Czterdzieści osób z trzynastu wspólnot młodzieżowych przyjechało do Gdańska na Weekend dla Młodych Liderów i Animatorów. W centrum nie była kolejna motywacyjna konferencja, tylko uczciwa rozmowa o tym, że prowadzenie wspólnoty oznacza pracę, decyzje i odpowiedzialność za ludzi, a nie wygodne emocje i ładne hasła.
Spotkanie odbyło się w dniach 7-8 lutego w Zgromadzeniu Sióstr Brygidek w Gdańsku-Oliwie. Organizacją zajął się Wydział Duszpasterstwa Młodzieży Archidiecezji Gdańskiej. W centrum stanęła wymagająca intencja: nauczyć się prowadzić ludzi młodych odpowiedzialnie, świadomie i w zgodzie ze sobą.
Jedną z uczestniczek była Katarzyna Kowalska, zaangażowana w zespół medialny i organizację wydarzeń diecezjalnych. Zapytana o trwające warsztaty odpowiedziała, że najmocniej dotknął ją realizm, który w duszpasterstwie jest niezbędny, a bywa pomijany. - Nauczyłam się, że nie trzeba się bać porażek, bo kryzysy będą tak czy inaczej. To nie jest tak, że w Kościele jest zawsze przyjemnie, że trzeba wykonać konkretną pracę - mówiła.
Dziewczyna podkreślała, że łaska nie działa jak zastępstwo za człowieka. - Pan Bóg daje nam talenty, daje nam łaskę, ale to od nas zależy, jak głęboko się zaangażujemy. My musimy zrobić ten pierwszy krok i wykonać konkretną pracę, a Bóg będzie nam w tym pomagał - tłumaczyła. Ważnym wątkiem, który zaznaczyła Kasia, była też komunikacja, szczególnie w świecie, w którym wspólnoty żyją w rytmie social mediów. - Emocje informują nas o pewnych rzeczach, ale nie powinny nas kontrolować - powiedziała. Dodała także, że w przestrzeni medialnej nie chodzi o wygranie nastroju, tylko o to, by "we właściwy sposób przekazać konkretną treść".
O sensie spotkania opowiedział także ks. Piotr Nadolski, dyrektor Wydziału Duszpasterstwa Młodzieży AG. Zwracał uwagę, że w weekendzie nie chodziło o puste hasła, ale o świadome przywództwo, które zaczyna się od pracy nad sobą. - Staramy się dotykać przede wszystkim tematów, które dotyczą tego, jak być liderem w sposób świadomy, budować przywództwo we wspólnocie w sposób mądry, odpowiedzialny, taki, który mnie buduje wewnętrznie i który buduje wspólnotę - tłumaczył.
Gościem specjalnym był Krzysztof Demczuk, lider wspólnoty Metanoia, pedagog, psychoterapeuta uzależnień, trener i interwent kryzysowy. Organizatorzy zaplanowali konkretną pracę warsztatową, między innymi o zarządzaniu kryzysem, procesie grupowym i narzędziach posługi. I właśnie w tej "konkretności" doświadczony lider najmocniej uderzył w temat, który często rozsadza wspólnoty od środka: mechanizmy obronne, które pozwalają nie widzieć siebie, za to bardzo sprawnie widzieć innych.
Uczestników zatrzymał obrazem prostym jak sprzęt na sali. - Jest mechanizm, tak jak projektor. On nie ma w sobie żadnej treści. Przepuszcza treść z komputera i wyprojektowuje to na ekran. To nie jestem ja. To jest obraz. Ja tylko wyprojektowuję, ale nie jestem tym obrazem - tłumaczył. I dopowiadał, że w projekcji psychologicznej robimy podobnie. - Wyprojektowujemy pewne części, których nie akceptujemy w sobie, na innych ludziach. W praktyce ucieczka zaczyna się od języka. Zamiast "ja", pojawia się bezpieczne "ludzie": "Trudno jest nam powiedzieć: ja się smucę, kiedy... mi jest ciężko, kiedy... Generalizujemy, mówimy "ludzie". To jest takie rozmyte, wyprojektowane - zaznaczył prelegent.
K. Demczuk nazywał też retrofleksję, czyli sytuację, w której człowiek czuje, ale nie dopuszcza ekspresji, więc "zawija" emocję do środka. - Czuję smutek, ale tego nie wypuszczę. Wytrzymam. Czuję złość, ale nie powiem. Skieruję ją na siebie. Nie jest problemem to, że się złościsz. Problemem jest to, jak się zachowujesz, jak się złościsz - wyjaśniał. To prosta, ale uwalniająca teza: emocja nie jest grzechem, grzechem bywa sposób, w jaki człowiek nią rani.
Sporo miejsca poświęcił też defleksji, czyli unikaniu kontaktu z tym, co niewygodne, przez zagadywanie, żarty, zmianę tematu albo wieczną aktywność. W jednym z przykładów opisywał osobę, która w trakcie odprawy sygnalizuje sprzeciw nie wprost, ale gestem, miną, przewracaniem oczami. - Wyrażasz to poprzez wywracanie oczami. Ale to się widzi - komentował, pokazując, że lider musi umieć zauważać i nazywać.