W cerkwi św. Bartłomieja w Gdańsku Wielka Sobota miała w tym roku szczególny wymiar. Grekokatolicy przeżywali ją w rytmie swojej liturgii, ale po raz pierwszy przygotowywali się do Paschy w tym samym terminie co katolicy obrządku łacińskiego. Zmieniła się data. Nie zmieniła się głębia tej modlitwy.
W greckokatolickiej świątyni Wielka Sobota nie zaczyna się od ruchu, lecz od ciszy. Wierni wchodzą powoli, zatrzymują się przy płaszczenicy, pochylają głowy, klęczą. W centrum nie stoi jeszcze radość poranka, ale tajemnica Chrystusa złożonego do grobu. Ta cisza nie jest jednak pusta. Ona już niesie w sobie zapowiedź światła.
Tak było także w cerkwi św. Bartłomieja i Opieki Najświętszej Bogurodzicy w Gdańsku, która od 1997 r. jest świątynią greckokatolicką i konkatedrą eparchii. To właśnie tam odwiedziliśmy wspólnotę przeżywającą Wielką Sobotę w duchu wschodniej liturgii, bardzo skupionej, oszczędnej w zewnętrznych gestach, a jednocześnie głęboko nasyconej sensem.
W homilii wybrzmiało to bardzo mocno. - Przeżywamy Wielką Sobotę. To dzień ciszy, ale nie bezczynności Boga. Gdy Jezus spoczywał w grobie, dokonywało się dzieło zbawienia - mówił kapłan. Te słowa dobrze oddają duchowy ton tego dnia. Z zewnątrz wszystko wydaje się zatrzymane. Grób jest zamknięty. Uczniowie milczą. A jednak właśnie wtedy Bóg działa najgłębiej.
Kaznodzieja przypomniał, że Kościół od wieków widzi Wielką Sobotę jako czas zstąpienia Chrystusa do otchłani, do tych wszystkich, którzy od pokoleń czekali na Mesjasza. To dlatego w tradycji wschodniej tak ważny jest obraz Chrystusa, który rozrywa bramy śmierci, kruszy zamki i kajdany, wyprowadzając ku życiu tych, którzy oczekiwali zbawienia.
- To obraz głęboko teologiczny. Oznacza on, że Jezus zwycięża śmierć, rozbija jej potęgę i wyprowadza tych, którzy czekali na zbawienie - mówił. Wielka Sobota w cerkwi nie jest jedynie dniem żałoby po Wielkim Piątku. Jest dniem ukrytego zwycięstwa. Greckokatolicka liturgia prowadzi wiernych właśnie przez takie przeżywanie tej tajemnicy. W Wielką Sobotę sprawowane są Nieszpory z Liturgią św. Bazylego Wielkiego, a w centrum modlitwy pozostaje płaszczenica. Z ciszy i skupienia zaczyna się wyłaniać ton Paschy, przejście od mroku do światła, od grobu do życia.
Tegoroczna Wielka Sobota miała jednak jeszcze jeden wymiar. Po raz pierwszy grekokatolicy w Polsce przygotowywali się do Wielkanocy obchodzonej według kalendarza gregoriańskiego, a więc w tym samym terminie co katolicy obrządku łacińskiego. Pełne przejście na ten kalendarz weszło w życie 18 stycznia 2026 roku.
Reforma objęła również święta ruchome, w tym Paschę, ale nie zmieniła samej liturgii, która nadal pozostaje wierna tradycji wschodniej. I właśnie to było w Gdańsku mocno odczuwalne. Nie jako administracyjna decyzja, ale jako realne doświadczenie Kościoła. Ta sama data świąt nie oznacza tu ujednolicenia. W cerkwi św. Bartłomieja wszystko pozostaje zakorzenione w duchowości Wschodu: śpiew, symbolika, sposób przeżywania ciszy Wielkiej Soboty, prowadzenie wiernych przez historię zbawienia. Zmienił się kalendarz. Nie zmieniła się tożsamość.
W homilii ta paschalna logika została nazwana wprost. - Ta noc jest przejściem. Przejściem od ciszy do śpiewu, od oczekiwania do spełnienia, od mroku do światła, od śmierci do życia - tłumaczył duchowny. W tych słowach spotykają się dwa porządki. Z jednej strony odwieczna treść Wielkiej Soboty. Z drugiej tegoroczne doświadczenie grekokatolików w Polsce, którzy weszli w tę samą datę Paschy co Kościół łaciński, nie tracąc nic ze swojego liturgicznego dziedzictwa. To chyba najmocniejsze przesłanie tej Wielkanocy. Że można być bliżej siebie, nie rezygnując z własnej tradycji. Że jedność Kościoła nie polega na zatarciu różnic, ale na wspólnym stanięciu wobec tej samej tajemnicy. W ciszy grobu, która już niesie poranek. W świetle, które jeszcze nie rozbłysło w pełni, a przecież już jest obecne. W wierze, że grób to nie ostatnie słowo Chrystusa.
Więcej w 16. numerze "Gościa Gdańskiego" na 19 kwietnia.