Nowy numer 25/2022 Archiwum

Jakub mi pomógł!

W Roku Świętym Compostelańskim Wojciech Rożek wyruszył z Gdyni do Santiago de Compostela. Pielgrzymka zajęła mu niespełna sześć miesięcy. Całą drogę przebył pieszo, pokonując 4310 km. W ten sposób uczcił swoje 50. urodziny.

Był rok 2014. Po lekturze książki „Pielgrzym” i obejrzeniu filmu o camino Wojciech Rożek postanowił zmienić dotychczasowe życie. – Nigdy wcześniej nie chodziłem na żadne pielgrzymki. Dopiero moja partnerka namówiła mnie, byśmy razem wyruszyli na szlak jakubowy. Pierwszą wędrówkę odbyliśmy wspólnie trasą Camino Frances. Wtedy akurat zmieniałem pracę i miałem dużo wolnego czasu – mówi mężczyzna. To był początek jego przygody z camino.

– Atmosfera panująca na szlakach bardzo mi się spodobała. Odkryłem, że poprzez pielgrzymowanie zbliżam się do Boga i innych ludzi. Czuję się także lepszym człowiekiem, wrażliwszym na wszystko, co mnie otacza. Camino daje również poczucie wolności. Dlatego zacząłem chodzić kolejnymi Drogami św. Jakuba w Europie i Polsce. Przeszedłem dwoma wariantami Camino Portugues. Byłem też na Camino Primitivo. Trzy lata temu wędrowałem z Lourdes trasą Camino del Norte. W Polsce przeszedłem Pomorską Drogą św. Jakuba z Braniewa do Szczecina oraz szlak Camino Polaco – tłumaczy W. Rożek.

Historyczne wyjście

W Roku Jakubowym mężczyzna zdecydował się wyruszyć do Santiago de Compostela ze swojego domu z Gdyni. – Na pierwszym moim camino dowiedziałem się, że w roku moich pięćdziesiątych urodzin przypada Rok Święty Compostelański. Pomyślałem, że fajnie byłoby te dwa święta uczcić w jakiś niecodzienny sposób. Im więcej pielgrzymowałem, tym bardziej przekonywałem się do tego, by odbyć prawdziwe camino, jak czynili to kiedyś pątnicy. Przed wyruszeniem na szlak spisywali testament, spowiadali się, godzili się z najbliższymi i ruszali w trasę. Chciałem przeżyć to samo – podkreśla Wojciech. Trasa z Polski do Santiago wynosi ponad 4000 km. Pielgrzym rozpoczął więc przygotowania.

– Wiadomo, że kiedy chce się wyruszyć na tak długo, trzeba zadbać o finanse, a także mieć sporo wolnego czasu, co nie jest proste, gdy się pracuje – zaznacza. – Kiedy chodziłem Drogami świętego Jakuba po Polsce, często korzystałem z informacji na temat szlaku i noclegów od lokalnych grup oraz Bractw św. Jakuba. Po powrocie z jednej z pielgrzymek zacząłem szukać podobnej grupy na Pomorzu. Natrafiłem na Gdański Klub Przyjaciół Pomorskiej Drogi św. Jakuba i zacząłem przychodzić na spotkania. Okazało się, że od stycznia 2020 r. w archidiecezji gdańskiej są organizowane Spacery ze św. Jakubem. Przeszedłem z Gdańska do Lęborka i wtedy ostatecznie postanowiłem wyruszyć do Santiago – mówi Wojciech. – Chciałem, aby była to pielgrzymka dziękczynna za to, co mam. W drodze modliłem się też o ustanie pandemii oraz w intencjach powierzonych mi przez znajomych i spotkanych ludzi. 13 maja obchodziłem 50. urodziny, a dzień później wyruszyłem w drogę – dodaje.

Pomocnicy od apostoła

Pielgrzym planował iść przez Pragę, jednak z powodu obostrzeń w Czechach i konieczności odbycia obowiązkowej kwarantanny nie chciał tracić czasu. Ostatecznie zdecydował, że pójdzie przez Niemcy, gdzie jest bardzo dobrze przygotowana trasa i infrastruktura noclegowa. W Görlitz zaczyna się Ekumeniczny Szlak Pątniczy. Zależało mu, aby cały czas iść drogami św. Jakuba. W Niemczech spotkały go różne przygody. – Po niemiecku znam tylko trzy słowa, a tam miejscami dla pielgrzymów opiekują się przeważnie osoby starsze, które nie mówią po angielsku. Pojawiła się bariera językowa. Kiedy dzwoniłem, aby umówić się na nocleg, często po pierwszych moich słowach odkładano słuchawkę. Wówczas z pomocą przychodzili mi młodzi ludzie, których spotykałem na trasie. Dzięki nim miałem gdzie spać – wspomina W. Rożek. Po kilku dniach wędrówki spotkał dziewczynę, która mówiła po angielsku i również szła Drogą św. Jakuba.

