Nowy numer 39/2022 Archiwum

To jest miejsce dla mnie

– Mam poczucie dobrego i spełnionego życia. Pan Bóg wysyłał mnie zawsze do ludzi i tam realizowałam swoje powołanie. Najbardziej cieszę się tym, że kilka osób postawionych na mojej drodze pojednało się z Bogiem, a kilka innych poszło do zakonu – mówi s. Urszula Smagoń, pallotynka, która 50 lat temu ślubowała Panu Bogu.

W tym roku w gdańskim domu siostry świętują jubileusze nie tylko 50, ale też 60 i 70 lat od pierwszych ślubów. W czasie swojej służby Bogu wykonywały różne posługi – większość z nich była katechetkami, odpowiadały też za administrację, prowadziły przedszkola i administrowały szkołą. Był też czas na pracę naukową, doktorat i wykładanie teologii przyszłym księżom.

Trudne drogi

Siostra Ireneusza Pacuk urodziła się w Różance nad Niemnem w 1931 roku. Jej losy są świadectwem historii Polaków zamieszkujących wschodnie tereny Polski przed II wojną światową. Do wybuchu konfliktu jej życie było beztroskim czasem dzieciństwa. Potem rodzina, jak wiele innych mieszkańców okolicy, przeżyła gehennę – bolszewicy, hitlerowcy, walki partyzantów z okupantami. Kiedy w czerwcu 1944 r. na tereny wkroczyli ponownie bolszewicy, rodzina postanowiła repatriować się do Polski. Jednak wcześniej NKWD aresztowało ojca siostry – Kazimierza, który był żołnierzem AK. – Za przynależność do podziemia został wywieziony na Kołymę.

Spędził tam 10 kolejnych lat; matka i ja z siostrami musiałyśmy opuścić nasze ukochane strony nad Niemnem. W kwietniu 1945 r. ruszyłyśmy w podróż na Zachód. Po roku tułaczki, w listopadzie 1946 r., dotarłyśmy do Gdańska, do domu stryja – wspomina s. Ireneusza. Kolejne lata spędziła z bliskimi w Jelitkowie, jednak z uwagi na trudne warunki życiowe i chęć kontynuowania nauki mama zdecydowała się umieścić dziewczynki w domu sióstr pallotynek przy ul. Malczewskiego w Gdańsku. „Po raz pierwszy i, jak się okazuje, nie ostatni znalazłam się w tutejszym domu zakonnym. Wraz z siostrą uczęszczałyśmy do gimnazjum i liceum na Wałach Piastowskich. A w domu na Malczewskiego, gdzie działał sierociniec, pomagałyśmy siostrom. Każda z nas miała wyznaczoną do opieki młodszą siostrę. Trzeba było ją karmić, ubierać, prać i sprzątać, a także pomagać w kuchni” – pisze we wspomnieniach s. Ireneusza.

W 1949 r. wstąpiła do zgromadzenia pallotynek. W 1952 r., zaraz po profesji zakonnej, została wysłana na roczny kurs katechetyczny. Przez kolejne lata nauczała religii w Lidzbarku Warmińskim. Po ślubach wieczystych w 1958 r. była kolejna placówka – w Bobolicach. Po 6 latach miała pojechać na misję do Afryki Południowej, jednak odmówiono jej wyjazdu ze względu na ojca akowca. Zamiast tego pojechała do Rzymu i pracowała w domu dla pielgrzymów prowadzonym przez pallotynki. Potem był powrót i kolejne lata katechizacji w Gdańsku, znów Rzym i powrót do Gdańska w 1996 roku. – I trwam tu do dziś – uśmiecha się.

Radość życia

Podobne losy życiowe miała s. Melania Kilimnik, która w tym roku obchodzi 60 lat od złożenia pierwszych ślubów. Z południowo-wschodnich Kresów w 1945 r. trafiła z rodzeństwem na Zachód. – Przeżyliśmy straszny czas wojny, a kiedy zostaliśmy już bez rodziców, musieliśmy sobie dać radę sami. Pan Bóg czuwał nad nami i tak trafiliśmy ostatecznie do Oleśnicy, do dalszej rodziny. Tam skończyłam szkołę podstawową, rozpoczęłam pracę w sklepie. Głos powołania odzywał się już wcześniej, ale ostatecznie postanowiłam wstąpić do zakonu w 1959 roku. Chciałam pójść do sióstr wizytek, ciągnęło mnie do zgromadzenia klauzurowego, ale ostatecznie Matka Boża Częstochowska pokierowała mnie do pallotynek. Zawsze byłam drobna, malutka i kiedy w Częstochowie otworzyła mi drzwi siostra, która była też mojej postury, pomyślałam: „To jest miejsce dla mnie” – śmieje się s. Melania. W wieku 26 lat siostra rozpoczęła postulat, a potem nowicjat w Sucharach. Następnie były placówki w Poznaniu, Bobolicach, Częstochowie i w Gdańsku.

– Tutaj udało mi się zakończyć edukację, zdobyć tytuł technika gastronomii i zdać maturę. Po jakimś czasie otrzymałam propozycję pracy we Francji, w szkole pallotyńskiej w Osny. Pojechałam, choć bałam się, że nie poradzę sobie z uwagi na język. Myślałam sobie: „Pojadę na rok, jakoś sobie poradzę z tym francuskim i szybko wrócę”. Zamiast roku było 27 lat. Ostatecznie pełniłam funkcję ekonoma szkoły. Odpowiadałam za wszystkie sprawy dotyczące funkcjonowania placówki, w której uczyło się 500 uczniów – mówi s. Melania. W 2002 r. siostra powróciła do Polski, do Koszalina, a od 2005 r. mieszka w Gdańsku. – Cieszę się życiem. Ile mogę, tyle pomagam w refektarzu, gdzie potrzeba pomocy. Wspieram starsze siostry, a moją pracą codzienną są modlitwa i adoracja. Mam 92 lata – uśmiecha się pallotynka.

Pallotyńskie podziękowania

Kolejne siostry obchodzące 50. rocznicę są gdańszczankami. W 1972 r. wypowiedziały swoje „tak” i wstąpiły na drogę życia konsekrowanego. Siostra Barbara Pillar, po studiach magisterskich i doktoranckich z teologii na ATK, przez wiele lat była katechetką, a następnie wykładowcą katechetyki w diecezjalnym Collegium Teologicum w Ełku. Była także diecezjalnym wizytatorem katechetycznym. Potem rozpoczęła posługę misyjną i do dziś posługuje w Kamerunie. Natomiast s. Urszula Smagoń ukończyła studia teologiczne, potem pracowała jako katechetka. – Moje życie mimo upływu lat koncentruje się w tej okolicy. Tu poznali się moi rodzice, tu mieszkali. Od urodzenia żyję w tej dzielnicy. Parafia pw. św. Franciszka w Emaus to miejsce mojego chrztu i kolejnych sakramentów. Tu, w domu przy Malczewskiego, zaczęła się moja droga w zgromadzeniu – mówi.

Związana wcześniej z duszpasterstwem młodzieżowym pallotynów w 1972 r. s. Urszula rozpoczęła w Gdańsku postulat, potem była w Sucharach, w warszawskim Ursusie przygotowywała do I Komunii św. 800 dzieci. W zgromadzeniu uznano, że ma doskonały kontakt z młodzieżą. Przez wiele lat odpowiadała za działania powołaniowe. – Organizowałam dni skupienia, rekolekcje dla młodzieży, w wakacje były wyjazdy, a w roku szkolnym – niedziele powołaniowe. 17 lat pracy w diecezjach gnieźnieńskiej, łódzkiej, białostockiej i podlaskiej. A gdy miałam troszkę czasu, to była pielgrzymka na Jasną Górę – wspomina s. Urszula. Była też dyrektorką przedszkola integracyjnego w Warszawie oraz przełożoną wspólnot w Białymstoku, Gdańsku i Zakopanem, w którym spędziła 19 lat.

– Całe życie bardzo dobrze czułam się z młodzieżą i myślę, że to była moja droga. Przedstawiono mi kilka razy w życiu siostry zakonne, mówiąc, że to moje wymodlone powołania. To daje mi wielką radość. Zawsze wiedziałam, że moja droga to nie izolacja, ale kontakt z ludźmi. I dzięki temu kilka osób udało mi się też do Pana Boga przyprowadzić – cieszy się s. Urszula. W czasie jubileuszowej Mszy św. abp Tadeusz Wojda, metropolita gdański i również pallotyn, złożył życzenia jubilatkom. – Niech dobry Bóg udziela wam swojego błogosławieństwa i niech dalej czyni z was narzędzie swojej miłości i swojego miłosierdzia na każdy kolejny dzień, który jest jeszcze przed wami. Będzie wam błogosławił, aby to życie realizowało się w całkowitej służbie i całkowitym zawierzeniu Jezusowi Eucharystycznemu – mówił.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama