Pieszo do Jerozolimy przejdź do galerii

Od Westerplatte rozpoczęła się polska trasa międzynarodowego Peace Walk do Jerozolimy.

Polska trasa międzynarodowego Peace Walk rozpoczęła się w symbolicznym miejscu - na Westerplatte, gdzie 1 września 1939 roku padły pierwsze strzały II wojny światowej. To właśnie stamtąd pielgrzymi i uczestnicy Marszu Pokoju wyruszyli w drogę prowadzącą przez Polskę, Europę i dalej do Jerozolimy. Organizatorzy podkreślają, że wybór Westerplatte nie był przypadkowy. Miejsce naznaczone historią wojny ma dziś stać się przestrzenią przypominającą o potrzebie pokoju, pojednania i solidarności między narodami.

Od ponad dwóch i pół roku Sławek Molenda pozostaje w nieustannej pielgrzymkowej drodze. Marsz Pokoju do Jerozolimy, który właśnie rozpoczął się w Gdańsku, jest już jego trzecią próbą dotarcia pieszo do Ziemi Świętej. Jak podkreśla, nie traktuje tego jedynie jako wyjątkowej wyprawy czy sportowego wyzwania. Pielgrzymowanie stało się dla niego sposobem na życie i odpowiedzią na wewnętrzne powołanie, które odkrył przed dziesięciu laty.

Peace Walk 2026 - Westerplatte
Justyna Liptak /Foto Gość

Wszystko zaczęło się po doświadczeniu ciężkiej choroby i głębokiego kryzysu życiowego. Molenda wspomina, że w pewnym momencie nie był już w stanie dalej pracować i funkcjonować tak jak wcześniej. Przełomem okazało się wydarzenie, które do dziś uważa za moment swojego powołania. Żona przeczytała mu fragment z Księgi Ezechiela, który odebrał jako osobiste wezwanie do wyjścia w drogę. Jak mówi, wtedy po raz pierwszy poczuł, że musi zostawić dotychczasowe życie i ruszyć przed siebie jako pielgrzym.

Naturalnym kierunkiem stało się Camino de Santiago. W czasie drogi przez Francję pojawiła się jednak wizja ludzi idących do Jerozolimy. To doświadczenie całkowicie zmieniło jego myślenie o pielgrzymowaniu. Wkrótce dołączył do międzynarodowej inicjatywy Jerusalem Way, której celem jest odtwarzanie i promowanie pieszych szlaków prowadzących do Ziemi Świętej. Dziś pełni funkcję koordynatora grupy walkerów w Polsce i zachęca innych do odkrywania dawnej tradycji pielgrzymowania na Wschód.

Pierwszą próbę dotarcia do Jerozolimy rozpoczął jesienią 2019 roku. Wędrował przez Bałkany, Grecję i Turcję, a po drodze mierzył się z zamykającymi się granicami i wybuchem pandemii COVID-19. Jak wspomina, przez długi czas miał poczucie, że mimo kolejnych przeszkód droga w niezwykły sposób się przed nim otwiera. Ostatecznie jednak wojna w Syrii i pandemiczne restrykcje uniemożliwiły dalszą wędrówkę. Druga próba prowadziła z kolei przez Hiszpanię i północną Afrykę, jednak również nie zakończyła się wejściem do Jerozolimy.

Mimo kolejnych niepowodzeń Molenda nie zamierza rezygnować. Podkreśla, że pielgrzymowanie stało się dla niego czymś znacznie głębszym niż sam cel podróży. To droga, na której odnajduje sens, wolność i duchową tożsamość. Sam mówi o sobie przede wszystkim jako o pielgrzymie i przyznaje, że właśnie w drodze czuje się najbardziej na swoim miejscu. Marsz Pokoju do Jerozolimy traktuje więc nie jako kolejną próbę, ale dalszy ciąg powołania, które - jak wierzy - prowadzi go od wielu lat.

Peace Walk jest częścią międzynarodowej inicjatywy Jerusalem Way - najdłuższego szlaku pielgrzymkowego prowadzącego do Ziemi Świętej. W marszu uczestniczą osoby z różnych krajów Europy, m.in. z Hiszpanii, Francji, Holandii, Niemiec, Włoch, Szwajcarii i Polski. Wspólnie podążają trasą prowadzącą przez kolejne państwa w kierunku Jerozolimy, niosąc symboliczny "Flame of Hope" - płomień nadziei, który ma przypominać o idei pokoju i budowania relacji ponad podziałami.

