Nowy numer 39/2022 Archiwum

Twardo chodzi po ziemi, a patrzy w górę

– Skromny, cichy, pracowity, inteligentny, nie szuka sławy. Bóg i drugi człowiek są dla niego na pierwszym miejscu – tak o swoim przyjacielu bp. Piotrze Przyborku mówi ks. Krzysztof Terepka.

Biskup Piotr Przyborek jest drugim synem Jana i Krystyny. Ma dwóch braci. Marek jest od niego o 7 lat starszy, zaś Tomasz o 3 lata młodszy. – Ze względu na mniejszą różnicę wieku w dzieciństwie spędzaliśmy ze sobą bardzo dużo czasu. Piotrek miał wielu znajomych, a ja chciałem przebywać w starszym towarzystwie i ich naśladować. Dlatego po Pierwszej Komunii św. zostałem, tak jak on, ministrantem – mówi T. Przyborek. – W młodości całe dnie bawiliśmy się na podwórku – w podchody, chowanego i oczywiście graliśmy w piłkę nożną, przeważnie w „Warszawę”. Jako najmłodszy najczęściej stałem na bramce. Po rzutach karnych, żebym nie dostawał „kopniaków” od starszych, Piotrek zamieniał się ze mną, żeby mnie chronić. Jako nastolatek ciągnął mnie za sobą, jak taki „ogon”. Zabierał na wyjazdy, spływy kajakowe, wyprawy w góry. Dużo podróżował po Polsce i za granicę, a ja podpinałem się pod niego. Zwiedziliśmy prawie całą Europę. Zawsze byłem spokojny, że nic złego mi się nie stanie, bo byłem pod opiekuńczymi skrzydłami starszego brata – dodaje.

Wspomina też wspólne pielgrzymki na Jasną Górę. – Zabierała nas mama. Pierwszy raz poszliśmy razem, kiedy miałem 10 lat. Później Piotr został porządkowym, chodził też jako kleryk i ksiądz. Ma łatwość w nawiązywaniu kontaktów z drugim człowiekiem. Czasami wystarczyło, że wziął gitarę, zaczął grać i od razu zbierała się wokół niego grupka ludzi – opowiada T. Przyborek.

Rozmodlony ksiądz

Ksiądz Terepka poznał bp. Piotra 30 lat temu. – Przyjechałem do Gdańska-Brzeźna po wojsku i dołączyłem do grona ministrantów. Tam spotkaliśmy się i od razu polubiliśmy. Razem wyjeżdżaliśmy w góry, chodziliśmy na pielgrzymki. Kiedy szliśmy do Częstochowy, Piotr nigdy nie narzekał, nie miał o nic pretensji, a za wszystko dziękował – mówi. – W wakacje, gdy skończył III klasę liceum, zapytałem go, czy pójdziemy razem do seminarium, a kiedy zdał maturę, sam podszedł do mnie i powiedział: „To co, idziemy do seminarium?”. Odpowiedziałem: „Idziemy” – wspomina ks. Terepka.

Informacja o decyzji starszego brata nie zdziwiła Tomka. – Pochodzimy z katolickiej, wierzącej rodziny. Piotr był bardzo związany z Kościołem, oazą i ks. Władysławem Pałysem, z którym młodzi spędzali sporo czasu. Był też taki okres, że codziennie chodził na Mszę św. Myślę, że decyzję o wyborze życiowej drogi głęboko przemyślał i przemodlił – zaznacza Tomasz. – Do seminarium zawiózł nas pan Jan, tata bp. Piotra, i ks. Władek. Gdy jechaliśmy samochodem, Piotr powiedział, że zrobimy reformę w seminarium. Już wtedy chciał kształtować Kościół – śmieje się. – Następnego dnia przyszedł do mnie i zapytał, czy się rozpakowałem. Powiedziałem, że nie. Zapytał mnie wtedy żartobliwie: „To co, uciekamy?” – opowiada ks. Krzysztof.

Piotr na roczniku nie był osobą wyróżniającą się. – Jest wierzący, rozmodlony, twardo chodzi po ziemi, a patrzy w górę. Skromny, cichy, pracowity, inteligentny, nie szuka sławy. Bóg i drugi człowiek są dla niego na pierwszym miejscu. W seminarium często jeździliśmy do chorych. Mam wrażenie, że spotkanie z biednymi, głodnymi, cierpiącymi dodaje mu sił. On nie boi się spotkań z człowiekiem – dodaje ks. Terepka. Któregoś razu, już jako księża, przyjaciele pojechali do Warszawy odwiedzić Tomka. – Byliśmy już w samochodzie i Piotr pyta się mnie, czy byłem dzisiaj na Mszy św. Mówię, że nie. Powiedział, że on był rano i że w Warszawie jest Msza o godz. 18. Tłumaczył, jak mam dojść do zakrystii. Stwierdziłem, że dzisiaj pójdę do ławki w kościele. Był oburzony. Mówił, że jestem księdzem i mam odprawić Mszę św. Po chwili rozmowy przyznałem mu rację. Gdy przyjechaliśmy, przed wyjściem do kościoła upomniał mnie, żebym tylko nie szedł do ławki. Powiedziałem, że będę odprawiał Mszę. Kiedy zbliżałem się do kościoła, dogonił mnie na rowerze i chciał upewnić się, że na pewno pójdę do zakrystii. To było dla niego bardzo ważne, bo sam codziennie żyje Eucharystią – podkreśla ks. Krzysztof.

Przyznaje, że w tej przyjaźni najbardziej ceni sobie prawdę. – Możemy się ze sobą spierać, ale nigdy się na siebie nie gniewamy. Wiem, że on zawsze powie mi prawdę. Jeśli zobaczy mój błąd, zwróci uwagę. Czasami pyta, kiedy byłem u spowiedzi, troszczy się o życie sakramentalne. Mamy dużo wspólnych znajomych. Zawsze pamięta o ich urodzinach, imieninach, rocznicach, a ja nie za bardzo. Przypomina mi, żebym zadzwonił, złożył życzenia – zaznacza. Ksiądz Terepka wspomina jedną niezwykłą historię. – Kilka lat temu pojechałem z grupą do Ziemi Świętej. Przy IV stacji drogi krzyżowej był kościół wieczystej adoracji Najświętszego Sakramentu. Spotkałem tam siostrę zakonną, która powiedziała mi, że przychodził tutaj kiedyś jeden mężczyzna, który codziennie adorował Jezusa. Po chwili przyznała, że był to ks. Przyborek – mówi.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama