Nowy numer 25/2022 Archiwum

Wciąż słyszę te strzały

Film „Grudniowe taśmy” Wojciecha Jankowskiego to jeden z najbardziej znanych materiałów archiwalnych, przedstawiających masakrę robotników na Wybrzeżu w 1970 roku. Włodzimierz Dembicki, pracownik gdańskiego oddziału TVP, rejestrował wówczas dźwięk dziejących się wydarzeń. Wspomnienia tamtych dni towarzyszą mu do dziś.

– Filmowaliśmy głównie zniszczone sklepy i nagrywaliśmy relacje przerażonych ludzi. Byli to jakiś stróż, kierowniczka sklepu. Wszyscy mówili o hordach młodych ludzi niszczących sklepy. Dopiero w dalszym ciągu nocy, gdy dojechaliśmy na zdjęcia do stoczni i nas wpuszczono, dowiedzieliśmy się o strajku, o żądaniach robotników. Panował ogromny chaos informacyjny. A następnego dnia na własne oczy zobaczyliśmy bunt robotników w Gdańsku. Paliły się komitet wojewódzki, dworzec. My robiliśmy swoją robotę – mówi telewizyjny dźwiękowiec. Wojciech Jankowski konkluduje relacje filmowane i nagrywane z robotnikami w ten sposób: – Wszedłem między nich. Włodek uruchomił magnetofon. Wziąłem mikrofon do ręki. Rozpoczęliśmy rozmowę. Zrozumiałem, że ich manifestacja jest nie kierowana – spontaniczna, że oczekują na coś – że sami nie wiedzą, co dalej zrobić. Byli bezradni, zrozpaczeni. Bez sztabu, bez przywódców – bez jakiejkolwiek organizacji. Bezwolni – oddani na pastwę przypadku i tym bardziej zacięci, zdesperowani, gotowi walczyć bez względu na rezultaty – do końca. „Nie jesteśmy przeciwko socjalizmowi. Jesteśmy przeciwko tym formom sprawowania władzy, które doprowadziły nas do nędzy” – mówił młody robotnik. „To nie my rozbijaliśmy sklepy” – odcinali się robotnicy od wcześniejszych wydarzeń. Tak było w tym miejscu miasta. Kilka ulic dalej panował zupełny spokój. Wojciech Jankowski zanotował: „Życie toczyło się normalnie – jak dwa dni temu przed tygodniem. Skończyliśmy zdjęcia. Poszliśmy do małej kawiarni na pączki. Świeże pączki”.

Dźwięki

W środę 16 grudnia W. Dembicki znalazł się przed stocznią. – Nie udało mi się z inną ekipą zrealizować materiału. Wojskowi nas przegonili. Mówili, że to dla naszego dobra, dla ratowania zdrowia i życia. Próbowałem dyskutować, ale bezskutecznie. Odpuściliśmy. Dopiero następnego dnia miałem się przekonać, o co im chodziło – mówi dźwiękowiec. Wczesnym rankiem 17 grudnia w rejon stacji Gdynia Stocznia nadjeżdżały kolejne pociągi przywożące coraz to nowe grupy pracowników – mimo że przez dworcowe megafony, a od godziny 5.15 również przez ustawiony przy rondzie u zbiegu ulic Polskiej, Czechosłowackiej i Marchlewskiego wojskowy gigantofon informowano, iż stocznia jest zamknięta. Robotnicy zachęceni apelem wicepremiera Stanisława Kociołka udawali się właśnie w tę stronę. Mniej więcej w tym samym czasie niedaleko od blokady rozlokowała się ekipa telewizji. Było za ciemno, by filmować, więc tylko dźwiękowiec W. Dembicki włączył magnetofon i nagrał dochodzące wtedy dźwięki. – Leżeliśmy pod betonowym murem. Wojtek uznał, że jest za ciemno, ale kręcił przez jakąś dziurę. Ja wystawiłem rękę z mikrofonem. Wojtek huknął na mnie: „Schowaj tę rękę, bo ci ją odstrzelą, a wtedy twoja matka mnie zabije”. Wysunąłem mikrofon, ile się dało. Do dziś pamiętam te dźwięki. Huk wystrzałów z armaty, chyba w czołgu. A potem kanonadę. Serie z karabinów maszynowych. W głowie słyszę strzały – pojedyncze i seryjne, głos syren pogotowia, zapowiedzi z dworcowych megafonów. Potem to skandowanie tłumu: „Mordercy, mordercy!” – wspomina W. Dembicki. Ekipa wycofała się z tłumem ludzi do centrum Gdyni. – Tu z okien mieszkania nakręciliśmy te najbardziej rozpoznawalne sceny materiału: pochód ludzi, zakrwawiony polski sztandar, niesiony na drzwiach zamordowany mężczyzna. Potem strzały w okolicach stacji Gdynia Wzgórze św. Maksymiliana – dodaje W. Dembicki. Materiał filmowy ekipa wywołała w Sopocie, jak zwykle. Pokazano go w telewizji. Przesłano do Warszawy. 17 grudnia 1970 r. ekipa filmowała na ulicach Gdyni z nadzieją, że materiał wieczorem zostanie zaprezentowany w telewizji. Tak się jednak nie stało – film zniknął. Prawie 20 lat przeleżał w MSW. Dopiero wiosną 1990 r. został zwrócony telewizji i wtedy W. Jankowski i W. Dembicki mogli dokończyć swój wstrząsający dokument. Znalazło się w nim, obok materiałów filmowych, owo poruszające nagranie magnetofonowe z wczesnego czwartkowego ranka w pobliżu stacji Gdynia Stocznia.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama