Twardziel, który pisał do mamy

Był lekarzem i jednym z najaktywniejszych opozycjonistów na Wybrzeżu. Po wprowadzeniu stanu wojennego zapisał w pamiętniku: "Znalazłem się jak człowiek pod gruzami zawalonego domu. Taką ofiarę ogarnia ciemność i strach - ten najstraszniejszy rodzaj lęku". 16 grudnia mija 30 lat od śmierci opozycjonisty Dariusza Kobzdeja.

W 60. rocznicę odzyskania niepodległości niezależne środowiska Trójmiasta – wbrew oficjalnej propagandzie – postanowiły uroczyście i po raz pierwszy całkowicie jawnie uczcić 11 listopada. Mszy św. w bazylice Mariackiej przewodniczył absolwent Wyższego Seminarium Duchownego we Lwowie ks. Józef Zator-Przytocki, w czasie II wojny światowej kapelan Armii Krajowej. Następnie kilkaset osób pomaszerowało przed przeniesiony ze Lwowa do Gdańska pomnik króla Jana III Sobieskiego. Wśród uczestników niepodległościowej demonstracji był także 24-letni D. Kobzdej, również duchowo związany ze Lwowem, skąd wywodziła się jego rodzina. Dla młodego opozycjonisty było to wydarzenie formacyjne. Poczuł, że powinien zaangażować się jeszcze bardziej. Nieco ponad miesiąc później – 16 grudnia 1978 r. – pod bramą nr 2 Stoczni Gdańskiej im. Lenina po raz pierwszy wystąpił publicznie, odczytując skierowany do papieża Jana Pawła II „Apel do społeczeństwa”, autorstwa przebywającego wówczas w więzieniu inicjatora Wolnych Związków Zawodowych Kazimierza Świtonia.

[…]

Sukces kolejnych manifestacji zachęcił opozycjonistów do dalszego działania. Przybywało chętnych – w nielegalnych uroczystościach brały udział już nie setki, a tysiące osób. Pojawiły się transparenty, jak ten niesiony 11 listopada 1979 r. przez członków niedawno utworzonego Ruchu Młodej Polski: „Niepodległość, wolność, równość”. Miesiąc później, tym razem w rocznicę Grudnia ’70, ponownie stojąc przed bramą numer 2 Stoczni Gdańskiej, D. Kobzdej przemówił do tłumu. […] Jego słowa przerywane były oklaskami, okrzykami, śpiewem religijnych pieśni. Wołano: „Precz z komunizmem!”, „Precz z partią!”, „Pachołki kremlowskie!”, „Wolność!” i „Niech żyje papież!”.

Wydarzenia sprzed bramy numer 2 SB odczytała jako wyzwanie rzucone „ludowej” władzy. Dogodnym pretekstem do kontrataku stała się kolejna wolnościowa demonstracja. 3 maja 1980 r. przed pomnikiem króla Jana D. Kobzdej, w imieniu środowiska Ruchu Młodej Polski, odczytał oświadczenie dotyczące zbrodni katyńskiej i upomniał się o uwolnienie więźniów politycznych. Krótko po manifestacji funkcjonariusze SB napadli na jej uczestników wracających spokojnie do domów. „Dariusz Kobzdej obezwładniony gazem łzawiącym leży na posadzce, kilku rosłych osobników wykręca mu ręce, kopie go” – relacjonował „Bratniak”. Lekarz został siłą wrzucony do samochodu i trafił do aresztu. W podobnym czasie w innej części Gdańska esbecy wyłamali drzwi mieszkania opozycjonisty Tadeusza Szczudłowskiego, aresztując go wraz z synem Piotrem, wówczas maturzystą.

[…]

Po tym wydarzeniu w bazylice Mariackiej codziennie odmawiane były modlitwy w intencji uwięzionych. Prowadzili je Magdalena Modzelewska, Bożena Rybicka i Lech Wałęsa, który po latach określił to doświadczenie „przedstrajkowymi rekolekcjami solidarnościowymi”. Akcja trwała aż do uwolnienia skazanych 3 sierpnia 1980 roku. Niecały tydzień później u Ewy i Piotra Dyków odbyło się zorganizowane na cześć D. Kobzdeja i T. Szczudłowskiego przyjęcie. Uczestniczyło w nim kilkadziesiąt osób związanych z trójmiejską opozycją. Wśród gości była niedawno zwolniona ze stoczni Anna Walentynowicz. „Bogdan Borusewicz wywołał nas na zewnątrz” – wspominał tamten moment Jerzy Borowczak. „Mnie, Wałęsę i Bogdana Felskiego (…). No, to coś trzeba postanowić”. „Zacząłem (…) przygotowywać ich psychicznie do tego, żeby zrobili strajk” – uzupełniał B. Borusewicz.

W trwale zapisany w historii strajk sierpniowy od samego początku aktywnie zaangażował się D. Kobzdej, by wkrótce po podpisaniu porozumienia gdańskiego zostać przewodniczącym Regionalnego Komitetu Obrony Więzionych za Przekonania. Z kolei w maju i czerwcu 1981 r. znalazł się wśród uczestników głodówki, zorganizowanej w budynku gdańskiej Akademii Medycznej w obronie uwięzionych. Prosolidarnościowe działania brutalnie przerwał Wojciech Jaruzelski wprowadzeniem stanu wojennego. D. Kobzdej, chcąc uniknąć ponownego aresztowania, ukrywał się, co równocześnie nie przeszkodziło mu w organizacji nielegalnych manifestacji przed pomnikiem Sobieskiego. W tym czasie prowadził pamiętnik pisany w formie listów do matki. „Wszystko się zawaliło. Jedna noc wystarczyła. Nie wiedziałem, jak was zawiadomić, ostrzec. To już był ranek, mamo. A ja słyszałem wokół śmiech niektórych i słowa: »Skończyło się tak jak się zaczęło« i… obojętność. Słyszałem później, że gdy 13 w nocy wyprowadzano siostrę z domu, nie mogłaś się z tym pogodzić. Chciałaś być z nią, siebie za nią oddać. Chciałaś wsiąść do samochodu. To było straszne. Była noc i padał śnieg”.

Dariusz Kobzdej nigdy nie porzucił lekarskiego powołania – po ujawnieniu się od 1983 r. pracował w szpitalu w Gdyni-Redłowie, równolegle prowadząc działalność opozycyjną. Współzakładał Klub Myśli Politycznej im. Konstytucji 3 Maja, a od 1987 r. współtworzył Gdański Klub Polityczny im. Lecha Bądkowskiego. Zmarł przedwcześnie w wieku 41 lat.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..