W Auli Jana Pawła II w Gdańsku zabrakło krzeseł. Pierwsze "Muzyczne Spotkanie z Duchowością" okazało się czymś więcej niż koncertem - było doświadczeniem ciszy, wiary i muzyki, która porusza głębiej niż słowa.
Aula wypełniła się do ostatniego miejsca, a chłód z zewnątrz ustąpił ciepłu rozmów, oczekiwania i skupienia. Już przed pierwszym dźwiękiem było jasne, że to nie będzie zwyczajny koncert.
Tak rozpoczęło się pierwsze spotkanie nowego - muzycznego - cyklu w ramach "Spotkań z Duchowością", organizowanego przez Męską Wspólnotę w Drodze oraz Szkołę Biblijną Archidiecezji Gdańskiej. Na inaugurację zaproszono Antoninę Krzysztoń - artystkę, której twórczość od lat wymyka się prostym definicjom, a muzyka nie tylko porusza emocje, ale prowadzi w głąb. Wstęp na koncert był wolny, a uczestnicy chętnie odpowiadali na zachętę organizatorów, by wesprzeć dobrowolnymi datkami Hospicjum Pomorze Dzieciom.
Muzyczne spotkania z duchowością - ks. Andrzej Bujnowski OP - modlitwa.Od pierwszych taktów dało się odczuć kameralny, niemal intymny charakter wieczoru. To nie było wydarzenie nastawione na efekt czy głośny aplauz. Muzyka płynęła spokojnie, z uważnością, tworząc przestrzeń do słuchania - nie tylko dźwięków, ale i samego siebie. Publiczność chłonęła kolejne pieśni, jakby czas na chwilę zwolnił.
- Dołączam się do podziwu, że tylu nas dzisiaj przyszło - mówi ks. Andrzej Bujnowski OP, moderator spotkania. - Ręczę, że czeka nas niezwykły koncert. Każdy koncert Antoniny jest niezwykły. Miałem okazję być na wielu z nich, a nawet niektóre organizować - podkreśla.
Dominikanin przypomniał, że Antonina Krzysztoń obecna jest na polskiej scenie od 45 lat. Jej droga artystyczna rozpoczęła się właśnie w Gdańsku - w 1981 roku, w Hali Olivia, podczas I Ogólnopolskiego Przeglądu Piosenki Prawdziwej "Zakazane piosenki". - Pojawiła się wtedy młoda dziewczyna z gitarą - wspominał. - I wystarczyło kilka pieśni, by dosłownie "zamrozić" publiczność czystością głosu i brzmienia. Od tamtej pory jest stale obecna na scenie i pozostaje jedną z najwybitniejszych postaci, które mają własny styl i wyrazisty przekaz. W jej sztuce o coś chodzi - mówi.
Ks. Bujnowski zwraca też uwagę, że sama artystka nie lubi określenia piosenkarka. - Lepiej powiedzieć o niej: pieśniarka. To słowo więcej mówi o tym, czym jest jej twórczość - podkreśla.
Muzyczne spotkania z duchowością - Antonina Krzysztoń - koncert.Po koncercie, który publiczność nagrodziła długimi, serdecznymi brawami, nadszedł moment rozmowy - rzadki i szczególny, bo odbywający się bezpośrednio po zejściu artystów ze sceny. - Takie spotkania należą do rzadkości - zauważył dominikanin. - Artyści są jeszcze pod wpływem emocji, a my możemy spróbować zajrzeć głębiej: nie tylko w muzykę, ale w drogę twórcy, w jego doświadczenie wiary - mówił.
Rozmowa z Antoniną Krzysztoń szybko skierowała się ku duchowości, która - jak się okazało - nie jest dodatkiem do jej muzyki, ale jej źródłem. Artystka wspominała przełomowy moment nagrania płyty "Pieśni Postne", powstałej na początku lat 90. - Zadzwonił do mnie Janusz Kotarba z Ruach i zapytał, czy nie nagrałabym płyty religijnej - opowiadała. - Zaczęłam się zastanawiać, co jest mi naprawdę bliskie. I nagle przyszły pieśni wielkopostne - wspomina.
Przygotowanie do tego projektu było dla niej doświadczeniem głęboko ascetycznym. Długi czas pościła, pijąc wyłącznie wodę i jedząc skórkę chleba. - To był czas ogromnej koncentracji na tym, co chcę przekazać - mówi. - Te pieśni są "gołe", proste, pozbawione ozdobników. Mają w sobie moc, która płynie z ciszy i skupienia - wyjaśnia.
Artystka przyznała, że ważną rolę odegrała w jej życiu szkoła w Szymanowie, prowadzona przez siostry Niepokalanki. To tam po raz pierwszy spotkała się z pieśniami religijnymi i doświadczyła modlitwy wspólnotowej. Choć wychowywała się w domu, w którym wiara nie była centralnym punktem codzienności, zawsze towarzyszyło jej - jak mówiła - poczucie opieki. Wspominała babcię i dziadka, którzy dyskretnie, bez wielkich słów, przekazywali jej wiarę. - Dopiero jako dorosła osoba zrozumiałam, jak ogromne to miało znaczenie - podkreśla.
W rozmowie pojawiły się także osobiste, bolesne wątki: wczesna śmierć ojca, doświadczenie straty i późniejsze dojrzewanie do przeżycia żałoby. - Dzieci powinny mieć prawo wiedzieć i płakać. To ważne, by trudne doświadczenia nie były przemilczane - mówiła szczerze.
Muzyczne spotkania z duchowością - spotkanie z Antoniną Krzysztoń.Ks. Bujnowski nawiązał również do jej debiutu w Hali Olivia, w czasie szczególnym dla historii Polski. Antonina Krzysztoń wspominała swoje związki z opozycją, pierwsze nagrania wydawane w podziemiu i tremę, która towarzyszyła jej pierwszemu występowi przed tysiącami ludzi. - Sukienka dosłownie mi falowała, tak bardzo się trzęsłam - wspomina z uśmiechem.
To wszystko - historia życia, wiary, cierpienia i odwagi - wybrzmiewało także w muzyce, która tego wieczoru wypełniła aulę Jana Pawła II. Pierwsze "Muzyczne Spotkanie z Duchowością" okazało się nie tylko koncertem, ale prawdziwym doświadczeniem wspólnoty i ciszy. Spotkaniem, w którym sztuka stała się modlitwą, a duchowość - czymś żywym i dostępnym dla każdego.
- Ta muzyka prowadzi w głąb, nie narzuca się - podkreśla pan Marek, który stał pod ścianą, bo zabrakło miejsc siedzących. - Człowiek wychodzi stąd spokojniejszy, jak po modlitwie. Dobrze, że powstał taki cykl. To było pierwsze spotkanie z duchowością w takiej formie i mam nadzieję, że nie ostatnie - przynaje.
Wśród słuchaczy była też pani Anna, która zdecydowała się przyjść z mężem i synkiem. - Pogoda nie zachęcała do wyjścia - jest zimo i ślisko, ale chęć usłyszenia pani Antoniny na żywo, wygrała. Moja mama słuchała jej muzyki, stąd dobrze ją znam. Mama nie mieszka w Gdańsku, bo inaczej byłaby tu z nami. Koncert był niesamowity. Nadal mam ciarki. Może uda mi się zrobić zdjęcie z panią Antoniną. To będzie super pamiątka - mówi.