Reklama

    Nowy numer 12/2023 Archiwum

Szykujesz dla mnie śmierć męczeńską?

– Dwa tygodnie przed tragedią ze łzami w oczach mówiła mi o swoich złych przeczuciach. Powiedziała, że jest gotowa umrzeć za swoich podopiecznych – wspomina prof. Grażyna Świątecka.

Kobieta o wielkim sercu, która całe swoje niestrudzone życie wypełniła miłością. Służyła chorym, samotnym matkom, uzależnionym, zagubionym w życiu, więźniom, wszystkim potrzebującym pomocy. „Lekarz ciała i duszy” – mówili o niej pacjenci i przyjaciele. 6 lutego mija 30 lat od tragicznej śmierci Aleksandry Gabrysiak.

Lekarz z powołania

Urodziła się 16 kwietnia 1942 r. w Radzyminie koło Warszawy jako pierwsze z trójki dzieci Jadwigi i Jana Gabrysiaków. W latach powojennych rodzina przeniosła się najpierw do Żnina koło Piły, następnie do Gdańska. Medycyna była powołaniem Oli. – Ujawniło się ono już w dzieciństwie. Być lekarzem, nieść pomoc chorym dzieciom to niezwykłe pragnienie, jak na zaledwie 6-letnią dziewczynkę. W tym wieku, dotknięta nieuleczalnym w tamtych latach schorzeniem narządu ruchu (krzywica), przebyła pierwszą spośród kilku poważnych operacji. Przekonanie o wyborze zawodu lekarza umacniało się w niej z każdym pobytem w szpitalu. Odradzano jej studia medyczne ze względu na stan zdrowia. Ola z trudnością się poruszała. Od dziecka cierpiała i wszystko przyjmowała z oddaniem się woli Bożej, a także z ofiarowaniem cierpienia w konkretnych intencjach – mówi prof. Świątecka, jej wieloletnia przyjaciółka.

W swoim pamiętniku 20-letnia Aleksandra zapisała: „Cierpię, bo Bóg zesłał mi szczególną łaskę dla wyjednania u Niego błogosławieństwa i wiary dla moich najbliższych. Dziękuję Ci, Boże, za to, że raczyłeś spojrzeć na mnie, bo chcę Tobie zawsze służyć, pomagać dźwigać krzyż Jezusowy”.

W październiku 1962 r. rozpoczęła studia na Wydziale Lekarskim Akademii Medycznej w Gdańsku. Dużo się uczyła i dużo się modliła. Również o dobrą pamięć. Wielokrotne narkozy, które w tamtych czasach były jeszcze niedoskonałe, związane z licznymi operacjami, osłabiały ją. – Musiała pracować więcej niż jej rówieśnicy, aby dojść do celu i zdobyć upragniony dyplom lekarza – zaznacza prof. Świątecka. – Po każdym zdanym egzaminie szła do kościoła podziękować Bogu. Kiedy w 1968 r. otrzymała dyplom lekarski, mówiła: „To, że zostałam lekarzem, to nie moja, lecz Boża zasługa” – wspomina dr Nadzieja Bittel-Dobrzyńska, lekarka Oli.

Lata studiów to też jej zaangażowanie w duszpasterstwie akademickim przy kościele Najświętszego Serca Jezusowego w Gdańsku-Wrzeszczu (tzw. kościół na Czarnej). Chociaż dużo się uczyła, także niemało czasu poświęcała ludziom ze swojego otoczenia. – Była bardzo wrażliwa na ich potrzeby. Bolała nad brakiem wiary i opuszczaniem praktyk religijnych, nad materialnym niedostatkiem. Modliła się za nich wszystkich i dzieliła się z potrzebującymi nawet skromnymi studenckimi pieniędzmi. Każdemu starała się wyświadczyć jakąś przysługę – zaznacza prof. Świątecka.

O ogromnym sercu

Po studiach pracowała w Zakładzie Biochemii Klinicznej AMG, a w 1970 r. podjęła pracę w Tczewie jako kierownik laboratorium, które zorganizowała od podstaw, na bardzo wysokim poziomie usług. Już w Tczewie dała się poznać jako osoba o wielkim sercu. Założyła tam Telefon Zaufania oraz Klub Seniora. Po 5 latach zmuszona była przenieść się do Elbląga, by uzyskać odpowiednie mieszkanie. Tam zaczęto nazywać ją „doktor Ola”. – W Elblągu udostępniła swój domowy telefon ludziom potrzebującym jako Telefon Zaufania. Doktor Ola ratowała życie nienarodzonych, miała szczególny dar godzenia zwaśnionych małżeństw, ratowała samobójców. Jej telefon był dostępny dla potrzebujących przez całą dobę – opowiada prof. Świątecka.

Aleksandra Gabrysiak była lekarzem na sposób odbiegający od powszechnie przyjętych norm. – Była cała dla swoich pacjentów. Cechą dominującą, absolutnie rzadko spotykaną w takiej mierze, była miłość do drugiego człowieka. Ona posiadała ją w stopniu heroicznym – podkreśla prof. Świątecka. Tego uczyła również swoich współpracowników. – Pokazała mi, co to jest miłość do drugiego człowieka i Pana Boga. Co to jest dobroć, uczciwość, pracowitość. Przedtem znałam to tylko z literatury, Dekalogu, zasad moralnych i etycznych. Nie widziałam tego u ludzi na co dzień. Pierwszą osobą, która komasowała w sobie te cechy, była doktor Ola – zaznacza Janina Gadaj-Olejnik, pielęgniarka. – Dzięki niej uwierzyłam w siebie. Dzięki niej umiem kochać, bo kiedyś tego nie potrafiłam – wskazuje Agnieszka, samotna matka z Elbląga. – Czy może być coś piękniejszego niż to, że ktoś uczy drugiego kochać? Ola właśnie tak uczyła, tym dziewczynom, samotnym matkom i wielu ludziom świadczyła tę miłość – mówi prof. Świątecka.

Doktor Ola troską ogarniała również alkoholików. Podjęła pracę w Poradni Trzeźwości, ożywiła działalność Klubu Abstynenta „Żuławy”. Zbyszek, jeden z trzeźwych alkoholików, tak wspomina pierwsze z nią spotkanie: „Bałem się patrzeć w jej oczy, ale patrzyłem. Opiekuńcze, zatroskane oczy matki. Doktor Ola dała mi nowe, godne życie”.

Na ludzką potrzebę odpowiadała czynem, a więc pomocą. – Od szukania mieszkania, przez organizowanie zbiórek pieniężnych, dawania własnych pieniędzy, po wiele innych. Była niezwykle wyczulona na potrzeby ludzi, na wieloraką biedę, ale szczególnie na tę psychiczną i duchową – opowiada prof. Świątecka.

Siłę do działania czerpała z relacji do Boga. „Boże mój, nauczyłeś mnie kochać i sądzę, że prawdziwie kochać. Serce moje nie zna nienawiści, serce moje nie potrafi czuć niechęci nawet do tych, którzy mnie bardzo zranili, serce moje jest zdolne dla nich wiele uczynić, serce moje chce pałać niegasnącą nigdy miłością dla wszystkich” – zapisała w swoim pamiętniku. – Ola nie rozstawała się z Pismem Świętym. Często rozważała Hymn o miłości św. Pawła. Miała wielkie nabożeństwo do Maryi, zwłaszcza tajemnicy Jej Niepokalanego Poczęcia. Odmawiała codziennie akt zawierzenia Niepokalanej. Nie rozstawała się z różańcem. Była ewangelicznie pokorna. W rozdawaniu dóbr materialnych, pieniędzy była podobna do ubogiej wdowy z Ewangelii, dając ze swego niedostatku tyle, że nieraz z trudnością wystarczało na życie – wskazuje prof. Świątecka.

W 1974 r. urodziła się Marysia, przybrana córka Oli, porzucona w gdyńskim szpitalu przez własną matkę zaraz po urodzeniu. „Miała głęboką potrzebę uratowania choćby jednej istoty przed sieroctwem i stworzenia dziecku domu” – napisała jej przyjaciółka dr Gerda Gnaciska. – Odnosiło się nieodparte wrażenie, że Ola kochała Marysię najbardziej spośród wszystkich jej bliskich z rodziny. Jak każda matka, chętnie i stale odpowiadała o swoim dziecku. Przeżywała głęboko choroby, radości, smutki córki. Cierpiała niewypowiedzianie, kiedy w wieku dojrzewania, po ujawnieniu się padaczki, Marysia zmieniła się diametralnie, zrywając uczuciowy kontakt z mamą. Ola poświęcała córce każdą wolną chwilę, łączyła obowiązki matki z pracą i działalnością społeczną, jak inne lekarki – podkreśla prof. Świątecka.

Krzyż i Golgota

Ważną częścią działalności doktor Oli była pomoc więźniom. Praca z recydywistami była niezwykle trudna. Mimo okazywanej pomocy narażała się na liczne niebezpieczeństwa. – Jej podopieczni pożyczali pieniądze i nie oddawali. Kradli. Okłamywali. Byli aroganccy. Zastraszali. Ona dawała im serce, a nierzadko w zamian otrzymywała pogróżki. Bała się – mówi prof. Świątecka.