Peace Walk - Miwa Tamamoto i Sławek Molenda
Justyna Liptak /Foto Gość

Polski odcinek trasy prowadzi na południe kraju - przez kolejne miasta i miejscowości aż w kierunku Zakopanego, skąd pielgrzymi przejdą dalej przez Słowację i Węgry. Do uczestników można dołączać na poszczególnych etapach. Jak podkreślają organizatorzy, nie chodzi wyłącznie o samo dotarcie do celu, ale przede wszystkim o wspólną drogę, spotkania i rozmowy. Finał całego przedsięwzięcia planowany jest w Jerozolimie jesienią 2026 roku.

Miłka z Góry Kalwarii, jedna z uczestniczek Marszu Pokoju do Jerozolimy, po raz kolejny wyruszyła w drogę prowadzącą do Ziemi Świętej. Jak przyznaje, decyzja o pielgrzymowaniu dojrzewała w niej od dawna, a sama Jerozolima stała się miejscem, do którego po prostu musiała spróbować dojść. - Chyba przede wszystkim dlatego, że już wcześniej szłam do Jerozolimy - mówi, wspominając swoją pierwszą próbę pielgrzymki. Wyprawa przypadła jednak na czas pandemii COVID-19. - Nieudana była to próba, bo to było podczas pandemii i Jerozolima była zamknięta - dodaje.

Choć tamta droga zakończyła się przedwcześnie, doświadczenie pielgrzymowania jeszcze bardziej umocniło ją w przekonaniu, że chce wracać na szlak. Jak podkreśla, pielgrzymowanie stało się dla niej czymś znacznie głębszym niż zwykłą podróżą. - W drodze człowiek uczy się prostoty i zaufania - opowiada. To właśnie podczas wielodniowego marszu odkrywa się, jak niewiele naprawdę potrzeba i jak wielką wartość mają spotkania z drugim człowiekiem. Dlatego, mimo wcześniejszych trudności, zdecydowała się ponownie zaangażować w Marsz Pokoju do Jerozolimy.

- Nie chodzi tylko o dojście do samej Jerozolimy, ale o wszystko, co wydarza się po drodze - zaznacza. Wspólna wędrówka ma być świadectwem pokoju, otwartości i budowania relacji ponad granicami. Jak mówi, właśnie dlatego warto iść - nawet jeśli droga po raz kolejny okaże się trudna i nieprzewidywalna.

W Marszu Pokoju do Jerozolimy uczestniczy także Miwa Tamamoto - Japonka, jedna z organizatorek, mieszkająca na co dzień w Holandii, związana z międzynarodową inicjatywą "Flame of Hope". Jak tłumaczy, do udziału w wydarzeniu skłoniła ją zarówno działalność na rzecz pokoju, jak i osobista więź z Polską. Od lat przyjaźni się z Polką mieszkającą w Holandii i właśnie dzięki niej zaczęła poznawać historię naszego kraju. - Dowiedziałam się, jak tragiczną historię miała Polska, o rozbiorach, o walce o zachowanie własnej kultury i języka. Zobaczyłam też ogromną siłę i odporność Polaków - opowiada.

Szczególne znaczenie miał dla niej fakt, że polska część marszu rozpoczęła się na Westerplatte - miejscu wybuchu II wojny światowej. - Pomyślałam, że muszę tu być, żeby oddać honor Polsce i moim polskim przyjaciołom - mówi Miwa. Jak podkreśla, idea pielgrzymki doskonale łączy się z działalnością "Flame of Hope", organizacji niosącej symboliczny płomień nadziei w różne miejsca świata. - Podróżujemy po świecie, aby zmieniać energię, leczyć świat i dawać ludziom nadzieję. Idziemy dla pokoju, sprawiedliwości i wolności dla wszystkich ludzi. To są wartości uniwersalne, nie tylko dla jednego narodu czy jednej grupy - wyjaśnia.

Peace Walk 2026 - rozpoczęcie
Justyna Liptak /Foto Gość

Jak zaznacza, największą siłą tej inicjatywy jest jej otwartość. - Nie musisz mieć określonych poglądów ani specjalnych przekonań. Po prostu idziesz, spotykasz ludzi, rozmawiasz i budujesz relacje - mówi. Właśnie dlatego marsz przyciąga tak wiele osób w różnych częściach Europy. Miwa wspomina, że szczególnie holenderski etap zgromadził setki uczestników. - Kościół był pełny, ludzie wspólnie maszerowali, jedli kolacje i nocowali w lokalnych wspólnotach. To było jak niebo na ziemi - opowiada.

W Polsce Japonka planuje przejść pierwszy odcinek trasy, a później ponownie dołączyć do pielgrzymów. Wierzy, że także tutaj idea marszu będzie przyciągała kolejnych ludzi. - Macie przecież tradycję solidarności, która narodziła się właśnie w Gdańsku - przypomina, wyrażając nadzieję, że polski etap marszu stanie się ważnym symbolem jedności i pokoju.

Więcej informacji o inicatywie oraz możliwości dołączenia znaleźć można TUTAJ.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..