Nowy numer 49/2022 Archiwum

Wielka pomoc 
(w)pływa

Piotr Biankowski, ekstremalny pływak z Gdyni, jako pierwszy Polak pokonał owiane legendą szkockie jezioro Loch Ness. W ten sposób sfinansował łóżka dla rodziców czuwających przy chorych dzieciach w szpitalach na Pomorzu.

Od lat gdynianin związany jest ze sportem – najpierw było rugby, potem triathlon, a od kilku lat jest pływanie ekstremalne – pokonywanie wodnych dystansów w temperaturach bliskich 0 st. C. Z pływaniem jest związany od dziecka. – Chodziłem do szkoły sportowej w Gdańsku przy AWFiS. Tam nauczyłem się pływać, wiele czasu spędziłem na basenie. Potem tę moją naturalną aktywność porzuciłem na rzecz sportu zespołowego, jakim jest rugby. Po kontuzji szukałem innych aktywności, ale też takich mocno wymagających. Tak pojawił się triathlon, znów zacząłem pływać. I znów „wsiąkłem”, tym razem w wersji ekstremalnej, bo w bardzo niskich temperaturach – opowiada P. Biankowski.


Ma na swoim koncie pokonanie Lodowej Mili w temperaturze 1,2 st. C, brązowy medal mistrzostw świata i trzecie miejsce w Pucharze Świata. Wszystko w jesienno-zimowej scenerii, w lodowatej wodzie. – W Rosji pierwszy raz w życiu zanurzyłem się w wodzie o temperaturze –0,6 st. C
– wspomina.
W pewnym momencie światowej sławy pływak ekstremalny postanowił połączyć swój wysiłek i pasję z pomocą bliźnim. – W czasie wizyty w warszawskim szpitalu miałem prezentację. Kiedy do sali weszły dzieci z wenflonami, niektóre w złej kondycji, serce mi się ścisnęło. Spotkanie, z początku przebiegające w ciężkiej atmosferze, z czasem zamieniło się w zabawę. Dałem im prawdziwą radość. Postanowiłem, że będę to pomnażał – mówi.


Potem już co roku Piotr zaskakiwał kolejnymi wyzwaniami, a wszystko to w charytatywnym celu. W ubiegłym roku – jako 11. Polak w historii – przepłynął kanał La Manche. W ostatnich tygodniach przepłynął słynne Loch Ness, które jest uznawane za jedno z 13 najtrudniejszych do pokonania wpław oraz jedno z 3 najbardziej „potwornych” jezior na świecie. Trasa liczyła 37 km w akwenie głębokim na 230 m. Wszystko po to, by zebrać pieniądze na łóżka dla rodziców, którzy na oddziałach pomorskich szpitali pediatrycznych godzinami czuwają przy dzieciach. Fundusze ze zbiórek trafiły do szpitala Copernicus, a teraz do Szpitala Miejskiego im. św. Wincentego a Paulo w Gdyni i placówki w Wejherowie.


Szkocki akwen jest wymagający dla pływaków, bo swoim kształtem przypomina rzekę – Loch Ness jest długie i wąskie, w najszerszym miejscu liczy zaledwie 2,7 km. W czasie lipcowego pływania były też niespodzianki. – Prognozy pogody były bardzo dobre, wręcz niespotykane dla Szkocji. Cieszyłem się na te warunki. Jednak moja próba była odkładana dwa razy ze względu na zmiany pogody i ochłodzenie. To przez szkockie góry, gdzie temperatura powietrza i wody zmienia się błyskawicznie. Ostatecznie musiałem płynąć w wodzie o temperaturze 13 stopni. W pewnym momencie zrobiło się trudno. Powietrze ochłodziło się o kilkanaście stopni. Wiedziałem, że muszę postawić wszystko na jedną kartę. Pomogło mi doświadczenie z kanału La Manche. Ale też niosła mnie świadomość, że nie mogę zawieść ofiarodawców – wspomina P. Biankowski.


Jak podkreśla, jego wyczyn nie byłby możliwy bez „ekipy wspierającej”, czyli Aleksandry Kabelis, znakomitej pływaczki, współorganizatorki ekstremalnych zawodów w pływaniu zimowym Gdynia Winter Swimming Cup. Dzięki wyczynowi Piotra zebrano ponad 20 tys. zł. Udaną próbę przepłynięcia Loch Ness P. Biankowski podjął dla uczczenia 20-lecia działalności Fundacji Ronalda McDonalda, której jest ambasadorem. – To kwota, dzięki której kupiliśmy 13 łóżek dla rodziców do trzech szpitali. Mamy przyjaciół, którzy rozumieją potrzeby chorych dzieci i ich rodziców i pomagają nam urzeczywistniać ideę „Aby rodzina mogła być razem”. Publiczna medycyna to wspólna sprawa, troszczymy się o nią razem i dla wszystkich – mówi Katarzyna Rodziewicz, prezes zarządu i dyrektor wykonawczy Fundacji Ronalda McDonalda.


Z osiągnięcia pływaka cieszą się też medycy. – Gdy P. Biankowski zaproponował, żeby celem jego kolejnego wyczynu był zakup kilku łóżek do oddziałów dziecięcych w szpitalach w Gdyni i w Wejherowie, bardzo się ucieszyliśmy. One są symbolem wielkiego wysiłku, również takiego, który towarzyszy opiekunom naszych najmłodszych pacjentów przebywających na oddziałach. Dzięki temu darowi uzupełnimy łóżka w tych miejscach, w których są niezbędne, a – co najważniejsze – rodzicom poprawimy komfort pobytu – mówi Jolanta Sobierańska-Grenda, prezes zarządu spółki Szpitale Pomorskie.
Jest jeszcze kolejne dobro. Przepłynięciu Loch Ness przez Piotra towarzyszyły maskotki przedstawiające Nessi, potwora z Loch Ness. Wszystkie wykonały wolontariuszki, podopieczne Aresztu Śledczego w Gdańsku.


« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama