Nowy numer 41/2019 Archiwum

Nie o zemstę chodzi, lecz o pamięć

– Miał zakrwawioną lewą stronę ciała. Położyli go w rogu mieszkania na słomie. Ojciec tylko co jakiś czas jęczał: „Dobijcie mnie” – wspomina Jan Michalewski.

Zbrodnię tę opisuje się jako „genocidium atrox”, czyli ludobójstwo straszliwe, okrutne, dzikie. Mordowano wszystkich, bo „kto nie Ukrainiec na ukraińskiej ziemi – temu śmierć”.

Twoje dzieci zabite, twój mąż też

Kiedy nacjonaliści ukraińscy napadli na Hucisko Brodzkie, rodzinną miejscowość pana Jana, miał on zaledwie 6 lat. Była mroźna i śnieżna niedziela 13 lutego 1944 roku. – Napadu banderowców nikt się nie spodziewał. Myśleliśmy, że nie zaatakują w niedzielę. Pomyliliśmy się. Mnie wsadzono do kufra. Uratowałem się cudem – opowiada. Podczas napadu nacjonalistów ukraińskich zginął brat Jana. Tadeusz, kiedy został zabity, miał zaledwie 1,5 roku.

– Dach mieliśmy kryty blachą. Ojciec opowiadał, że w pewnym momencie zaczęło tak dudnić, jakby grad padał. Strzelali. Złapał Tadzia, zawinął w koc i zaczął uciekać. Chociaż kilku kul udało się uniknąć, jedna dosięgła mojego brata i ciężko raniła ojca w przedramię – opowiada. Mama pana Jana była wówczas w kościele. – Ksiądz przerwał Mszę św. Ludzie wychodzili na zewnątrz. Tam ktoś zaczepił mamę i powiedział: „Haniu, twoje dzieci zabite, twój mąż zabity”. Nogi się pod nią ugięły – mówi mężczyzna. On sam, kiedy uderzyli banderowcy, był u stryja. – Najpierw wsadzili mnie z kuzynem Jankiem do kufra, takiego zamykanego, a sami zaczęli podpierać dyszlem drzwi, żeby ich nie wyważyli. Myśmy zaczęli ze strachu płakać w tym kufrze. Otworzyli go i ktoś powiedział: „Bierzcie dzieci i uciekajcie” – wspomina. Stryjenka zabrała Jasia i jego kuzyna. Zaczęli uciekać w stronę przeciwną od tej, skąd nadchodzili oprawcy. – Przedzieraliśmy się do sąsiedniej wioski, do Wołoch. Czuć było zapach spalenizny i słychać strzały. Dookoła panował straszny zamęt. Schroniliśmy się u kogoś. Pamiętam, że rozścielono słomę, a wieczorem przywieźli nieprzytomnego ojca. Położyli go w rogu mieszkania. Mama, która również tam dotarła, czuwała przy ojcu. Płakała i zwilżała mu wargi. A my z kuzynem klęczeliśmy i odmawialiśmy pacierze – opowiada.

Janek bardzo chciał zobaczyć młodszego brata. To było na drugi dzień po napadzie. – Musiałem mocno płakać, bo dziadek w końcu powiedział: „To chodź, pokażę ci”. Leżał na takim... na Kresach mówiło się werecie, a to był koc w kratę. Dziadek odchylił ten koc i ten obraz mam w oczach bardzo wyraźny. Widziałem miejsce, gdzie pocisk wszedł w główkę powyżej policzka. A drugiej strony nie chciał mi pokazać. Tam ponoć główka była cała roztrzaskana – wspomina. Mama pana Jana do śmierci powtarzała, że dziękuje Bogu, iż syn zginął od kuli, a nie od siekiery. – Ludzie się dziwili, że tak mówi, ale dla kogoś, kto tam był i widział te wszystkie okrucieństwa, taka śmierć była lekka. Skoro banderowcy potrafili małe dzieci siekierami rąbać albo w piecu palić... – mówi. – Ludobójstwo, które miało miejsce na Wołyniu, rozlało się na Podole, na ziemie lwowską, stanisławowską i na południowo-wschodnią Małopolskę. To, co tam się działo, trudno opisać słowami – dodaje. Po latach wrócił do Huciska Brodzkiego. – Ostał się tam jedynie cmentarz. Pojechałem z wujkiem. On wskazał miejsce, w którym stał nasz rodzinny dom. Wykopałem kamień, przywiozłem go tutaj i wmurowałem w dom, który wybudowałem w Gdyni – mówi.

Im wszystkim śmierć

W Gdańsku odbyły się uroczystości upamiętniające 76. rocznicę krwawej niedzieli na Wołyniu. Spotkanie ze świadkiem historii, prelekcja, prezentacja broszury – IPN Gdańsk przygotował szereg inicjatyw upamiętniających ofiary ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II RP. – Zbrodnia wołyńska jest tym straszniejsza, że nie została dokonana przez okupanta, który wkroczył do Polski w 1939 r., ale przez najbliższego sąsiada, przez współobywatela. Wśród wszystkich krzywd, których doznał nasz naród, dziś chcemy szczególnie uczcić Polaków zamieszkujących ziemie południowo-wschodnie II RP, zamordowanych w 1943 roku – mówi prof. Mirosław Golon, dyrektor IPN w Gdańsku. – Było to ludobójstwo dokonane na całych rodzinach, bez względu na wiek. Zamordowani zostali za jedną rzecz: za bycie Polakami. Zabijani byli, by „odchwaścić” ziemię ukraińską – dodaje M. Golon.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama