Nowy numer 21/2022 Archiwum

40 okrążeń Ziemi

Gdańska fundacja „Pan Władek” świętuje 25 lat istnienia. Powodów do radości jest wiele: to tysiące osób do których dotarła pomoc, rozdana żywność warta setki milionów złotych i niepoliczalna liczba uśmiechów od obdarowanych.

Są tylko we dwoje – Maria i Władysław Ornowscy. Fundację Pomocy Społecznej na rzecz Dzieci „Pan Władek” założyli na początku lat 90. Wtedy bieda w Polsce nie tylko piszczała, ale też nie pozwalała na zwykłą egzystencję rodzin. Chcieli dotrzeć z pomocą, szczególnie do najmłodszych. Od tego czasu dokarmiają, ubierają ludzi, meblują ich mieszkania i organizują kolonie dla dzieci. Razem ze znajomymi zbudowali i wyposażyli kilka domów, gdy wielodzietnym rodzinom groziło życie na ulicy. Ich fundacja to biuro w mieszkaniu w gdańskim bloku i dostawcze samochody, które towarzyszą im w pracy. – Niebieski przejechał ponad 560 tysięcy kilometrów, a ten jeździ już z nami od prawie 4 lat. Na liczniku ma 210 tysięcy. Przez te ćwierć wieku nabiliśmy na licznikach wszystkich naszych pojazdów 1,6 mln kilometrów czyli okrążyliśmy Ziemię niemal 40 razy. O to, ile ton żywności rozwieźliśmy, proszę mnie nie pytać – mówi pan Władek.

Zwykły dzień, codzienna pomoc

Przez lata łączyli pracę zawodową z niesieniem pomocy. Maria Ornowska pracowała w gdańskim sanepidzie. Kiedy kończyła codziennie pracę, Władek od rana był już w trasie, odbierał żywność, rozwoził ją, dogrywał kolejne szczegóły. Na pokładzie samochodu miał i ma codziennie coś innego: są placki ziemniaczane wprost z fabryki, kartony z parówkami, a oprócz ananasów i bananów są też inne cytrusy. Kiedy był w drodze do podopiecznych fundacji, udawało mu się np. telefonicznie uzgadniać detale dostaw z wielką firmą spożywczą. Pod jego magazyn wysyłano następnego dnia tira z ciastami w proszku, galaretkami, kisielami i budyniami, które były świątecznym prezentem dla fundacji. W Trójmieście od lat wiadomo, że jak jest jakaś żywność, to pan Władek tak ją rozda, że nic się nie zmarnuje. Poza tym swoim podopiecznym fundacja przywozi meble, lodówki i pralki.

Marysia i Władek, bo tak się o nich mówi, sami znajdują swoich podopiecznych. – Nasza pomoc trafia nie tylko na teren województwa pomorskiego, ale także do zachodniopomorskiego czy warmińsko-mazurskiego, zdarza się też wspomóc osoby w Bieszczadach czy na Dolnym Śląsku – wylicza pan Władek. Pani Marysia dodaje, że podopiecznymi nie tylko były dzieci i ich rodziny. Dziś pomoc trafia też do seniorów, których fundacja dołączyła do grona osób objętych wsparciem. – Działające programy socjalne, szczególnie 500+ zmieniły sytuację wielu rodzin, którym pomagamy. Gdyby uruchomiono je szybciej, nie byłoby takiej biedy. I pewnie 16-osobowa rodzina, której pomagaliśmy przez lata, żyłaby godnie nie tylko z pracy ojca, ale też skutecznej pomocy państwa. Staramy się docierać głównie na wiejskie tereny, bo tam sytuacja rodzin bywa ciężka. Ale nie ma na biedę reguły. Chodzi swoimi drogami i często zaskakuje znienacka, nawet tych, którym dobrze się wiodło – dodaje pan Władek.

W rozpoznaniu potrzeb pomagają fundacji pracownicy socjalni, mieszkańcy, szkoły, ale też Kościół, który zna sytuację swoich wiernych. Wielokrotnie kapłani wskazywali Marysi i Władkowi konkretne rodziny, którym można było pomóc.

Fundacja od lat pozostaje wierna zasadzie nieprzyjmowania pieniędzy. W swoich działaniach Ornowscy obchodzą się właściwie bez gotówki. – Wiele razy proponowano nam, że firmy pomogą zbierać pieniądze, ale za obsługę będą chciały jakiś procent dla siebie. Nie zgodziliśmy się na to. Nie można zarabiać na biedzie – opowiada mężczyzna.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama