Kilka tysięcy pielgrzymów przyszło 17 maja na Kalwarię Wejherowską, by modlić się w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego. O. Leonard Bielecki OFM przypominał im, że Chrystus nie zostawia człowieka samego, lecz wchodzi w jego codzienność, lęki i nadzieje.
Na Kalwarię Wejherowską przyszli z Oliwy, Kościerzyny, Stężycy, Żukowa, Przodkowa, Lini, Szemudu, Strzepcza, Gowina, Gościcina, Bolszewa i wielu innych miejsc. Jedni szli od świtu, inni od wielu godzin. Byli tacy, którzy znali tę drogę od dziecka, i tacy, którzy przyszli pierwszy raz. W niedzielę 17 maja, w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego, przed Kościołem Trzech Krzyży zebrało się kilka tysięcy wiernych.
To był pierwszy z tak zwanych dużych odpustów na Kalwarii Wejherowskiej. Jeden z tych dni, kiedy miasto i kalwaryjskie wzgórza przypominają, że wiara na Kaszubach ma nie tylko swoje świątynie, ale też drogi. Wydeptane przez pokolenia.
Najstarsza pielgrzymka, z Oliwy, przyszła do Wejherowa po raz 358. Pątnicy z Kościerzyny pielgrzymowali po raz 352. Do Kalwarii dotarły także grupy ze Stężycy i Żukowa, z Przodkowa, Grzybna wraz ze Szkołą Katolicką z Kartuz, z Szemudu, Bojana, Kielna i Koleczkowa, z gdyńskich parafii, z Lini, Strzepcza, Gowina, Sychowa, Gościcina, Bolszewa, Strzebielina i z wejherowskiej parafii Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski. Byli również pielgrzymi zmotoryzowani, rowerzyści z Łebuni, przedstawiciele grup z Sierakowic i Torunia oraz indywidualni pątnicy z Kartuz, Bytowa, Parchowa, Chwaszczyna, Tczewa, Starogardu Gdańskiego, Słupska i Charbrowa.
Odpust Wniebowstąpienia na Kalwarii Wejherowskiej - taniec feretronówPrzed franciszkańskim kościołem św. Anny można było zobaczyć to, co od lat pozostaje jednym z najbardziej przejmujących znaków wejherowskich odpustów: feretrony niesione przez pielgrzymów i tradycyjne kaszubskie pokłony świętych wizerunków. Orkiestry, chorągwie, modlitwa, śpiew i procesja z Najświętszym Sakramentem, długa na kilkaset metrów, poprowadziły wiernych ku Kalwarii.
Mszy św. przed Kościołem Trzech Krzyży przewodniczył o. Leonard Bielecki OFM, prowincjał Prowincji św. Franciszka Zakonu Braci Mniejszych w Poznaniu. Razem z nim modlili się franciszkanie, kapłani diecezjalni, przedstawiciele władz powiatu wejherowskiego i miasta, a także obecni tradycyjnie przedstawiciele zakonu bożogrobców.
Dla wielu pielgrzymów ten odpust nie jest jedynie wydarzeniem religijnym wpisanym w kalendarz. Jest powrotem do źródła. - Przychodzę tu, bo potrzebuję zobaczyć, że wiara nie jest tylko sprawą prywatną, zamkniętą w domu albo w kościelnej ławce - mówiła Jolanta, jedna z pątniczek z okolic Kartuz. - Droga na Kalwarię porządkuje człowieka. Kiedy idzie się z innymi, kiedy bolą nogi, kiedy trzeba wstać wcześniej niż zwykle, wtedy łatwiej oddać Bogu to, co w środku jest ciężkie.
