Nowy numer 25/2018 Archiwum

Co wydarzyło się w stodole Joniuków?

Gospodarz Jan szedł z wiadrem jedzenia dla żydowskich przyjaciół. Został przyłapany przez niemieckiego oficera. Zapytany, komu niesie zupę, przytomnie odparł, że dla żołnierzy Wehrmachtu. Oficer tylko pokiwał głową...

Czarno-białe zdjęcie. Widać na nim eleganckiego młodego mężczyznę, nonszalancko opartego o barierkę. Za nim rozpościera się widok na Adriatyk. W oddali płynie żaglówka. Fotografia została zrobiona w 1946 r. we włoskim Bari. W obiektyw aparatu patrzy Szmul Wallerstein. Cztery lata wcześniej w komorze gazowej zginęła jego żona. On cudem uniknął śmierci. Ukrywał się w stodole gospodarza Jana. Gdyby nie pomoc, którą otrzymał od polskiej rodziny, nie doczekałby roku 1946. Nie zobaczyłby słonecznego Bari, błękitnej wody Adriatyku i leniwie sunącej po wodzie żaglówki.

Abraham i Jan

Żyd Abraham Jomtef i Polak Jan Joniuk znali się od czasów szkolnych. Abraham został krawcem, a Jan przejął duże rodzinne gospodarstwo rolne. Obaj założyli rodziny, ciężko pracowali, jednak nigdy nie zerwali kontaktów. Pierwszy z nich zamieszkał w Węgrowie, drugi – w Grochowie. Ich domy dzieliło 7 kilometrów. Jan zaopatrywał Abrahama w żywność, a Abraham szył ubrania dla Jana i jego najbliższych. Po wybuchu wojny rodzina Jomtefów razem z 8 tys. innych Żydów trafiła do miejscowego getta, a Joniukowie zaczęli wspierać polską partyzantkę. − W okolicy zaczęły tworzyć się oddziały Związku Walki Zbrojnej.

Żołnierze najprawdopodobniej ukrywali się i nocowali w zabudowaniach gospodarstwa Joniuków, ponieważ znajdowało się na uboczu i łatwo było wypatrzyć stamtąd zbliżające się niebezpieczeństwo. We wsi zaczęto szeptać, że u gospodarza Jana mogą liczyć na pomoc wszyscy, którzy jej potrzebują – podkreśla dr Marcin Westphal, historyk, kierownik działu wystawienniczego Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. − Moja ciotka do dziś wspomina, jak gotowano wielkie kotły zupy i ziemniaków z przeznaczeniem dla różnych ukrywających się gości – opowiada Małgorzata Joniuk-Piątkowska, wnuczka Jana. Joniukowie nie zapomnieli także o swoim przyjacielu Abrahamie. Ryzykując życie, dostarczali żywność „na żydowską stronę”. We wrześniu 1942 r. Niemcy rozpoczęli likwidację getta. Żydom kazano opuścić domy i zgromadzić się we wskazanym miejscu. Tam rozstrzelano prawie tysiąc osób. Pozostałych wepchnięto do bydlęcych wagonów. Kierunek – Treblinka. Przeznaczenie – komory gazowe. Jednak grupie kilkudziesięciu osób udało się uciec z obławy. Większość ukryła się w pobliskich lasach. Abraham, wraz z żoną Sarą i dwojgiem dzieci, zapukał do drzwi Jana. Kiedy ten otworzył, w środku dużego domu oprócz gospodarza było jeszcze siedem osób. Żona Jadwiga, pięcioro dzieci oraz matka Jana – Joanna. Nie wahali się ani chwili i zaprosili Jomtefów do środka. – Zgodnie z prawem niemieckim za ukrywanie Żydów groziło rozstrzelanie na miejscu. Jan ryzykował życie swoje i swoich najbliższych, mimo to bezinteresownie postanowił pomóc żydowskiemu sąsiadowi – zaznacza M. West- phal.

Dwa lata w ukryciu

Jan oddał rodzinie Abrahama jeden z trzech pokoi. Początkowo dzieci Joniuków i Jomtefów bawiły się razem na podwórku. Niektórzy sąsiedzi widzieli kręcące się nieznane osoby. – Pomimo nagród oferowanych przez Niemców za wskazanie ukrywających się Żydów nikt z miejscowości nie doniósł. Jednak ze względów bezpieczeństwa postanowiono przenieść uciekinierów z getta do innego budynku – zaznacza historyk. Tradycja rodzinna mówi, że to najmłodszy z Joniuków, 5-letni Heniek, wymyślił skrytkę dla Abrahama i jego najbliższych. Był to strych budynku gospodarczego, gdzie przechowywano zboże i siano, a w dolnej części trzymano kury. – Tam dziadek urządził kryjówkę dla czterech osób − opowiada M. Joniuk-Piątkowska. Wraz ze zbliżającą się zimą, za zgodą Jana, do Jomtefów dołączyli bracia Sary – Szmul i Szymek Wallersteinowie. Wcześniej przez dwa miesiąca ukrywali się w lesie. – Rozpoczął się bardzo trudny czas dla obydwu rodzin – podkreśla M. Westphal. Dzieci Abrahama i Sary, 12-letni Efraim i 10-letnia Rachel, źle znosiły życie w zamknięciu. − Kiedy mój ojciec i jego młodszy brat bawili się na podwórku, Efraim i Rachel mogli jedynie przysłuchiwać się temu, co dzieje się na zewnątrz. Za dnia wszyscy żyli w absolutnej ciszy i tylko nocą mogli chwilę porozmawiać, pospacerować, dowiedzieć się o wszystkim, co działo się we wsi i w miasteczku – mówi M. Joniuk-Piątkowska. Joniukom także nie było łatwo. – Jan żył w ogromnym napięciu, wiedząc, że naraża swoje dzieci, matkę i żonę. Wszyscy członkowie polskiej rodziny, w tym małe dzieci, musieli utrzymywać w tajemnicy to, co dzieje się w domu. Trzeba było gotować jedzenie i prać dla dodatkowych sześciu osób. Oprócz tego trwała normalna praca w polu i gospodarstwie – podkreśla historyk. Jedynym momentem, kiedy obie rodziny robiły wyjątek i rezygnowały z codziennych zasad bezpieczeństwa, było Boże Narodzenie. W Wigilię wszyscy razem zasiadali do wieczerzy, łamali się opłatkiem, a dzieci dostawały w prezencie cukierki. Po wielu latach potomkowie Abrahama będą wysyłali na Boże Narodzenie kartki z życzeniami dla rodziny Joniuków. Parokrotnie rodziny Abrahama i Jana cudem uniknęły dekonspiracji i rozstrzelania. – Pewnego dnia okazało się, że Szmul Wallerstein zachorował na tyfus. To niebezpieczna choroba zakaźna. Mimo ryzyka zarażenia Jan nie odprawił go. Wręcz przeciwnie. Po raz kolejny narażając życie swoje oraz najbliższych, zapakował Szmula na wóz, przykrył słomą i zawiózł do znajomego lekarza. Rutynowa kontrola mogła skończyć się tragedią. Na szczęście cała historia zakończyła się dobrze, a Szmul dzięki pomocy lekarskiej wyzdrowiał – opowiada dr Westphal. Innym razem, w połowie 1944 r., oddziały niemieckie, wycofując się pod naporem Armii Czerwonej, założyły w gospodarstwie Joniuków kwaterę. Oficerowie zamieszkali w domu gospodarza, a zwykli żołnierze w stodole. W tej samej, gdzie na poddaszu ukrywała się żydowska rodzina. Pewnego razu Jan został przyłapany przez niemieckiego oficera, kiedy szedł z wiadrem jedzenia dla żydowskich przyjaciół. Zapytany, komu niesie zupę, przytomnie odparł, że dla niemieckich żołnierzy. Oficer tylko pokiwał głową.

Dobro wróciło

W lipcu 1944 r. zakończył się koszmar hitlerowskiej okupacji. Rodzina Abrahama nie musiała się dłużej ukrywać. Jednak powojenna Polska nie była tym krajem, który pamiętali. Większość żydowskich krewnych i przyjaciół została zamordowana w Treblince. Szmul Wallerstein stracił tam żonę. Rozpoczęli starania o wyjazd z Polski. Dotarli do Kanady. Następnie w 1948 r. Jomtefowie i Szmul Wallerstein osiedli w Izraelu w Holonie pod Tel Awiwem. W Kraju Klonowego Liścia pozostał tylko Szymek Wallerstein. Rozpoczęli nowe życie. Na tym jednak nie kończy się historia dwóch rodzin. – Cały czas Joniukowie i Jomtefowie korespondowali ze sobą. Co ciekawe, w latach 80. sytuacja się odwróciła. W czasie stanu wojennego potomkowie Abrahama i Sary przysyłali z Izraela i Kanady żywność i ubrania dla polskiej rodziny – mówi M. Westphal. 17 września 1984 r. córka Jana, Leokadia, odebrała w Jerozolimie w imieniu rodziny medal Sprawiedliwego wśród Narodów Świata. W uroczystości uczestniczyła rodzina Jomtefów: Abraham oraz syn Efraim i córka Rachel z rodzinami. Tego dnia nie doczekała Sara, która nie żyła już od kilkunastu lat. Wnuczka Jana do dziś pozostaje w kontakcie z bliskimi Abrahama i Sary. − Odwiedziłam rodzinę Jomtefów dwukrotnie. Po raz pierwszy z moim ojcem Wiktorem w 1989 r., a potem sama sześć lat później. W Izraelu byli też mój brat z żoną i moja mama. Edna i Efraim Jomtefowie przyjechali do Łodzi w 1992 r. na ślub mojego brata − opowiada. Szymek Wallerstein zmienił imię i nazwisko na Sam Miller, ożenił się z Evą i doczekał dwójki dzieci: Arniego i Sharon. Zmarł w 2000 r., a Eva Miller w październiku 2006 roku. – Z Sharon Miller utrzymujemy regularną korespondencję – dodaje M. Joniuk-Piątkowska.

Pocztówka z Bari

Na odwrocie fotografii zrobionej w Bari widnieje dedykacja: „Na pamiątkę od Szmula znad morza Adriatyckiego dla p. Jana Joniuka ze swoją rodziną. Bari dn. 1/6/1946, Italia”. Szmul Wallerstein ożenił się ponownie i doczekał syna Josiego. Zmarł w 1992 r. w Izraelu. Nigdy nie przyjął niemieckiego odszkodowania, twierdząc, że nie ma takich pieniędzy na świecie, które zrekompensowałyby mu utratę żony i wielu członków rodziny. •

Eksponaty miesiąca

Kilim żydowskiej rodziny Jomtefów, obwieszczenie niemieckich władz z września 1942 r. (informujące o karze śmierci dla Żydów, którzy bez pozwolenia opuszczą obszar getta oraz ostrzegające przed konsekwencjami za udzielanie im pomocy), a także zdjęcie uratowanego Żyda Szmula Wallersteina to eksponaty miesiąca w Muzeum II Wojny Światowej. Obiekty będą prezentowane w holu głównym placówki do końca marca.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma