Nowy numer 42/2019 Archiwum

Nie mogą zginąć po raz drugi

– Kiedy zaczęli uciekać, doszło do strzelaniny. Obaj chłopcy zostali ranni. Jeden w skroń, drugi w szyję. Podtrzymując się nawzajem, kontynuowali ucieczkę, która zakończyła się tragicznie w jednym z wrzeszczańskich mieszkań – opowiada Anna Kołakowska.

Był 28 maja 1948 roku. 19-letni wówczas Eugeniusz Tuszakowski wraz ze swoim kolegą Leszkiem Millerem-Cieślikowskim szykowali się właśnie do kolejnej akcji rozbrajania oficerów Ludowego Wojska Polskiego. Robili to z powodzeniem już wcześniej, do grudnia 1948 roku, podróżując pociągami na trasie Gdańsk–Warszawa. Tym razem akcję zamierzali przeprowadzić w Trójmieście, w pociągu jadącym do Gdyni. Założona przez nich organizacja składała się z 4 osób. Oprócz Eugeniusza i Leszka należeli do niej jeszcze Benedykt Wiśniewski i Zdzisław Grabowski.

– Wszyscy, prócz Leszka, byli mieszkańcami Malborka. Genek skończył niedawno Państwowe Gimnazjum Ogólnokształcące w tym mieście. Kontynuował naukę w gdańskim „Conradinum”. Pozostali koledzy także uczyli się w szkołach średnich – opowiada A. Kołakowska. Mimo młodego wieku czuli zapewne, że muszą coś robić dla oswobodzenia zniewolonej ojczyzny. W tym celu gromadzili zresztą także broń z czasów wojny, a kiedy było trzeba, dokonywali w niej niezbędnych napraw. W pobliżu wrzeszczańskiego dworca PKP zwrócili na siebie uwagę milicjantów. Mieli przy sobie broń i doskonale wiedzieli, że gdyby ją przy nich znaleziono, czekałyby ich stalinowskie kazamaty, niewyobrażalne cierpienia, a pewnie także i śmierć. Zaczęli uciekać. Po chwili padły strzały. Do pościgu włączyli się przechodzący ulicą funkcjonariusze UB. Obaj chłopcy zostali ranni. Jeden poważnie. Uciekali dalej, wspierając się wzajemnie. W akcie desperacji wpadli do jednego z mieszkań przy ul. Wallenroda 12. Gospodarz wymknął się jednak z lokalu i powiadomił milicję. Na początku chcieli się bronić. Do końca. Ale gdy zorientowali się, że w mieszkaniu jest 4-miesięczne dziecko, nie chcieli narażać go na niebezpieczeństwo. Wyszli do sieni. Po chwili padły dwa strzały. Kiedy do lokalu wpadli funkcjonariusze, obaj młodzieńcy już nie żyli. – Kiedy o nich myślę, zawsze się wzruszam. Oni mieli po 19 lat. To były jeszcze dzieci. Matka do Eugeniusza wołała pewnie pieszczotliwie „Geniu” – mówi wzruszona A. Kołakowska. Później był proces dwóch pozostałych członków organizacji. – Obaj odbyli wyroki w peerelowskich więzieniach. Jeden siedział bodajże w Jaworznie, a drugi – we Wronkach. Sprawa jest dość świeża, więc nie zdążyłam jeszcze ustalić, czy któryś z nich żyje. Przez kibiców Lechii Gdańsk starałam się dotrzeć do ich rodzin – mówi A. Kołakowska. Pani Anna od roku na zlecenie IPN katologuje groby żołnierskie na cmentarzach Trójmiasta. – Żeby to zrobić, musiałam obejść np. cały cmentarz na Srebrzysku. Na tabliczce przy jednym z grobów zobaczyłam bardzo zniszczony napis. Można było odczytać tylko: „zg... za wolną Polskę” – wspomina. Postanowiła rozwikłać sprawę. Wykorzystała swoje kontakty z zarządem gdańskich cmentarzy. Nazwisko ustaliła po dacie śmierci. Zaczęła szukać w IPN. – W końcu znalazłam tego chłopaka. Później także dokumenty dotyczące jego kolegów. I tak po nitce dotarłam do kłębka – opowiada A. Kołakowska. – Na gdańskich cmentarzach spoczywają naprawdę wielkie osobowości. Czytałam kiedyś pamiętniki polskich powstańców listopadowych. Kiedy szli do niewoli, jeden zapytał kolegę: „Józek, czy ktoś o nas będzie pamiętał?”. Za Polskę oddali wszystko. Na szali położyli całe swoje życie. Ci, co zginęli za ojczyznę, nie mogą zginąć po raz drugi w mrokach historii. Dobrą okazją do tego jest niewątpliwie 100. rocznica odzyskania niepodległości przez naszą ojczyznę – podkreśla. Zaznacza także, że w ostatnim czasie w narrację dotyczącą rocznicy wkradł się poważny błąd. – Termin „100-lecie niepodległości” sugeruje, że odzyskanej w 1918 roku niepodległości nie utraciliśmy przez 100 lat. A przecież na pewno nie można mówić o wolnej Polsce w czasie okupacji. Powojenna Polska też była całkowicie zniewolona przez Sowietów. Mówienie o 100-leciu niepodległości to fałszowanie historii – dodaje A. Kołakowska. – Zdecydowanie właściwym określeniem jest więc 100. rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości – ocenia Jan Hlebowicz z gdańskiego IPN. – Niezwykle ważne jest, aby w tym czasie godnie uczcić polskich bohaterów. Po II wojnie światowej Polacy mieli głęboko zakorzenione przeświadczenie, że jedna straszliwa okupacja niemiecka została zastąpiona inną – sowiecką. To dla wielu młodych ludzi, którzy często marzyli o normalnym życiu, założeniu rodziny, studiowaniu, było równoznaczne z niezgodą na złożenie broni. Chociaż wiele młodzieżowych antykomunistycznych organizacji nie miało formalnej łączności ze strukturami niepodległego państwa polskiego, odwoływało się do tego samego systemu wartości, który bardzo często zamykał się w trzech słowach: „Bóg, honor, ojczyzna”. Ich wkład w proces odzyskiwania niepodległości był niebagatelny, chociaż w realiach stalinowskiej, opresyjnej rzeczywistości bardzo często skazany na porażkę. Jednak w wielu środowiskach pamięć o tamtej bohaterskiej postawie przetrwała, nierzadko bezpośrednio inspirując działaczy demokratycznej opozycji drugiej połowy lat 70. – członków ROPCiO czy RMP – podkreśla Jan Hlebowicz.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama