Przy Sanktuarium Matki Bożej Brzemiennej w gdańskim Matemblewie zrobiło się kolorowo, gwarno i bardzo… zajączkowo. Tuż przed Wielkanocą dzieci, rodziny i parafianie spotkali się, by wspólnie przeżyć jedno z najbardziej wyczekiwanych wydarzeń wiosny - rozstrzygnięcie konkursu na wielkanocnego zająca.
Już od pierwszych chwil było wiadomo, że nie będzie to zwykłe rozdanie nagród. Ks. Andrzej Pradela, proboszcz parafii, witając uczestników, żartował, że "to nasza polana matemblewska naszych zająców", a chwilę później - ku radości najmłodszych - na polanę wskoczył… "prawdziwy" zając. Maskotka natychmiast otoczona została przez dzieci, które reagowały śmiechem i oklaskami. - Lepiej, że nie startował w konkursie, bo pewnie by wygrał - żartował ks. Andrzej, podziwiając jego energię i formę.
Na polanie stanęło parę - bardzo ciekawych i twórczych - prac. Każda inna, każda opowiadająca własną historię. Organizatorzy przypomnieli zasady: zając miał mieć minimum pół metra wysokości i być wykonany z naturalnych materiałów. Efekt? Prawdziwa eksplozja pomysłowości.
Były zające okrągłe i smukłe, włochate, ekologiczne, z recyklingu i całkiem tradycyjne. Zamiast jednego schematu nagród pojawiły się wyróżnienia z charakterem. Publiczność oklaskiwała kolejno: najbardziej ekologicznego zająca, najsłodszą konstrukcję, która - jak żartowano - "dziwne, że jeszcze nie została zjedzona", zająca-transparent oraz pracowitego zająca sprzątacza.
Rozstrzygnięcie konkursu na wielkanocnego zająca w Matemblewie.Każde wyjście uczestników po nagrodę zamieniało się w małe święto: wspólne zdjęcia z zającem i spontaniczne reakcje dzieci tworzyły atmosferę rodzinnego pikniku. Między kolejnymi ogłoszeniami wyników wielu uczestników i widzów spacerowało w pobliżu konkursowych zająców. Nie wszyscy zdecydowali się w tym roku wystartować - czego część żałowała.
- Patrzymy na te zające i już wiemy, że za rok musimy spróbować - mówili z uśmiechem państwo Anna i Marcin, którzy przyszli z dziećmi tylko jako widzowie. - Myśleliśmy, że to będzie taki mały konkurs, a tu tyle pracy, pomysłów i radości. Dzieci już w drodze tutaj wymyślały własnego zająca. Trochę żałujemy, że nie zdążyliśmy się przygotować, bo widać, że to naprawdę buduje wspólnotę - mówi pani Anna.
Nie brakowało też stałych parafian, którzy z entuzjazmem obserwowali wydarzenie od początku do końca. - Najpiękniejsze jest to, że tutaj spotykają się całe rodziny - podkreślał pan Andrzej. - Widać dziadków, rodziców i dzieci razem przy jednej pracy. To nie jest tylko konkurs. To takie nasze parafialne święto przed Wielkanocą. Człowiek patrzy na te zające i widzi przede wszystkim ludzi, którzy chcą być razem - uśmiecha się.
Kulminacją wydarzenia było ogłoszenie podium. Trzecie miejsce zdobył zając, który przybył...w kapciach, jak ktoś, kto czuje się w kościele jak w domu. Drugie miejsce trafiło do pracy przygotowanej przez Dom Samotnej Matki - zająca-matkę z dzieckiem.
Gdy przyszła pora na ogłoszenie zwycięzcy, publiczność miała okazję do wspólnego śpiewu. Na polanie zabrzmiała piosenka, a wydarzenie naturalnie przeszło w radosne, wspólnotowe świętowanie.
Rozstrzygnięcie konkursu na wielkanocnego zająca w Matemblewie - zwycięzcy.Pierwsze miejsce przypadło w udziale matemblewskiej scholi, która przygotowała największego zająca ze wszystkich. Był większy niż większość młodych artystów.
Konkurs wielkanocnego zająca w Matemblewie od lat łączy mieszkańców, rodziny i parafian. Takie inicjatywy wpisują się w wielkanocną tradycję wspólnego przygotowania do świąt - poprzez twórczość, spotkanie i radość bycia razem. Na matemblewskiej polanie zające były tylko pretekstem. Najważniejsze okazało się coś innego: wspólnota, śmiech dzieci i poczucie, że Wielkanoc naprawdę się zbliża.