Nowy numer 20/2022 Archiwum

Więcej niż ludobójstwo?

7 lutego w sieci wystartował nowy portal polskahekatomba.pl. O projekcie, jego twórcach i użytym w tytule terminie mówi dr hab. Daniel Wicenty.

Jan Hlebowicz: Polska Hekatomba, czyli…

dr hab. Daniel Wicenty: Zależy, o co Pan pyta. O stowarzyszenie, stronę internetową czy o samo pojęcie.

Zacznijmy od początku. Od stowarzyszenia.

Zawiązało się mniej więcej dwa lata temu w Gdyni pod tą właśnie nazwą. Wśród założycieli znaleźli się przede wszystkim mieszkańcy Gdyni i Gdańska, głównie akademicy oraz przedsiębiorcy. Zarząd stowarzyszenia tworzą Maciej Adamczyk, Tomasz Stachura i Daniel Wicenty, a więc odpowiednio właściciel kancelarii prawnej, przedsiębiorca i socjolog. Od tego czasu zaczęliśmy także prowadzić prace nad stworzeniem portalu internetowego, który pokazywałby ideę Polskiej Hekatomby w czytelny i nowoczesny sposób, ale dawałby także możliwość podjęcia współpracy z różnymi organizacjami, środowiskami, samorządami.

Jakie cele sobie stawiacie?

Można je sprowadzić do jednego, najważniejszego. Chcielibyśmy, aby termin „polska hekatomba” wszedł do obiegu publicznego. Chcemy, aby posługiwali się nim zwykli ludzie, dziennikarze i naukowcy. Kryją się tu więc działania edukacyjne, upowszechniające i propagujące. Chcemy także, aby do zgromadzonej już wiedzy o różnych konkretnych zbrodniach, o których każdy może przeczytać na portalu polskahekatomba.pl, dokładać nowe cegiełki. Sama strona pewnie także będzie się rozwijać w przyszłości. Zamierzamy też nawiązać współpracę z wszystkim tymi podmiotami, które zajmują się upamiętnianiem polskich ofiar w czasie II wojny światowej.

Co właściwie kryje się pod terminem, który, jak sam Pan przyznaje, powinien wejść do publicznego obiegu?

Szukaliśmy takiej nazwy, która w możliwie skuteczny sposób wskazywałaby na problem ofiar polskich w czasie II wojny światowej. Termin ten pojawił się już w przestrzeni publicznej – kilka lat temu redakcja tygodnika „Do Rzeczy” zorganizowała konferencję „Polska hekatomba i walka z polonofobią”. Mając inne propozycje, uznaliśmy, że ta jest najlepsza.

Sami jednak – czy to w publicznych wypowiedziach, czy na portalu – odwołujecie się do pojęcia „ludobójstwo” w ujęciu polskiego prawnika żydowskiego pochodzenia Rafała Lemkina. Obejmuje ono celowe wyniszczanie narodów, grup etnicznych, religijnych lub rasowych zarówno poprzez fizyczne mordowanie, jak i przymusową sterylizację, represyjne warunki życia bądź rabunek dzieci. Może należało więc pozostać przy tej nazwie…

Ludobójstwo jest przede wszystkim terminem naukowym i prawnym. Pojęcie, które proponował Rafał Lemkin, świetnie oddaje różne aspekty działań ludobójczych. Niemniej jednak z punktu widzenia wywołania zaciekawienia, poruszenia czy różnych skojarzeń myślowych ma ono taki feler, że jest zbyt abstrakcyjne. „Polska hekatomba” jako termin ma jedną zasadniczą zaletę – jego rdzeń, słowo „hekatomba”, brzmi tak samo w różnych językach, nie ma też żadnych polskich znaków diakrytycznych. Wymówienie tego sformułowania nie powinno zatem stwarzać problemu cudzoziemcom. Po drugie, nowy termin był potrzebny, aby móc objąć nim w możliwie pełny sposób wszystkie przejawy zbrodni i ludobójstw, jakich wobec obywateli II RP dopuściły się w czasie II wojny światowej nazistowskie Niemcy i sowiecka Rosja. Do tej pory wśród naukowców, publicystów i zwykłych obywateli dyskusje i rozmowy toczą się wokół pojedynczych zbrodni czy ludobójstw: Katynia, Wołynia, różnych zbrodni niemieckich. Tymczasem brakowało pojęcia, które całościowo oddawałoby doświadczenie Polaków w czasie II wojny światowej jako ofiar – głównie dwóch totalitaryzmów. To są doświadczenia śmierci, czasem strasznej, ale też wywózek, brutalnych przesiedleń oraz terroru. Ujmę to tak: dostrzegano pojedyncze drzewa, nie widząc całego lasu. Jedno pojęcie daje zatem szansę na skupienie dyskusji o tym tragicznym doświadczeniu Polaków, ale też różnych działań wszystkich tych, którzy w taki czy inny sposób chcą o nim pamiętać.