W ostatnim roku życia, sądząc po ludzku, doznała całkowitej klęski. – Cała jej działalność, sposób życia dla innych jakby przestały mieć „moc wykonawczą”. Ta moc nie zadziałała w stosunku do jej własnej córki i pewnego młodego człowieka – Leszka, bezdomnego alkoholika, którego przyjęła jak syna. Została przez niego oszukana i jego koledzy okradli mieszkanie Oli, a on sam okradł ją z córki. Właśnie od Leszka i Marysi Ola doznawała niewypowiedzianego udręczenia. Wylała z tego powodu wiele gorzkich łez, w ich intencji pościła, modliła się za nich, a w końcu za nich ofiarowała swoje życie – dodaje prof. Świątecka.

– Niedługo przed śmiercią odwiedziła mnie w moim sopockim mieszkaniu i mówiła o zbliżającym się końcu. Przeczuwała go – wspomina prof. Świątecka. W swoim pamiętniku pod datą 1 października 1992 r. A. Gabrysiak zapisała: „Czy szykujesz dla mnie śmierć męczeńską?”. Została zamordowana 4 miesiące później w Elblągu, we własnym mieszkaniu, wraz ze swoją 19-letnią córką. Zabójcą okazał się jeden z jej podopiecznych, wypuszczony na przepustkę z więzienia. – To nie była szybka, bezbolesna śmierć. Wiele ciosów nożem. Obie bardzo cierpiały. Dlaczego zabił? Do dziś zadaję sobie to pytanie – mówi prof. Świątecka.

Kiedy doktor Ola miała 26 lat, w swoim pamiętniku zapisała: „O Chryste, który ukochałeś nas aż do Krzyża, proszę Cię, abyś nie szczędził mi tej łaski – pragnę iść na Golgotę”. W innym miejscu dodała: „Naprawdę wolałabym nie żyć długo i tęsknię za starością, a nawet śmiercią. Ale, o Boże, Ty dałeś mi życie, Ty prowadzisz mnie przez nie i Ty weźmiesz mi je – oby jak najwcześniej, bo tęsknię za oglądaniem Ciebie”.

Życie po życiu

Aleksandra Gabrysiak znana jest w całej Polsce, zwłaszcza w środowiskach medycznych. Święty Jan Paweł II nazwał jej życie „heroiczną służbą braciom” i błogosławił wszystkim, którzy starają się o szerzenie informacji o świątobliwej lekarce w społeczeństwie polskim. – To błogosławieństwo papieża spełnia się w „życiu po życiu” doktor Oli. Ona nadal żyje w pamięci i sercach swoich bliskich, pacjentów, podopiecznych, współpracowników, a także tych, którzy poznali ją dopiero poprzez świadectwa innych, książkę o jej życiu i działalności – mówi prof. Świątecka.

Imieniem A. Gabrysiak nazwano Hospicjum Elbląskie, jedną z ulic w Gdańsku, tramwaj w Elblągu, a także Pomorski Oddział Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy Polskich. Jej działalność upamiętniają też tablice – w Gdańskim Uniwersytecie Medycznym, gdzie ukończyła studia, w szpitalu w Tczewie – miejscu jej pierwszej samodzielnej pracy, w Elblągu – na domu, w którym mieszkała przy ul. 1 Maja 30. Jej pamięć w pomorskim środowisku lekarskim utrwala Nagroda im. Aleksandry Gabrysiak, ustanowiona w 1993 r. przez Okręgową Izbę Lekarską. W 1994 r. zrealizowano film dokumentalny o losach doktor Oli pt. „Testament miłości” dla 1 Programu Telewizji Polskiej. W 2016 r. powstało Stowarzyszenie Przyjaciół Doktor Oli, które ma szerzyć informacje o życiu i działalności A. Gabrysiak. W 2021 r. Caritas Archidiecezji Gdańskiej uruchomiła poradnię dla bezdomnych w Sopocie pod patronatem dr Oli. Wszystko, co dzieje się wokół osoby po jej śmierci, to przejaw kultu. Dlatego nie dziwi fakt, że w kurii elbląskiej wszczęto postępowanie administracyjne dotyczące jej beatyfikacji. Arcybiskup Tadeusz Gocłowski we wstępie do książki „Doktor Ola. Lekarz ciała i duszy”, którą opracowała prof. Grażyna Świątecka, napisał: „Doktor Gabrysiak dołącza się do męczenników XX wieku. Było to męczeństwo świadectwa i męczeństwo krwi. Nie może ono zostać zapomniane”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama