Antoni Browarczyk, zwykły chłopak z gdańskiej Zaspy. Mieszkał przy ul. Startowej z rodzicami i siostrą. Chodził do kościoła dominikanów, działał w Solidarności, roznosił ulotki, przyklejał plakaty. Nie szukał rozgłosu, nie był liderem, nie rzucał kamieniami. 17 grudnia 1981 r. zginął od strzału w głowę, choć nie miał w ręku żadnej broni. Dziś, po dekadach przemilczeń, Instytut Pamięci Narodowej wznawia śledztwo w sprawie jego śmierci.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