Polska Hekatomba ma być „naszą” odpowiedzią na Holokaust?

Z kilku oczywistych względów odpowiedź brzmi: nie. Przede wszystkim dziś w upamiętnianie i upowszechnianie wiedzy o zagładzie Żydów zaangażowane są bardzo różne podmioty i środowiska, w tym państwa, organizacje obywatelskie, które działają już od kilkudziesięciu lat. Trzeba więc mieć świadomość olbrzymiej dysproporcji, jeśli chodzi o możliwość działania. Jesteśmy lokalnym stowarzyszeniem, z ograniczonymi środkami finansowymi (podkreślę, że wyłącznie prywatnymi), działamy społecznie. Poza tym Holokaust dotyczy ludobójstwa jednej konkretnej grupy, zaplanowanego i przeprowadzonego przez Niemców. Polska Hekatomba odnosi się tu do dużo bardziej różnorodnych doświadczeń wszystkich obywateli II RP, ale też do różnych sprawców, różnych modus operandi. Sądzę, że m.in. z tych powodów Polska Hekatomba ma wyraźnie inkluzywny charakter – nie różnicujemy ofiar ze względu na pochodzenie etniczne, religijne itd.

Czy Polska Hekatomba nie powiela pracy, zadań, misji instytucji o dużo większych możliwościach finansowych, organizacyjnych, promocyjnych, m.in. Instytutu Pamięci Narodowej, Instytutu Pileckiego, Muzeum Auschwitz, Muzeum Stutthof?

Do tych różnych instytucji dodałbym także Muzeum Martyrologii Wsi Polskiej. Oczywiście, w pewnej mierze powielamy te działania. Przy tym korzystamy z ogólnodostępnej wiedzy i zawartości portalów tematycznych, tworzonych przez te organizacje. Bardzo dobre portale tematyczne i infografiki tworzy IPN, świetne zasoby cyfrowe udostępnia Instytut Pileckiego. Niemniej, co jest najważniejsze, żadna z tych instytucji nie zajęła się ogółem tragicznych doświadczeń Polaków jako ofiar w czasie II wojny światowej. Tym bardziej potrzebna jest Polska Hekatomba. Poza tym są to wyłącznie instytucje państwowe w całości bądź w dużej części finansowane przez państwo. Stoimy na stanowisku, że istnieje też życie poza państwem. Że istnieje przestrzeń dla czysto oddolnych, społecznych inicjatyw. Nie wchodzimy zatem sobie w paradę, myślę raczej, że docelowo może być to przykład udanej synergii.

7 lutego portal oficjalnie zainaugurował działalność. W Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni miały miejsce prelekcje i panele dyskusyjne. Całość jest do obejrzenia w sieci. Jednak prace nad stroną internetową trwały od kilkunastu miesięcy. Co już udało się zrobić?

Powtórzmy adres strony: polskahekatomba.pl. Zachęcam wszystkich czytelników „Gościa Niedzielnego” do jej odwiedzenia. Portal w tym momencie dzięki interaktywnej mapie rejestruje ponad 3,5 tys. miejsc, w których dokonywano zbrodni. W odniesieniu do pewnej części (na mapie punkty te mają czerwony kolor) można także znaleźć konkretną notatkę, zawierającą najważniejsze informacje dotyczące miejsca, sprawców, okoliczności oraz naukową bibliografię. Uzupełnianie treści strony o nowe notatki będzie w przyszłości jednym z ważniejszych zadań. Strona posiada także prostą wyszukiwarkę, pozwalającą na odnajdywanie informacji przez hasła, np. nazwiska lub nazwy miejscowości. Przykładowo hasło „Gdynia” otwiera 9 różnych rekordów dotyczących m.in. zbrodni w Piaśnicy czy lokalizacji aresztów Gestapo na Pomorzu. Strona pozwala dotrzeć do konkretnych miejsc zbrodni także przez zakładkę „Hekatomba na osi czasu”, która porządkuje różne zbrodnie hasłowo i chronologicznie. Dr Jan Hlebowicz, historyk, publicysta, pracownik IPN Gdańsk, w latach 2012–2018 dziennikarz „Gościa Niedzielnego”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama