Nowy Numer 29/2018 Archiwum

Nie wróżymy z fusów

Doradcy życia rodzinnego. – Nie uczymy jakiejś watykańskiej ruletki, a jednak mity na nasz temat wciąż krążą – mówi Anna Mrozowicz, diecezjalna doradczyni życia rodzinnego.

Doradcy są od tego, aby pomóc małżeństwom żyć zgodnie z katolicką nauką o małżeństwie i rodzinie, szczególnie w aspekcie kwestii intymnych. Wiedza, którą niesie na ten temat świat, często jest nierzetelna lub niepełna, albo nie do końca uczciwa – dodaje Magdalena Misztak-Hola, wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Nauczycieli Naturalnego Planowania Rodziny.

Apologeci życia

Początki Poradnictwa Rodzinnego sięgają 1956 roku. Wtedy to w Polsce wprowadzona została Ustawa o dopuszczalności przerywania ciąży. Dopuszczała ona aborcję praktycznie na żądanie. Kościół odpowiedział niemal natychmiast. Już w czerwcu 1956 do kurii biskupich całego kraju dotarło zalecenie, aby w każdej diecezji zorganizować katolickie poradnie małżeńskie. – Chodziło o to, aby w przestrzeni Kościoła mówić młodym, przygotowującym się do ślubu o wartości życia. Początkowo nie miało to nic wspólnego z metodami rozpoznawania płodności. Skupiano się na przekazie mówiącym, że dziecko jest darem, że nie wolno go zabić. Że to, co władze gładko nazywają zabiegiem, jest w rzeczywistości zabójstwem – relacjonuje Anna Mrozowicz.

Informacyjne embargo

Dopiero gdy w 1968 roku ukazała się encyklika „Humane vitae”, w której Kościół wypowiedział się przeciwko antykoncepcji, działania Poradnictwa poszły w kierunku poszukiwania metod, które mogły dać małżonkom odpowiednie instrumenty, aby z ważnych przyczyn byli w stanie odłożyć poczęcie dziecka. – Kiedy Teresa Strzemboszowa, medyk i społecznik, pracowała nad stworzeniem Poradnictwa Rodzinnego, państwo stosowało wobec niej embargo informacyjne. Inna znana lekarka, Teresa Kramarek, informacje na temat opracowanej przez siebie naturalnej metody planowania rodziny, musiała rozsyłać drogą listową po kuriach i ośrodkach duszpasterstwa rodzin. A pierwsza publikacja polskojęzyczna po wojnie na ten temat ukazała się w Londynie. To było w latach 60. Tu działała cenzura – podkreśla Magdalena Misztak-Hola. Na pytanie, czy liberalny świat, a zwłaszcza niektóre media, nie stosują nadal polityki blokowania informacji na temat naturalnych metod planowania rodziny, odpowiada: – To możliwe. Warto dodać, że na uniwersytetach medycznych nie uczy się rozpoznawania naturalnego rytmu płodności. Coś się jednak zmienia. Na niektórych uczelniach można uczęszczać na fakultety z tej dziedziny.

Przekleństwo kalendarzyka

Jak podkreślają osoby pracujące w poradni, wiedza, którą przekazują, nie opiera się na kruchych podstawach. – Wiedzę przekazujemy w spójności z nauką Kościoła katolickiego. Dotyczy to zarówno kursów, które przygotowujemy, jak i pracy z narzeczonymi. Ale to nie jest sama sucha wiedza. Wykładane przez nas metody powstają w poważnych ośrodkach naukowych. Uczymy przede wszystkim metody z Birmingham, która została opracowana przez naukowców po latach badań i obserwacji. Nasze kursy często rozpoczynamy od obalania mitów, które krążą na nasz temat – mówi z uśmiechem pani Anna. Często narzeczeni pytani na początku przedślubnych spotkań o to, czy spodziewają się, jakie tematy będą na nich poruszane, odpowiadają: „będziemy rozmawiać o kalendarzyku” – Wtedy musimy wyjaśniać, że kalendarzyk to były lata 30 ubiegłego wieku – mówi pani Magda.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma