Spędzili półtora miesiąca wśród dzieci i młodzieży formujących się w kenijskich i tanzańskich oazach. Właśnie ukazał się ich film o działalności Ruchu Światło–Życie w Afryce.
Do wyjazdu przygotowywali się przez trzy weekendy, biorąc udział w spotkaniach formacyjnych organizowanych przez Centralną Diakonię Misyjną Ruchu Światło–Życie w Krakowie, Częstochowie i w podwarszawskich Laskach. Równolegle zbierali pieniądze na zrealizowanie swojego misyjnego marzenia oraz projektu filmowego o Oazie w Afryce. Dzięki zbiórkom w parafiach, na dniach wspólnoty i przez platformy internetowe oraz wsparciu wielu wspólnot udało się zebrać odpowiednią kwotę, która pozwoliła im udać się do Shalom Home w Mitunguu w Kenii (jest to nieformalne centrum oazowe na Afrykę).
KARIBU! | O Ruchu Światło-Życie w Afryce6 stycznia na youtube’owym kanale „Oaza Gdańsk” ukazał się efekt końcowy filmowej pracy Anny Deneki i Marcina Konkola pt. „Karibu!”. Trwający 2,5 godziny dokument opowiada o katolicyzmie w Afryce, ukazując tamtejszą rzeczywistość. W filmie można zobaczyć Shalom Home, a także podejrzeć, jak wyglądały kenijskie rekolekcje Oazy Nowego Życia. Ciekawym rozdziałem dokumentalnej opowieści są migawki ze ślubu Polki Magdy i Kenijczyka Freddiego, którzy poznali się jako oazowi animatorzy.
Proces powstawania filmu był bardzo wymagający, bo Ania i Marcin realizowali swój projekt równolegle do prowadzenia rekolekcji. – Miałam ogromne wsparcie w diakonii i moderatorach, co wyrażało się w przeróżny sposób. Chociażby w tym, że nie mieliśmy tam wystarczająco dużo statywów, bo potrzebowaliśmy miejsca w walizkach także na inne rzeczy, więc potrzebowałam ludzi, którzy byliby… statywem do lampy – opowiada A. Deneka. – Byli też po prostu chętni do tego, żeby nagrywać rozmowy z nimi, a trzeba wiedzieć, że to działo się już po wszystkim, podczas ciszy nocnej. Więc było to też fizycznie bardziej wymagające – dodaje. Marcin jest autorem muzyki do „Karibu!”. – Będąc w Afryce, starałem się być bardzo uważny i wsłuchiwać się w dźwięki, muzykę, style i pieśni, które wykonywali miejscowi. Jednak kiedy usiadłem przed pustą pięciolinią, czułem się, jakbym nigdy tam nie był. Potrzebowałem trochę czasu, a czasem siłowania się ze sobą, żeby wydobyć ten „afrykański styl” – wspomina 21-latek.
Proces powstawania filmu był niezwykle wymagający.
ks. Krzysztof Borysiewicz
Film pokazuje również chrzest kilkorga z ok. 50 uczestników afrykańskiej ONŻ. – To był naprawdę piękny moment. Byliśmy świadkami tego i uczestniczyliśmy w trudzie, jaki podjęły te dzieciaki, żeby się do chrztu przygotować. Takie coś bardzo zostaje w pamięci – zaznacza Ania. Chrzestnym jednego z oazowiczów, 18-letniego Douglasa, został Marcin. – Będąc w Kenii, nawiązałem bardzo ważną dla mnie relację, której powstanie chyba przesądziło ostatecznie o tym, czy jeszcze tam wrócę. Jest to mój pierwszy chrześniak, nie mam żadnego innego. On sam stracił ojca jak był bardzo mały – jego tata zmarł – opowiada młody misjonarz. – Od dnia jego chrztu stale jesteśmy w kontakcie. Mimo że nie ma między nami zbyt dużej różnicy w wieku, to on traktuje mnie jak własnego ojca i mówi do mnie „tato”. Nie rozmawiamy zbyt często, ponieważ Douglas nie zawsze ma dostęp do Internetu – kontynuuje mężczyzna. – Ostatnio napisał mi, że zdał maturę. Jestem niezwykle dumny! Z tego powodu, że w Kenii mam teraz „syna”, to oczywistym jest dla mnie to, że za rok tam wrócę – muszę odwiedzić swojego chrześniaka. Niedługo będzie miał Pierwszą Komunię św., więc chyba muszę przylecieć z rowerem lub quadem – śmieje się Marcin.
Czym zaskoczyła ich Afryka i tamtejsza Oaza? – Moim odkryciem było to, że ten program, który napisał ks. Franciszek Blachnicki, jest tak uniwersalny – że on po prostu działa! Niezależnie, czy to jest Polska, czy Afryka, czy Filipiny, gdzie też oazy się odbywają, to po prostu działa – mówi 23-latka. – Piękne było też to, że mimo porozumiewania się po angielsku – który nie jest pierwszym językiem ani dla nas, ani dla Afrykańczyków – byliśmy w stanie w się porozumieć i odpowiednio przekazać treść prawd wiary – kontynuuje Ania. – Jechałam tam ze świadomością, że warunki mogą być trudne, bo to jednak jest Afryka. Ale dla mnie zaskoczeniem było to, jak dużo rzeczy nie było dla mnie problemem. Codziennie to samo jedzenie, które nie miało smaku – to nie był problem. Mycie się w wiadrze, bo woda była tylko do 17.00 – to nie był problem. I to było dla mnie zaskakujące – opowiada misjonarka i zaznacza, że w sierpniu chce znów wyjechać jako animatorka do Afryki. – Było to dla mnie bardzo otwierające doświadczenie. Dzięki takiemu wyjazdowi zmienia się bardzo mocno perspektywa i spojrzenie na nasze europejskie życie – podkreśla Ania.
Marcin jest autorem muzyki do „Karibu!”.
Anna Deneka
Natomiast dla Marcina pięknem, które dostrzegł w Kościele w Kenii, było to, że jest on ogniskową życia społecznego i wspólnotowego całych miejscowości. – Niezwykłym doświadczeniem było dla mnie wziąć udział w zwyczajnej, niedzielnej mszy, której najdłuższą częścią były... ogłoszenia parafialne, będące momentami występem komediowym księdza proboszcza – wspomina mężczyzna. – Najbardziej zaskoczyła go jednak rozmowa z ks. Harisonem, proboszczem parafii, w której prowadzili rekolekcje. Duchowny opowiedział mu o swoim typowym dniu: rano Msza św., a potem przez cały dzień „spotykanie chrześcijan”. – Przez cały dzień odwiedza ludzi – chodzi od domu do domu. Nie odmawia zaproszenia na spotkanie czy wspólną modlitwę nikomu, kto wierzy w Jezusa. Jeśli w wiosce jest ktoś chory, to nie pyta, czy jest katolikiem, czy protestantem, ale biegnie mu pomóc. Pamiętam, jak wielkie oczy zrobił, gdy mu powiedziałem, że nasi księża chodzą od domu do domu tylko raz w roku – opowiada M. Konkol.
Jeśli kogoś ciekawi to, jak wygląda życie ludzi w Afrycie, to w filmie „Karibu!” dostanie odpowiedź. Jeśli kogoś interesuje działalność Ruchu Światło–Życie poza Polską – dużo się tam dowie. Jeśli ktoś szuka mocnego świadectwa o działaniu Boga – cały film jest o tym. A jeśli ktoś zastanawia nad wyjazdem na misje, to ten film jest świetną zachętą ku temu.