– Przez 10 dni pielgrzymowaliśmy razem i to ona organizowała noclegi. Kiedy zakończyła drogę, jeszcze miesiąc szedłem przez Niemcy. Gdy nie mogłem załatwić sobie noclegu, ona nadal mi pomagała. Była dla mnie wsparciem. Kiedy dzwoniłem do domu, mówiłem, że św. Jakub zesłał mi pomocnika. Była pierwszym i ostatnim pielgrzymem, którego spotkałem, idąc przez ten kraj – wspomina Wojciech. Pewnego razu, kiedy odpoczywał na ławce, spotkał rowerzystę. – Zobaczył, że na plecaku miałem muszlę. Zatrzymał się, przedstawił i powiedział, że też pielgrzymował kiedyś do Santiago. Opowiedziałem mu swoją historię. Wtedy przyznał, że on też chciałby wyruszyć kiedyś z domu, ale obowiązki mu na to nie pozwalają. Zapytał, czy potrzebuję jakiejś pomocy. Odpowiedziałem, że mam wszystko. Podałem mu miejsce noclegu i rozstaliśmy się – opowiada.

Gdy Wojciech przyszedł do pensjonatu, rozpakował się, wykąpał i poszedł na zakupy. – Kiedy wróciłem ze sklepu, pod drzwiami leżała koperta. Myślałem, że to faktura za pensjonat. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że był to list od poznanego wcześniej rowerzysty. Opisywał, że cieszy się z naszego spotkania, że przypomniały mu się czasy, gdy sam pielgrzymował. Wiedział, że przede mną długa droga i chciał mnie wspomóc, mieć w mojej pielgrzymce swoją cegiełkę. W kopercie było 100 euro. To mnie bardzo zaskoczyło – podkreśla W. Rożek. Na trasie pojawiły się również trudniejsze momenty. – Przed wyjściem z domu przygotowałem trzy pary rozchodzonych butów, które kolejno przysyłano mi na szlak. Jednak przy każdej zmianie pojawiały się problemy z pęcherzami, bólami bioder, mięśni. Mało było dni bez bólu. Jeśli mnie coś nie bolało, to się martwiłem. (śmiech) W Niemczech i we Francji pogoda dała się we znaki. Szczególnie uciążliwe były ulewne deszcze. Do telefonu dostała się wilgoć i przez pięć dni nie miałem kontaktu z bliskimi. Trudniejsze sytuacje przyjmowałem z pokorą. Wtedy myślałem, że jeżeli Jakub chce, żebym przyszedł do Santiago, to mi pomoże. Zawierzyłem siebie Bogu i oddałem się opiece św. Jakuba. Mimo różnych przeciwności nigdy nie rozważałem przerwania pielgrzymki – zaznacza.

Najważniejsza droga

15 października o 10.41 Wojciech zameldował się na placu przed katedrą św. Jakuba. – Byłem bardzo szczęśliwy. Łzy ciekły ciurkiem. Czułem radość, że tego dokonałem, a jednocześnie smutek, że przygoda się już kończy – mówi. Dodaje, że camino jest dla niego jedną z najważniejszych i najpiękniejszych dróg w życiu. – Mimo trudu i zmęczenia z każdym kilometrem człowiek staje się lepszy, silniejszy. Sam widzę, jak się zmieniłem. Na camino można również poznać historię naszej wiary. Dzięki pielgrzymowaniu uświadomiłem sobie, jak niewiele potrzeba do szczęścia. Często wracam myślami do miejsc i ludzi, których spotkałem. Niekiedy tęsknię za szlakiem – podkreśla W. Rożek.

Czy po spełnieniu swojego największego marzenia kończy z pielgrzymowaniem? – Absolutnie nie! Jeśli będę miał zdrowie i możliwości, może wybiorę się na Camino via de la Plata albo Camino di Assisi – odpowiada. – Kiedy pojawia się myśl o wyruszeniu w drogę, nie należy się zastanawiać. Trzeba iść, zobaczyć, doświadczyć wszystkiego samemu. To jest droga w głąb siebie. Na camino można otrzymać dużo bezinteresownego dobra. Namawiam każdego, kto zadaje sobie pytanie, czy warto chodzić Drogami św. Jakuba. Wielu ludzi, którzy nigdy nie pielgrzymowali, również niewierzących, pytało mnie o doświadczenia z drogi. Udało mi się namówić dwie osoby do wyruszenia na pątniczy szlak. A gdy wrócili, powiedzieli, że zbierają już pieniądze na następną pielgrzymkę – mówi Wojciech Rożek.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama