Dobro, które rozkwita

– Dziękuję wszystkim, którzy swoją obecnością, pracą i otwartym sercem wspierają naszych pacjentów oraz ich bliskich w najtrudniejszych chwilach – mówił ks. Piotr Weigelt, dyrektor Domu Hospicyjnego Caritas im. św. Józefa w Sopocie.

Atmosferę tej inicjatywy trudno opisać. Radość, uśmiech, kolory, muzyka – to wszystko w śródmiejskiej przestrzeni Gdańska. Żółte żonkile, wolontariusze z puszkami, rodziny, harcerze, przedstawiciele hospicjów i mieszkańcy Pomorza – tak wyglądał finał tegorocznych Pól Nadziei na Pomorzu. Centralnym wydarzeniem była Żonkilowa Parada, która wyruszyła z ul. Podwale Staromiejskie i przeszła w kierunku Dworu Artusa. W kolorowym pochodzie uczestniczyli wolontariusze, pracownicy i podopieczni siedmiu pomorskich hospicjów, harcerki i harcerze Pomorskiego Okręgu ZHR, przedstawiciele samorządów, darczyńcy, rodziny pacjentów oraz mieszkańcy regionu, którzy przyszli, by okazać wsparcie osobom nieuleczalnie chorym i ich bliskim. – Moja mama była pod opieką hospicjum domowego – opowiadał pan Andrzej z Gdyni, który przyszedł na paradę z rodziną. – Gdy choroba postępowała, nie wiedzieliśmy, jak sobie poradzić. Pojawili się ludzie z hospicjum i nagle przestaliśmy być sami. Pomogli nie tylko mamie, ale też nam – nauczyli, jak być przy niej spokojnie, bez lęku. Dziś przychodzę tutaj co roku, żeby powiedzieć „dziękuję”. To dla mnie bardzo ważny dzień – przyznał. Osób, dla których Pola Nadziei to ważne wydarzenie, było tego dnia więcej. W kolorowym pochodzie uczestniczyło kilkaset osób – starszych i młodszych, całe rodziny. – Przyszliśmy z dziećmi, bo chcemy je uczyć wrażliwości od najmłodszych lat – mówił pan Michał, który spacerował w pochodzie z dwójką dzieci trzymających żółte żonkile. – Rozmawiamy w domu o pomaganiu, ale takie wydarzenia pozwalają zobaczyć to naprawdę. Dzieci pytają, komu pomagamy, dlaczego ludzie wrzucają pieniądze do puszek. To trudne tematy, ale potrzebne. Chcemy, żeby wiedziały, że choroba i cierpienie nie są czymś, od czego się ucieka, tylko momentem, kiedy trzeba być bliżej drugiego człowieka – przyznał. Żonkile były wszechobecne na trasie przemarszu. Wolontariusze rozdawali jest każdemu, aby chociaż trochę zainteresować ideą hospicyjnej pomocy. – Jestem wolontariuszką od dwóch lat – mówiła Marta, studentka pielęgniarstwa, idąca w żonkilowym pochodzie razem z grupą wolontariuszy. Parada była widzialnym znakiem idei, która od lat przyświeca Polom Nadziei – przypominania, że hospicjum to przede wszystkim obecność, troska i towarzyszenie człowiekowi do końca jego życia. – Dopiero tutaj zobaczyłam, jak ogromne znaczenie ma zwykła obecność. Czasem wystarczy potrzymać kogoś za rękę, posiedzieć przy nim chwilę, wysłuchać go. Pola Nadziei przypominają mi co roku, dlaczego wybrałam taki zawód – bo medycyna to nie tylko leczenie, ale przede wszystkim człowiek – wyjaśniła. Uczestnicy podkreślali, że dobro naprawdę zakwita wtedy, gdy ludzie decydują się być razem – szczególnie wobec tych, którzy najbardziej potrzebują wsparcia.

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

Czytasz fragment artykułu

Subskrybuj i czytaj całość

już od 14,90

Poznaj pełną ofertę SUBSKRYPCJI

Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.
« 1 »