Zaczęło się w ruinach. Rok 1945. Młody fotograf z Małopolski przyjeżdża do Gdańska, który po wojnie przypomina raczej widmo niż miasto. Ale on nie szuka sensacji. Nie pokazuje tragedii. Pokazuje życie, które kiełkuje pomiędzy gruzami. – Nie interesowało go robienie zdjęć pod publikę. On rejestrował rzeczywistość taką, jaka była. Bez upiększania, bez komentarza. A jednocześnie z wielkim szacunkiem do ludzi – mówi Hanna Kosycarz, jego synowa i dziś główna opiekunka rodzinnego archiwum.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








