Miłośnicy historii Gdańska dostali w ostatnim czasie przynajmniej dwa powody do pogłębiania pasji związanych z miastem i jego fascynującymi dziejami. Oba dała im dr Aneta Kwiatkowska.
W drugiej połowie lipca do księgarń w całej Polsce trafiła pozycja „Ulotne Wolne Miasto Gdańsk. Leksykon”, a w PAN Bibliotece Gdańskiej otwarto drugą odsłonę cieszącej się wiosną tego roku ogromnym zainteresowaniem wystawy „Gdańsk, nie Danzig”.
Choć słowo „leksykon” na pierwszy rzut oka niesie ze sobą pewien rodzaj zniechęcenia co do wysiłku, jaki będzie trzeba podjąć, by przebrnąć przez tę naukową pozycję, autorka zaręcza, że jej książka nie ma przytłaczać naukowością, lecz pozwolić czytelnikowi wejść w fascynujący świat dokumentów życia społecznego.
Leksykon jest ukoronowaniem badań nad drukami ulotnymi pochodzącymi z okresu II WMG (1920-1939). Opisano w nim kilkadziesiąt typów druków, jak afisze, plakaty i broszury, papiery firmowe oraz znaczki niepocztowe i banknoty.
ks. Mateusz Tarczyński /Foto Gość
– Podstawową cechą wszystkich tych obiektów jest efemeryczność. Oczywiście różnie pojęta, bo będzie to przydatność długo- bądź też krótkoterminowa. Ale zawsze jest w tym jakiś taki element ulotności – wyjaśnia A. Kwiatkowska. – Najbardziej znamiennym przykładem jest bilet, który kasujemy i zazwyczaj po wyjściu z tramwaju po prostu wyrzucamy czy też czasem wkładamy do książki jako zakładkę, a po latach znajdujemy go pośród stron. To piękny przykład ulotności, pokazujący zarazem życie codzienne. Druki ulotne łapią to życie tu i teraz, w tym momencie, i są odbiciem pewnych zachowań języka i obrazu przeszłości. I na tym polega właśnie ich piękno – podkreśla znawczyni.
Nieco późniejszego okresu historii dotyka wystawa „Gdańsk, nie Danzig” dostępna w budynku historycznym PAN Biblioteki Gdańskiej. To jej druga odsłona, pierwsza cieszyła się tak wielkim zainteresowaniem, że w okresie wakacyjnym postanowiono ją rozszerzyć i ponownie pokazać odwiedzającym, by mogli przeżyć swoistą podróż w przeszłość, odkrywając powojenne dzieje Gdańska i poznając dzieje ludzi, którzy przywrócili miasto do życia.
– Wystawa ma obrazować ostatnie dni Gdańska podczas II wojny światowej – mówi kuratorka ekspozycji. Znajdziemy na niej wspomnienia mieszkańców i młodych żołnierzy walczących w Gdańsku, a do tego np. kartki na podstawowe towary, które wówczas były reglamentowane, czy też ulotki nawołujące do poddania miasta, które były zrzucane przez Armię Radziecką.
– Inspiracją dla tytułu wystawy jest plakat z 1945 r. z przekreślonym „Danzig” i czerwonym napisem „Gdańsk”, nad którym widnieje flaga biało-czerwona. Jest to plakat piękny pod każdym względem – zarówno graficznym, jak i propagandowym (w sensie przekazu) – a zarazem bardzo symboliczny – tłumaczy A. Kwiatkowska.
ks. Mateusz Tarczyński /Foto Gość
– Wystawa koncentruje się jednak przede wszystkim na odbudowie, na pokazaniu różnych aspektów życia codziennego w 1945 r. i w kolejnych latach. Przy tak ogromnych zniszczeniach, wymianie ludności, biedzie, deficytach podstawowych artykułów widać, jak wielka była potrzeba normalności, odbudowy życia codziennego we wszystkich jego dziedzinach – mówi A. Kwiatkowska.
Wyeksponowano więc afisze z pierwszego święta sportu, z uroczystości otwarcia kościoła św. Jakuba czy też mówiące o uruchomieniu żeglugi, Biblioteki Miejskiej i Muzeum Państwowego. – Pierwsze zabawy, pierwsze koncerty, ulotki informujące o otwarciu pierwszych fryzjerów, pierwszych krawcowych i tak dalej. To robi naprawdę wielkie wrażenie. Zresztą widać, że słowo „pierwsze” na tych drukach ulotnych jest bardzo ważne, bo daje poczucie nowego otwarcia, nowego początku – opowiada organizatorka ekspozycji.
Leksykon „Ulotne Wolne Miasto Gdańsk” jest dostępny w księgarniach, a także na stronie wydawnictwa słowo/obraz terytoria. Natomiast wystawa „Gdańsk, nie Danzig” dostępna będzie do 5 września w budynku historycznym PAN Biblioteki Gdańskiej przy ul. Wałowej 15.
Więcej w papierowym wydaniu „Gościa Gdańskiego” – nr 31 na 3 sierpnia.