W sobotę 29 listopada w archikatedrze oliwskiej odbył się adwentowy dzień skupienia dla kapłanów archidiecezji gdańskiej. Spotkanie poprowadził o. Andrzej Haase OSB, benedyktyn z Tyńca, wcześniej przez wiele lat związany z diecezją pelplińską i parafiami AG.
Dzień rozpoczął się modlitwą liturgii godzin oraz odśpiewaniem Hymnu do Ducha Świętego, po których o. Haase podzielił się swoim doświadczeniem. W ciszy następującej po pierwszej konferencji kapłani adorowali Najświętszy Sakrament. W tym czasie wielu z nich skorzystało z sakramentu pokuty. Ten moment nie był dodatkiem do programu, ale konkretną odpowiedzią na to, o czym mówił rekolekcjonista: zanim kapłan zacznie nawracanie innych, sam musi pozwolić, by słowo dotknęło jego serca.
Następnie, podczas drugiej konferencji, benedyktyn bardzo jasno zdiagnozował jedną z pokus współczesnego duszpasterstwa: ciągłe organizowanie i mnożenie inicjatyw przy jednoczesnym osłabieniu więzi z Jezusem. - W naszych działaniach pasterskich nieraz działamy tak akcyjnie. Chcemy coś zrobić, więc skrzykujemy ludzi, będziemy robili jakąś akcję, to ma coś tam spowodować. A pierwsza rzecz, którą trzeba zrobić, to doprowadzić ludzi do Chrystusa. Do Niego mamy prowadzić. Jeżeli tych ludzi, do których się zwracamy, prowadzimy do Chrystusa, to oni, spotykając Chrystusa, sami będą widzieli potrzebę tej akcji, tego działania. Działanie powinno być wynikiem tego spotkania osobistego - nie tylko mnie jako duszpasterza, ale każdego człowieka - podkreślał duchowny.
O. Haase wyjaśniał, że nawrócenie nie jest jednorazowym wydarzeniem, które da się odhaczyć w życiorysie, ale procesem wpisanym w całe życie kapłana. Odwołał się przy tym do benedyktyńskiego ślubu conversatio morum: - Pan Jezus woła: "nawracajcie się", nie: "nawróćcie". Nawrócenie jest procesem. Jest tym, co się cały czas dokonuje. W naszej tradycji długo tłumaczono ślub mnicha jako conversio morum, zmianę obyczajów. A tymczasem w tekście jest conversatio morum, życie według obyczajów. Pozornie przeciwne rzeczy, a tak naprawdę oznaczają to samo: człowiek potrzebuje nieustannie nawrócenia. Potrzebujemy zmiany naszego działania. My, benedyktyni, formalnie nie składamy ślubów czystości i ubóstwa, ale składamy ślub conversatio morum. A co jest obyczajem mnicha? Życie w czystości i ubóstwie. Więc ostatecznie i tak do tego Pan Bóg nas prowadzi - tłumaczył.
Z przekąsem stwierdził, że "spróbować nawrócić księdza po wielu latach posługi" to zadanie ponad ludzkie siły. To, co realne, to osobista odpowiedzialność każdego prezbitera, by w świetle słowa Bożego uczciwie pytać, co we mnie wymaga zmiany.
W tej perspektywie o. Haase przeszedł do osobistego świadectwa o swoim powołaniu. Opowieść zaczęła się nie w 2005 r., gdy przekroczył klasztorną furtę w Tyńcu, ale kilkanaście lat wcześniej. - To wszystko zaczęło się w roku 1986. Najpierw złożyłem papiery u dominikanów. Pojechałem do Gidel, zostawiłem dokumenty, a opiekun młodych kandydatów zawiózł mnie na Jasną Górę. Pamiętam, jak modliłem się w kaplicy Matki Bożej: "Matko Boża, teraz ja się Tobie oddaję, rób, co chcesz". Wróciłem do domu i się zaczęło - rodzice, którzy wcześniej się zgodzili, nagle powiedzieli, że absolutnie nie. Tata potem mnie za to przepraszał, a ja mówiłem: "Tato, bardzo dobrze się stało, bo to nie była moja droga". Ja sobie ułożyłem cały scenariusz, a potem powiedziałem: "Rób, co chcesz". I Matka Boża zrobiła. Zrobiła mi blokadę. Skończyłem seminarium w Pelplinie, a potem - po 13 latach - w klasztorze. I widzę, że to była ta moja droga - mówił zakonnik.
Ta historia nie była anegdotą "ku pokrzepieniu", ale ilustracją duchowego prawa: Bóg często wchodzi w nasze plany, żeby je "zepsuć" po to, by ocalić powołanie. Rekolekcjonista wrócił tu do ewangelicznej sceny o bogatym młodzieńcu. To, co młody człowiek traktował jako fundament i zabezpieczenie, Jezus wskazuje jako coś, co trzeba oddać, jeśli chce się naprawdę pójść za Nim.
O. Haase nazwał wprost podobne mechanizmy w życiu duchownych: przychodzimy do Jezusa po potwierdzenie naszych projektów, liczymy co najwyżej na "wisienkę na torcie" w postaci drobnej korekty, a tymczasem On dotyka sedna - tego, co daje nam fałszywe poczucie bezpieczeństwa.
Adwentowy dzień skupienia zakończył się odmówieniem modlitwy "Anioł Pański" i poczęstunkiem w refektarzu pocysterskim. Spotkanie pokazało, że odnowa duszpasterstwa nie zaczyna się od nowych pomysłów i struktur, lecz od kapłana, który pozwala, by Ewangelia rozbiła jego utrwalone schematy, a następnie prowadzi wiernych nie do kolejnych akcji, lecz do spotkania z żywym Chrystusem.