Niedzielna liturgia 22 lutego w parafii pw. św. Antoniego Padewskiego w Gdańsku-Brzeźnie zgromadziła braci Kościelnej Służby Mężczyzn "Semper Fidelis", ich rodziny oraz poczty sztandarowe. Okazją do wspólnego świętowania była 39. rocznica powstania wspólnoty.
Wspólnota powstała w 1987 r., by podczas pielgrzymki św. Jana Pawła II do Trójmiasta czuwać nad porządkiem i bezpieczeństwem. W tamtym czasie skupiała niemal 10 tys. członków. Eucharystii, sprawowanej wspólnie z kapelanami KSM, przewodniczył abp Tadeusz Wojda.
W homilii pasterz postawił akcent na wierności rozumianej nie jako hasło, lecz jako codzienna postawa serca, odnawiana w kontakcie z krzyżem. Metropolita prowadził słuchaczy przez logikę Wielkiego Postu, w której nie chodzi o wzruszenie czy jednorazowy zryw, ale o karmienie się miłością Chrystusa w sposób stały i konkretny. - Jesteśmy powołani do tego, by każdego dnia budować swoją postawę wierności, tej miłości, którą Bóg objawił nam w Jezusie Chrystusie, a najpełniej w krzyżu. Bo krzyż to symbol tej miłości. Bo krzyż to miejsce, gdzie doświadczamy z jednej strony wielkiej miłości Boga do każdego z nas, a z drugiej dokonuje się odkupienie człowieka, a więc oczyszczenie z tego wszystkiego, co nie pozwala nam w pełni doświadczyć właśnie tej wielkiej miłości, jaka nieustannie przychodzi do nas z krzyża - mówił.
Arcybiskup poprowadził dalej słuchaczy przez biblijną logikę pokusy. Zatrzymał się przy opisie stworzenia człowieka, wydobywając z niego sens, który dziś brzmi wyjątkowo mocno: człowiek jest wielki, ale nie jest Bogiem. I kiedy zaczyna myśleć odwrotnie, wchodzi w przestrzeń duchowego oszustwa. - W pierwszym czytaniu z Księgi Rodzaju słyszeliśmy drugi opis stworzenia człowieka. Ten drugi opis rozumiemy lepiej, kiedy sięgniemy do pierwszego opisu, do rozdziału wcześniejszego, bo dzisiejszy fragment jest z drugiego rozdziału. Kiedy Pan Bóg na końcu całego stworzenia, kiedy już wszystko stworzył, stwarza człowieka, padają te piękne słowa: stworzył go na swój obraz i podobieństwo. Dlaczego Pan Bóg chciał stworzyć człowieka na swój obraz i podobieństwo? Czy potrzebował człowieka, który byłby na obraz i podobieństwo Boże? - pytał kapłan.
Dalej abp Wojda pokazał, że dramat Edenu nie zaczyna się od „wielkiej wojny”, ale od sugestii: przestań ufać Bogu, sam sobie poradzisz. A potem przychodzi konsekwencja, która nie jest tylko karą, ale doświadczeniem człowieka, który oddalił się od Źródła. - Niestety pierwsi rodzice ulegli tej pokusie złego ducha, który już wtedy stanął przed nimi. Chciał ich doprowadzić do sytuacji przeciwko Bogu. I wiemy, że to był grzech pierworodny, który spowodował, że Pan Bóg wypędza potem rodziców z raju i mówi: od tej chwili będziecie czynić ziemię sobie poddaną, pracując ciężko i w codziennym trudzie. I to, co stało się wtedy, ta pierwsza pokusa szatana, powraca w dzisiejszej Ewangelii - podkreślił duchowny.
Właśnie dlatego, jak tłumaczył, scena kuszenia Jezusa na pustyni nie jest "opowieścią z dawnych czasów", tylko lustrem. Bo mechanizm nie zmienił się do dziś: przesunąć Boga na margines i postawić w centrum własne pragnienia, ambicje i lęki. Słowa mocno wybrzmiały w kontekście życia świeckich mężczyzn, ich odpowiedzialności w rodzinach, w pracy i we wspólnocie Kościoła.
W wymiarze wspólnotowym uroczystość miała też bardzo konkretny znak: do Semper Fidelis dołączyło pięciu nowych braci. W perspektywie zbliżającego się 40-lecia hierarcha zachęcał, by wspólnota nie zamykała się w gronie "sprawdzonych", lecz miała odwagę zapraszać i formować kolejnych. Wierność, o której mówił, nie jest postawą „dla wybranych”, tylko drogą służby: obecności w Kościele, odpowiedzialności i trwania przy Chrystusie wtedy, gdy emocje opadną.
W tym kontekście metropolita wskazał na proste, ale wymagające praktyki, które tę wierność budują: modlitwę jako realny dialog, sakrament pojednania i nabożeństwa pasyjne, zwłaszcza Drogę Krzyżową. Przywołał przy tym świadectwo św. Jana Pawła II jako kogoś, kto nie traktował krzyża jak symbolu, lecz jak codzienną szkołę miłości. - Jesteśmy w Wielkim Poście, a więc jesteśmy też zapraszani do tego, żeby odprawiać Drogę Krzyżową. Święty Jan Paweł II każdego dnia odprawiał Drogę Krzyżową. Nawet do tego stopnia, że kiedy podróżował i był w samolocie, potrafił się skoncentrować, wyłączyć, by medytować Drogę Krzyżową Jezusa Chrystusa. To świadczy o tym, jak bardzo przeżywał głęboką miłość Chrystusa i jak bardzo starał się tę miłość przyswoić, jak bardzo pragnął nią napełniać swoje serce po to, by być dla drugiego człowieka - zaakcentował pasterz.
Na zakończenie uroczystości wręczono tradycyjnie statuetki św. Jana Pawła II. Otrzymali je ks. Jan Świstowicz, gospodarz przeżywanej uroczystości, i brat Henryk Niedek, ceremoniarz z Kościoła pw. św. Andrzeja Boboli w Gdyni-Obłużu. Następnie abp Wojda zawierzył braci Semper Fidelis Chrystusowi, prosząc o łaskę stałości. Bo wierność nie rodzi się z samego podziwu dla ideału, ale z powrotów: do krzyża, do sakramentów, do modlitwy. I z decyzji, by nie oddawać serca "cielcom" epoki, tylko Temu, który naprawdę wyzwala.