Inny pielgrzym, Czesław, który szedł z jedną z kaszubskich grup, przyznał, że wraca na Kalwarię co roku nie z przyzwyczajenia, ale z potrzeby serca. - Wniebowstąpienie przypomina mi, że nie wszystko kończy się na tym, co widzę. Człowiek żyje pracą, rodziną, rachunkami, chorobami, obowiązkami. A tutaj słyszy: patrz wyżej. Nie uciekaj od życia, ale nie zamykaj go tylko w ziemskich sprawach - mówił
W homilii o. Leonard Bielecki OFM mówił właśnie o tym napięciu: między ludzkim oczekiwaniem a Bożym sposobem działania. Przypomniał scenę z Dziejów Apostolskich, w której uczniowie pytają Jezusa: ”Panie, czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraela?”. Zwrócił uwagę, że nawet po zmartwychwstaniu apostołowie wciąż myśleli według starych kategorii. - Człowiek w swoich wyobrażeniach, również w oczekiwaniach wobec Pana Boga, potrafi się tak zakleszczyć, że sprawy oczywiste wcale nie są dla niego takie oczywiste - mówił prowincjał.
Jak podkreślał, uczniowie oczekiwali od Jezusa politycznej siły, bezpieczeństwa, potęgi i ziemskiego zwycięstwa. Tymczasem Chrystus dał im coś innego: obietnicę Ducha Świętego i misję. - To jest zadziwiające, jak ciężko człowiekowi zmienić sposób myślenia. Jak ciężko jest człowiekowi nawrócić się, czyli przyjąć, że Boże reguły, Boże zasady są zupełnie inne niż te tego świata - mówił o. Bielecki.
Odpust Wniebowstąpienia na Kalwarii Wejherowskiej - fragment homiliiWskazywał, że także dziś chrześcijanin musi uczyć się patrzenia na świat nie tylko po ludzku, ale w perspektywie Boga. Nie chodzi o oderwanie od codzienności, lecz o głębsze rozumienie własnego życia, relacji, pracy, rodziny, cierpienia i nadziei. - Duch Święty daje nam tę zdolność, ukazuje nam wartość nie tylko materii, ale tych rzeczy nieprzemijających - mówił kaznodzieja. - Dlatego też tu się gromadzimy. Dlatego też wyruszyliśmy z naszych domów.
Joanna, jedna z pielgrzymujących kobiet mówiła po Mszy św., że właśnie te słowa najmocniej ją dotknęły. - Przyszłam z intencją za rodzinę, ale też z własnym zmęczeniem. Czasem człowiek ma wrażenie, że wszystko musi unieść sam. A dzisiaj usłyszałam, że Bóg nie jest gdzieś daleko w niebie, tylko chce wejść w tę konkretną codzienność. W te sprawy, których nie umiem poukładać. To było dla mnie bardzo ważne - powiedziała.
O. Leonard wiele miejsca poświęcił także odpowiedzialności za wiarę. Przypomniał słowa Jezusa: ”Idźcie i nauczajcie wszystkie narody”. Mówił, że chrześcijanin nie może zamknąć wiary wyłącznie w sobie, choć głoszenie Chrystusa w dzisiejszym świecie bywa trudne. - Świat opornie przyjmuje. Czasami może się wydawać, że nawet traktuje nas jak wrogów, mimo tego, że przecież chcemy mówić o tym, że Bóg jest miłością - mówił.
Zaznaczył jednak, że misja nie może oznaczać przemocy, niecierpliwości ani duchowego nacisku. Posłużył się obrazem chrztu jako zanurzenia w Chrystusie. Mówił, że jeśli ktoś próbuje ”gwałtownie nauczyć pływać z głową pod wodą”, może drugiego człowieka podtopić. - Odnoszę takie wrażenie, że to, czego się świat obecnie boi, jeżeli chodzi o chrześcijaństwo, to że my go podtopimy. Że ludzie nie zdążą nabrać powietrza, że wymagania, które Chrystus daje, są tak mocne i tak trudne, że to po prostu podetnie im skrzydła - mówił.
Dlatego, jak podkreślał, potrzeba dziś większej cierpliwości wobec tych, którzy są daleko od wiary. - To nie chodzi o to, żebyśmy rezygnowali z doktryny, z tego, co tworzy naszą istotę w imię Boże, ale może sposób czy cierpliwość wobec ludzi, którzy są tak daleko od Chrystusa, powinna być obecnie znacznie większa - zaznaczył.
Te słowa dobrze współbrzmiały z doświadczeniem wielu pielgrzymów. Andrzej, jeden z młodych uczestników odpustu przyznał, że przyszedł na Kalwarię, choć w jego środowisku wiara nie zawsze jest czymś oczywistym. - Dla mnie ta pielgrzymka jest trochę świadectwem, ale bez narzucania się komukolwiek. Idę, bo sam potrzebuję wiary. Bo chcę sprawdzić, czy naprawdę jest we mnie miejsce dla Boga. I może ktoś, patrząc na to spokojnie, bez krzyku, agresji, też kiedyś zapyta, po co to wszystko - zastanawiał się.
Najmocniejsza część homilii dotyczyła radości. O. Leonard Bielecki OFM przypomniał, że według Ewangelii św. Łukasza apostołowie po wniebowstąpieniu wrócili do Jerozolimy ”z wielką radością”. Po ludzku mogłoby się wydawać, że powinni być smutni, bo Chrystus odszedł. Kaznodzieja tłumaczył jednak, że wniebowstąpienie nie oznacza nieobecności Boga. - Bóg wstępując do nieba, pozostaje z nimi już na zawsze. Czas i przestrzeń już nie są granicą - tłumaczył. To, jak podkreślał, jest jednym z najgłębszych sensów chrześcijańskiej nadziei. Jezus nie jest już obecny tylko w jednym miejscu i czasie. Jest przy człowieku wszędzie: w modlitwie, sakramentach, lęku, kryzysie, cierpieniu i zwyczajnej codzienności.
- Wierzymy głęboko, że mimo tego, że Jezusa fizycznie, Jego postaci jako człowieka, nie ma wśród nas, to przecież wierzymy, że w naszym życiu jest, gdziekolwiek będziemy - mówił prowincjał.
Odpust Wniebowstąpienia na Kalwarii Wejherowskiej - feretron oliwskiNawiązał też do postaci św. Franciszka z Asyżu i jego rozumienia radości doskonałej. Nie jako uśmiechu przyklejonego do twarzy, nie jako lekceważenia bólu, ale jako głębokiego pokoju, którego nie da się wyrwać z serca nawet wtedy, gdy człowiek zostaje upokorzony, odrzucony albo doświadcza kryzysu. - Radość doskonała to jest radość, która jest głęboko osadzona w sercu, bardzo głęboko, której nie można wyrwać z tego serca - mówił o. Leonard. - Na czym polega radość doskonała? Na tym, że w sytuacji odrzucenia, cierpienia, bólu, kryzysu, jakiegoś życiowego rozczarowania, ja mam ciągle świadomość, że Bóg jest ze mną - tłumaczył.
Na zakończenie homilii kaznodzieja zachęcał wiernych, by oddali Bogu te sprawy, które ich ”zjadają”, które odbierają pokój i wybijają z codziennego rytmu. - Spróbujmy w tej krótkiej chwili zaprosić Boga właśnie w te sprawy, w tę rzeczywistość, oddać Mu to. Wzbudzić w sobie to doświadczenie fundamentalne dla wiary, czyli doświadczenie zaufania, że Bóg nie jest gdzieś daleko w niebie, ale jest dzisiaj w moim życiu - mówił.
Po Mszy św. odbyło się tradycyjne pożegnanie pielgrzymów. Feretrony znów pochyliły się w pokłonach, zabrzmiały orkiestry, a grupy zaczęły drogami wracać do swoich parafii. Kalwaria, przez kilka godzin wypełniona śpiewem, modlitwą i kaszubską tradycją, powoli cichła. Odpust Wniebowstąpienia Pańskiego w Wejherowie przypomniał, że pielgrzymowanie nie jest tylko drogą z jednej miejscowości do drugiej. Jest także próbą przejścia od lęku do zaufania, od własnych wyobrażeń do Bożej perspektywy, od samotnego dźwigania ciężarów do wiary, że Chrystus naprawdę jest obecny.
Za dwa tygodnie pielgrzymi znów wrócą na Kalwarię Wejherowską, tym razem na odpust Trójcy Świętej. A ci, którzy schodzili w niedzielę ze wzgórz, nieśli ze sobą zdanie, które mogło stać się najważniejszą puentą tego odpustu: nie jesteśmy w tym świecie sami.
Więcej filmów na kanale YT "Gościa Gdańskiego" TUTAJ.