz również oberwał...

Najwyższym wymiarem kary wobec niemieckich kapłanów otwarcie sprzeciwiających się nazistowskiej ideologii była śmierć. Nie można jednak zapominać o duchownych, których za konsekwentną antyhitlerowską postawę spotykały – jeszcze przed wybuchem II wojny światowej – liczne szykany i represje. W grupie księży, których praca duszpasterska została negatywnie oceniona przez nazistowskie władze, znalazł się m.in. Johannes Wohlert, pierwszy katolicki proboszcz w Pruszczu Gdańskim, dziś postać niemal całkowicie zapomniana. W 1937 r. duchowny wygłosił kazanie, które policja gdańska uznała za obraźliwe dla organizacji Hitlerjugend. Z tego powodu kapłan został skazany na karę grzywny w wysokości 300 guldenów. Został aresztowany przez hitlerowców, miał liczne rozprawy sądowe, skazywano go na kolejne wysokie grzywny. Rok później musiał zapłacić karę (tym razem 1000 guldenów) za wygłoszenie homilii rzekomo wrogiej wobec członków NSDAP. Jak relacjonował Alojzy Makurath, działacz Polonii Gdańskiej, przed wojną dyżurny ruchu Polskich Kolei Państwowych na stacji Pruszcz, w nocy z 29 na 30 sierpnia 1939 r., kiedy bito na peronie Polaków, „starszy wiekiem ksiądz niemiecki z [pruszczańskiej] parafii również oberwał przy okazji, gdyż hitlerowcy mieli i do niego pewne pretensje”. Duchownym tym był ks. Wohlert, liczący wówczas 54 lata.

Dwa lata po rozpoczęciu działań wojennych pruszczański proboszcz, borykający się z problemami zdrowotnymi, przeszedł na emeryturę. Na prośbę bp. Spletta, pełniącego również funkcję administratora apostolskiego diecezji chełmińskiej, niemiecki duchowny objął parafię w Dąbrówce pod Kamieniem Krajeńskim. Podjął tam aktywną pracę duszpasterską, ucząc się języka polskiego. Często łamał niemieckie zakazy, spowiadając po polsku, co groziło surowymi konsekwencjami. „Po zakończeniu działań wojennych miejscowi Polacy zeznali, że kapłan był przychylnie do nich nastawiony (...). Był jednym z nielicznych Niemców, którzy swoją postawą zdobyli szacunek Polaków”. W Dąbrówce ks. Wohlert pracował jako kapłan przez dwa lata po zakończeniu wojny. W 1947 r., na mocy decyzji władz komunistycznych, został deportowany z Polski do Niemiec. Zamieszkał w miejscowości Neuss am Rhein, gdzie zmarł 23 maja 1953 roku. Pierwszego od czasów reformacji proboszcza pruszczańskiego spotkał los wygnańca tylko dlatego, że był Pomorzaninem narodowości niemieckiej. Jako duchowny Kościoła katolickiego, pełniący swoją misję w trudnych czasach reżimu narodowosocjalistycznego, troszczył się o parafian bez względu na ich narodowość.


Pisząc artykuł, korzystałem z opracowań: Tomasza Cerana „Inni Niemcy. Pozytywne zachowania Niemców w czasie Zbrodni Pomorskiej w 1939 roku”, własnej – „Ks. Johannes Wohlert, ks. Józef Dydymski, ks. Józef Waląg – duchowni katoliccy Pruszcza (Gdańskiego) w kleszczach dwóch totalitaryzmów – nazizmu i komunizmu (1933–1989)” oraz „Johannes Paul Aeltermann – oskarżyciel polskich redaktorów” Grażyny Gzelli.
Jan Hlebowicz, historyk, publicysta, pracownik IPN Gdańsk, w latach 2012–2018 dziennikarz „Gościa Niedzielnego”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama